Dlaczego są takie ceny domów, działek w/pod Krakowem, Warszawą, Poznaniem, Wrocławiem, …
To prosty mechanizm z którego ludzie nie zdają sobie sprawy (że tak to działa i tylko dlatego, że odbywa się, ceny są tak wysokie).
Napiszę to w możliwie prosty sposób. Uproszczę maksymalnie.
Zacznijmy od tego, że aby kupić dom z arami na ogród, to w opisywanych miejscach trzeba mieć ponad 3 mln złotych.
No i teraz skąd ta kasa?
Popatrzmy na Kraków (będzie idealnym przykładem).
Babcia umarła – sprzedaje się jej mieszkanie (wpada 700 tysięcy, a nawet ponad milion – kwestia lokalizacji).
Coraz więcej rodzin ma jedno dziecko i nie trzeba tego dzielić na kilkoro wnucząt.
Wnuczka wchodzi w związek, mają wspólne dochody wykazane dla banku, rodzice dorzucają i „cyk” jest zdolność na dom pod Krakowem na 3 a nawet 4 mln.
Kto kupił mieszkanie babci w Krakowie?
Aspirująca „do elity krakowskiej” (śmiech) prowincja.
Kiedyś pytam się znajomej od kogo w tak fajnym (prestiżowym) miejscu w Krakowie wynajmuje te ponad 100m2?
A ona, że od kolesia co jakieś słodkie rzeczy produkuje w moim rodzinnym mieście. W tym mieście pytam? No w tym.
I tak cała masa „prowincjuszy” co „lody kręcą” (kasę robią „na wsi”) kupuje mieszkania, ziemie w takim Krakowie, Warszawie, … bo inwestycja, bo dla córki, syna, … Mniejsze mieszkanka czasem stoją puste (kupują jak pewien znany dziennikarz ze znanej stacji) aby spotykać się tam na ćpanie i ….ie. itd. itp.
Zakup dla córki, syna, którzy chcą być np. w Krakowie to cel, który winduje ceny.
Super strzał jak w rodzinie sprzeda się kawałek ziemi pod halę, fabrykę, drogę, … i jest milion, dwa dla wnusi, …
Cały czas zaznaczam, że upraszczam, ale dlatego, że biorąc pod uwagę oficjalne dane z Polski, to ludzi, którzy mogą sobie pozwolić zakupić coś powyżej 3 mln złotych jest „kropla”.
To często właśnie odbywa się w ten sposób, że pieniądze pojawiają się z tych miejsce, gdzie banki dają dobre warunki do nabycia dużo tańszych (niż w takim Krakowie) „miejscówek” dla ludzi o dużo niższych, przeciętnych dochodach. Jeżeli oni kupią, to ci „wyżej” w danej chwili „na tej drabinie” kupują nieruchomości, „miejscówki” za 3 mln i więcej.
To „prowincjusze”, „prowincjonalna elita” sprawia, że ceny w takich miejscach utrzymują się na tak wysokim poziomie.
Kto mieszkał czy mieszka w Krakowie wie, że o elitę tam trudno tak samo jak w każdym innym miejscu. No ale … to Kraków, Warszawa, …
Drogi nie ma, pół dnia marnuje aby gdzieś dojechać, dzieci wozić (o ile je ma), ale elita bo z Krakowa.
Dla jasności, już to pisałem, Kraków jest fajny jak właśnie dostaniesz po babci duże mieszknie w fajnym miejscu albo pojedziesz tam na weekend, ale nie do życia, mieszkania dla rodziny (zwłaszcza większej), która musi wziąć kredyt aby tam funkcjonować.
Tylko nieliczni faktycznie muszą czy też powinni być w takim mieście ponieważ nigdzie indziej ich dziecko nie będzie mogło trenować, oni nie znajdą pracy w tej specjalizacji jaką mają itd.
Myślenie o sobie jak o elicie, bo jestem z miasta Krakowa, Poznania czy innego świadczy raczej o kopleksach i słomie w butach noszonej od pokoleń również w głowie.
Przypominam, że jeszcze niedawno 70% Polaków było czystej krwi wieśniakami a ich babcie załatwiały się w wychodku.
I na koniec.
Te drodie domy, ziemia często w przypadku jakiegoś poważnego kryzysu będzie bezużyteczna a często miejscem niebezpiecznym do życia.
Autor: Diario
Zostaw komentarz