Jeszcze niedawno Roman Giertych przekonywał, że bez prawomocnego wyroku nikogo nie wolno nazywać przestępcą. Dziś sam publicznie piętnuje lekarza-sygnalistę ze Szpitala Południowego. Krytycy mówią o spektakularnej zmianie standardów i politycznej próbie zastraszenia niewygodnego świadka.

„Przestępca” bez aktu oskarżenia? Burza wokół słów Giertycha

Wpis byłego ministra sprawiedliwości i posła PiS, Zbigniewa Ziobry, jest kolejnym głosem w narastającym sporze wokół lekarza-sygnalisty ze Szpitala Południowego w Warszawie. Medyk ujawnił informacje dotyczące funkcjonowania placówki i okoliczności związanych z zarządzaniem szpitalem, co wywołało polityczną debatę oraz zainteresowanie opinii publicznej.

Ziobro zarzuca Romanowi Giertychowi stosowanie podwójnych standardów. Jak napisał:

„Lekarza-sygnalistę nazwał przestępcą – choć doktor nie został skazany, nie ma nawet aktu oskarżenia, a prokuratura nie prowadzi przeciwko niemu żadnego postępowania”.

Były minister wskazuje, że określanie kogokolwiek mianem „przestępcy” w sytuacji braku wyroku sądu stoi w sprzeczności z zasadą domniemania niewinności.

Zasady tylko dla innych?

W dalszej części wpisu Ziobro przypomina wcześniejsze spory dotyczące samego Giertycha.

„A gdy ja nazwałem Giertycha przestępcą, który wyprowadził miliony z giełdowej spółki Polnord (…) Giertych natychmiast pobiegł do sądu. Pouczał tam z miną świętoszka, że bez prawomocnego wyroku nikogo tak nazywać nie wolno”.

To najmocniejszy fragment wpisu, w którym Ziobro oskarża posła KO o brak konsekwencji. Należy jednak podkreślić, że Roman Giertych nie został prawomocnie skazany w związku ze śledztwem dotyczącym spółki Polnord, a sam od lat kwestionuje stawiane mu zarzuty i twierdzi, że postępowania przeciwko niemu miały charakter polityczny.

Szpital Południowy i sygnalista pod presją

Sprawa lekarza ze Szpitala Południowego nabrała wymiaru politycznego, ponieważ ujawniane przez niego informacje mają – zdaniem części komentatorów – być niewygodne dla środowiska rządzącej KOalicji i władz Warszawy. Krytycy działań Giertycha wskazują, że zamiast rzeczowo odnosić się do ujawnionych informacji, próbuje on podważać wiarygodność osoby, która zdecydowała się zabrać głos.

Tak ocenia to Ziobro:

„Dziś ta zasada, do której tak przekonywał, straciła aktualność. Dlaczego? Bo Tusk i Trzaskowski są w amoku – sprawa pogrąża ich z każdym dniem. Więc Giertych dostał zlecenie: zastraszyć sygnalistę za wszelką cenę i odebrać mu wiarygodność. Jeden standard dla siebie, drugi dla tych, którzy mówią prawdę. Klasyka”.

Są to polityczne oceny autora wpisu, które nie zostały potwierdzone żadnymi dokumentami ani decyzjami organów ścigania.

Cień dawnych sporów

Ziobro kończy swój wpis jeszcze ostrzej:

„A prawdziwy przestępca w tej sprawie – czyli sam Giertych – na bezkarność długo już liczyć nie może. Czas się kończy. On o tym wie”.

Tak sformułowane oskarżenia mają charakter politycznej polemiki. W polskim porządku prawnym o odpowiedzialności karnej przesądza wyłącznie prawomocny wyrok sądu. Niezależnie jednak od oceny sporu, pytanie o konsekwencję w stosowaniu zasady domniemania niewinności pozostaje aktualne. Jeśli ktoś przez lata przekonywał, że bez wyroku sądu nikogo nie wolno nazywać przestępcą, powinien szczególnie uważać, by sam nie odchodzić od standardów, których wcześniej tak stanowczo bronił.