To jest moja subiektywna ocena sytuacji na Ukrainie. Nie pretenduję do roli bezstronnego historyka ani socjologa. Uważam jednak, że bez zrozumienia roli postsowieckiej inteligencji nie sposób wyjaśnić, dlaczego banderyzm z ideologii środowiskowej urósł do rangi zjawiska pretendującego dziś do miana ukraińskiego „rządu dusz”.
Wbrew rozpowszechnionym opiniom źródeł sukcesu banderyzmu nie upatruję przede wszystkim w sile samych środowisk banderowskich. Przez wiele lat pozostawały one przecież mniejszością. Były aktywne, dobrze zorganizowane i ideowo zwarte, ale nie reprezentowały większości społeczeństwa. Dotyczyło to nawet Galicji i Lwowa, gdzie tradycje banderowskie były najsilniejsze.
Moim zdaniem kluczową rolę odegrała postsowiecka inteligencja ukraińska.
W Galicji stosunkowo szybko uległa ona nacjonalizacji. Problem polegał jednak na tym, że proces ten był często powierzchowny. Zmieniono symbole, bohaterów i hasła, ale niekoniecznie sposób myślenia. Homo sovieticus nie zniknął. Nauczył się jedynie nowych słów. Tak jak wcześniej służył jednej obowiązującej narracji, tak później zaczął służyć innej.
W pozostałych regionach Ukrainy proces ten przebiegał jeszcze wolniej. Tamtejsza inteligencja przez długi czas pozostawała typowo postsowiecka: lojalna wobec państwa, przywiązana do istniejących układów i niechętna głębszemu rozliczeniu własnej przeszłości. Gdy zaczęła utożsamiać się z niepodległą Ukrainą, próbowała równocześnie zachować znaczną część odziedziczonego po ZSRR sposobu myślenia.
Przez wiele lat taki model funkcjonował względnie stabilnie. Wojna w Donbasie, a następnie rosyjska agresja pełnoskalowa, całkowicie go jednak podważyły. Wszystko, co kojarzyło się z Rosją i Związkiem Sowieckim, zaczęło ciążyć niczym polityczny balast.
Powstała ideowa pustka.
Właśnie wtedy środowiska banderowskie okazały się najlepiej przygotowane. Dysponowały gotową narracją historyczną, gotowym panteonem bohaterów, gotowymi symbolami oraz gotową odpowiedzią na pytanie, czym jest ukraińskość. Był to kompletny produkt ideologiczny, rozwijany przez dziesięciolecia przede wszystkim w Galicji.
I właśnie tutaj widzę zasadniczą odpowiedzialność postsowieckiej inteligencji.
Zamiast stworzyć nowoczesną ukraińską tożsamość narodową, opartą na pluralizmie, demokracji i krytycznej refleksji nad własną historią, przyjęła ona gotowy wzorzec. Nie dlatego, że była przekonana o jego historycznej słuszności, lecz dlatego, że był pod ręką i odpowiadał potrzebom chwili.
W mojej ocenie był to akt konformizmu.
Ta sama warstwa społeczna, która wcześniej bez większego oporu funkcjonowała w realiach sowieckich, zaczęła następnie akceptować coraz bardziej dominującą obecność narracji banderowskiej w przestrzeni publicznej. Nie dlatego, że wszyscy stali się banderowcami. Raczej dlatego, że niewielu było gotowych przeciwstawić się nowej ortodoksji.
Dlatego nie zgadzam się z tezą, że obecna pozycja Bandery na Ukrainie jest wyłącznie wynikiem spontanicznej woli społeczeństwa.
Moim zdaniem jest ona przede wszystkim skutkiem wieloletniej kapitulacji elit intelektualnych. To nie banderowcy zdobyli Ukrainę. To znacząca część ukraińskiej inteligencji oddała im pole walki o pamięć historyczną, symbole i wyobraźnię narodową.
Banderyzm nie zwyciężył dlatego, że był silny. Zwyciężył dlatego, że przez zbyt długi czas niemal nikt z elit nie chciał lub nie potrafił przeciwstawić mu atrakcyjnej alternatywy.
I właśnie dlatego odpowiedzialności za współczesny rząd dusz banderyzmu należy szukać nie tylko wśród samych banderowców, lecz również wśród konformistycznych elit, które przez lata nie potrafiły albo nie chciały stworzyć dla Ukrainy innej opowieści o własnej historii.
To nie banderowcy wygrali walkę o ukraińską pamięć.
To postsowiecka inteligencja oddała ją bez walki.
Zostaw komentarz