Według ustawy budżetowej na 2026 rok koszty obsługi długu Skarbu Państwa mają wynieść około 90 mld zł. To wzrost o blisko 19% w porównaniu z kwotą zaplanowaną na rok 2025.
Skala tych wydatków robi wrażenie. To niemal połowa rocznych nakładów na obronność państwa. To kwota większa niż koszt programu 800+. To także około 14% wszystkich planowanych dochodów budżetu państwa, które w 2026 roku mają wynieść 647 mld zł.
Co szczególnie niepokoi, są to pieniądze, które nie budują nowych dróg, nie wzmacniają armii, nie poprawiają służby zdrowia ani jakości edukacji. Są przeznaczane wyłącznie na spłatę odsetek od wcześniej zaciągniętych zobowiązań.
Jeżeli obecny trend się utrzyma, przekroczenie poziomu 100 mld zł rocznie na samą obsługę długu staje się w najbliższych latach całkowicie realnym scenariuszem. Nie oznacza to automatycznie bankructwa państwa. Oznacza jednak, że coraz większa część podatków obywateli będzie przeznaczana nie na rozwój kraju, lecz na finansowanie kosztów zadłużenia.
Warto przy tym pamiętać, że budżet na 2026 rok zakłada również rekordowo wysoki deficyt na poziomie około 271,7 mld zł. Deficyt oznacza konieczność dalszego pożyczania pieniędzy, a każde kolejne miliardy długu generują kolejne miliardy odsetek. W ten sposób powstaje mechanizm, z którego coraz trudniej się wydostać.
Sam dług publiczny nie jest niczym nadzwyczajnym. Korzystają z niego niemal wszystkie państwa świata. Kluczowe pytanie brzmi jednak: na co przeznaczane są pożyczone środki? Jeżeli finansują inwestycje zwiększające potencjał gospodarki, mogą przynieść korzyści w przyszłości. Jeśli jednak służą głównie pokrywaniu bieżących wydatków, kolejne pokolenia pozostają z rachunkiem do zapłacenia.
Dlatego zamiast pytać, czy Polska ma dług, warto zapytać, dlaczego zadłużenie rośnie tak szybko i jakie będą konsekwencje tej polityki za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. Każdy miliard wydany dziś na odsetki to miliard, którego jutro zabraknie na inwestycje, bezpieczeństwo lub rozwój kraju.
Rząd Donalda Tuska przekonuje, że obecna polityka fiskalna jest konieczna. Coraz więcej Polaków ma jednak prawo zastanawiać się, czy nie zbliżamy się do momentu, w którym koszty zadłużenia staną się jednym z największych obciążeń dla państwa. Historia wielu krajów pokazuje, że kryzysy finansów publicznych nie pojawiają się nagle. Narastają latami, aż przychodzi dzień, w którym rachunek za wcześniejsze decyzje staje się niemożliwy do zignorowania.A jak się przygotował Tusk do zbliżającej się katastrofy?
Jego oświadczenie majątkowe jest jak oświadczenie bezdomnego. Nie ma domu, mieszkania, oszczędności, a nawet samochodu. On na papierze już jest bankrutem.
Teraz czas na Polskę?
Zostaw komentarz