W Polsce od lat słyszymy tę samą śpiewkę: brakuje lekarzy, brakuje pielęgniarek, brakuje środków, trzeba zaciskać pasa. Tymczasem mało kto zadaje podstawowe pytanie: dlaczego szpital, którego zadaniem jest ratowanie życia, został zamieniony w przedsiębiorstwo rozliczane z wyniku finansowego?
Przez ostatnie dekady kolejne rządy i samorządy wmawiały obywatelom, że szpital powinien działać jak firma. Pojawiły się zarządy, rady nadzorcze, rady programowe, koordynatorzy, pełnomocnicy, konsultanci i armie urzędników. Im więcej stanowisk do obsadzenia, tym większe zainteresowanie polityków. Po każdych wyborach rusza karuzela kadrowa. Zmieniają się nazwiska, ale mechanizm pozostaje ten sam – swoich trzeba nagrodzić.
Pacjent jest w tym układzie dodatkiem. Najważniejsze stają się tabele, wskaźniki, kontrakty i budżety. Dyrektor szpitala coraz częściej przypomina prezesa korporacji, który musi pilnować wyniku finansowego, zamiast koncentrować się wyłącznie na jakości leczenia. Oddziały są zamykane, bo są „nierentowne”. Zabiegi są ograniczane, bo nie mieszczą się w planie finansowym. Lekarze i pielęgniarki słyszą, że nie ma pieniędzy, podczas gdy kolejne szczeble administracji rozrastają się bez końca.
Najbardziej absurdalne jest samo pojęcie rentowności w ochronie zdrowia. Kiedy straż pożarna gasi pożar, nikt nie pyta, czy akcja przyniosła zysk. Kiedy policja ściga przestępców, nikt nie rozlicza jej z rentowności. Dlaczego więc szpital ma zarabiać? Od kiedy ludzkie życie stało się pozycją w excelu?
Afera wokół Szpitala Południowego nie jest wyjątkiem. Jest symbolem systemu, który od lat stawia księgowych, urzędników i politycznych nominatów ponad pacjentami. To nie pojedynczy błąd. To logiczna konsekwencja filozofii, według której zdrowie obywatela jest kosztem, a nie obowiązkiem państwa.
Największym problemem polskiej służby zdrowia nie jest brak pieniędzy ani brak kompetencji personelu. Największym problemem jest polityczne zawłaszczenie systemu. Dopóki szpitale będą traktowane jak łup wyborczy, a nie instytucje służące obywatelom, dopóty kolejne reformy będą jedynie zmianą szyldów na tych samych drzwiach.
Pacjenci potrzebują lekarzy. Politycy potrzebują stanowisk. Problem zaczyna się wtedy, gdy jedni zastępują drugich, a szpital zmienia się w polityczną spółkę z.o.o
Zostaw komentarz