Nawet w najbardziej koszmarnych snach tego nie przeżyłem. Co innego w realu… Otóż stwierdzam z całą odpowiedzialnością – jeśli chodzi o obecną kijowską jaczejkę parę osób przede mną miało rację.
Jak w 1956 roku powiedział Mao Zedong (wtedy nazywany jeszcze Mao Tse-Tungiem) pozwólmy kwitnąć wszystkim kwiatom. Bo czasem z pozoru chwast może zachwycić nas swoim zapachem.
Popatrzmy tylko.
Ukraina pod rządami kolejnych wodzusiów zamieniła się w przeżarty wszechkorupcją banderland.
Nie sposób o wszystko winić Zełenskiego (a może zacznijmy pisać po polsku Żeleński???). Przecież kult obłąkanych ludobójców z UPA narastał praktycznie od samego początku istnienia samostijnej Ukrainy.
Pierwszy pomnik ludobójcy Szuchewycza, co prawda w USA (Buffalo), został ufundowany jeszcze w 1968 roku. Ale zaraz po uzyskaniu niepodległości (1991) zaczęło się istne wariactwo – ulice, skwery itd. imienia tego nazistowskiego kolaboranta i mordercy Polaków!
Ani jeden prezydent Ukrainy nie jest od tego wolny.
Ba, niejaki Poroszenko nadał mu nawet tytuł bohatera Ukrainy (2007 r.)! Ten sam prezio podobnie uhonorował Banderę jakieś dwa lata później.
Zatem Ukraina bezspornie od samego początku pogrążała się w otchłani czci oddawanej antypolskim naziolom.
Ale popatrzmy również sami w lusterko.
Gdzie były protesty różnych rządów czy prezydentów RP przez te wszystkie lata?
Tak naprawdę jedynie Jaruzelski mógł milczeć, bo… za jego krótkiej kadencji Ukrainy jeszcze nie było.
Ale już za Wałęsy, za Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego na Ukrainie budowano coraz silniejszy brunatny kult obłąkanych morderców polskich dzieci, kobiet i starców!
Ba, sięgnięto nawet po jednego z najbardziej ohydnych rzeźników z czasów I RP – Iwana Gontę.
I wszystko przy naszym milczeniu. Owszem, wypowiedzi historyków były. Ale już głos środowisk kresowych rozbrzmiewał praktycznie tylko w tych środowiskach.
Aż wreszcie przyszedł Duda. I dziwna wojna dwóch największych państw posowieckich.
A wtedy… nagle staliśmy się „sługami narodu ukraińskiego”.
Nic dziwnego zatem, że przeterminowany prezydent Zełenski nadał imię bohaterów upa najlepszej ukraińskiej jednostce.
W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” ukraiński deputowany do Rady Najwyższej Ukrainy Ołeksij Honczarenko powiedział:
To nie była pierwsza tego typu decyzja władz Ukrainy. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego akurat ta decyzja wywołała tak burzliwą reakcję Polski. Myślę, że to nie była przyczyna, tylko pretekst. Na Ukrainie już od dawna mamy wiele ulic i pomników nawiązujących do Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało… Spora część winy za obecny zamęt spoczywa po naszej stronie.
Przypominam, że nikomu nie przeszkadzało popiersie ludobójcy Szuchewycza na polskiej szkole we Lwowie ani też masowy wysyp symboliki UPA nawet podczas naszych oficjalnych wizyt.
Prezydent Nawrocki jest pierwszy, który zaczął mówić głośno, co naszym zdaniem jest niedopuszczalne.
Tyle, że milczeliśmy przez trzy dekady, a tymczasem kult banderowski wrył się mocno w mentalność ukraińską.
Niestety. To tylko mniejszy z grzechów popełnionych przez polskie władze po 1991 roku.
Były ambasador RP na Ukrainie (2019-2023) Bartosz Cichocki w wywiadzie dla będącej w stanie likwidacji Trójki powiedział:
…polska mniejszość na Ukrainie w sposób systemowy, od góry, przez państwo ukraińskie, jest od 1991 roku dyskryminowana. Może nie dochodzi do ulicznych pobić, ale może dochodzi do czegoś gorszego. Wierni nie mają prawa odzyskać kościołów. Szkolnictwo polskie jest ograniczane i tak dalej. My tego nie podnosimy zazwyczaj na szczeblu państwowym w imię jakiegoś większego dobra, ale wszyscy którzy podróżują, którzy mają kontakty i rodzinne związki, wszyscy to doskonale wiedzą. Im bliżej granicy z Polską, tym gorzej.
Przypominam, że podkreślana przez polskojęzyczne me(r)dia „zajadłość” antyukraińska byłego premiera Węgier Orbana była właśnie spowodowana takim samym traktowaniem mniejszości węgierskiej przez kolejne władze w Kijowie. I właśnie dzięki tej „zajadłości” coś tam dla niej wywalczył.
Ale my mamy naszych w dupie.
Literalnie.
Tymczasem powinniśmy być bardziej zajadli od Budapesztu! Polaków na Ukrainie ciągle jest więcej, niż Węgrów.
Poza tym są wartości w życiu Narodów, których nie sposób pomijać.
Tymczasem mamy do czynienia z kolejnym wariactwem, tym razem w całości obciążającym polskojęzycznych.
Wg szeregu skupionych wokół fanzinu political fiction z Czerskiej osób (ongiś Gazeta Wyborcza) powinniśmy… błagać Żeleńskiego o wybaczenie.
Ba, nawet wymyślono specjalny order dla kijowskiego watażki. 😉
W skład „polskiego komitetu” tego ordiera weszli tacy znani Polacy jak… Seweryn Blumsztajn czy Adam Michnik. Nie brakło też babci Kasi a nawet senatora Gawłowskiego, słynnego z milionowych przekrętów. Zapewne ze względu na pospiech zabrakło w tym gronie Sławka Nowaka alias Lolo Pindolo, dzięki któremu drogi, po których mogła posuwać się rosyjska armia, zwyczajnie nie powstały. 😉
Tylko że na Ukrainie mało kto zdaje sobie sprawę z tej hucpy.
Tam propaganda grzmi o poparciu Żeleńskiego przez… Polski Naród!
I tego nie przeskoczymy. Mówi o tym zresztą Bartosz Cichocki:
Nie ma refleksji nad tym, czy prezydent Zełenski postąpił optymalnie. Jest antypolska kampania, w której nikt nie chce słuchać naszych argumentów. Ten stadny odruch świadczy o tym, że Ukraina nadal nie uporała się z dziedzictwem poradzieckiego autorytaryzmu. Po dwóch tygodniach sporu Ukraina jest dalej Europy, a nie bliżej. Nawet nie przez decyzje ws. UPA czy Andrija Melnyka, ale przez charakter debaty publicznej.
Żeleński wiedział, co robi.
Poprzez probanderowską propagandę chciał odzyskać rozpaczliwie tracone poparcie.
A przynajmniej zahamować dalszą utratę.
Wg jego założeń Polska tak samo jak przez minione dekady miała pozostać bierna.
A poza tym teraz oni walczą o naszą wolność…
Więc może powinniśmy przestać żądać pamięci o niepogrzebanych naszych przodkach? Często nawet w jednym pokoleniu???
Tymczasem Rosjanie nie schowali prawdy o Katyniu. Ba, nawet przeprosili..
I nawet nie chcą od nas nawet kawałka ziemi. Tymczasem na Ukrainie żądanie zwrotu Przemyśla i Chełmna jest mocno rozpowszechnione. Pomijam już arcydebili, wg których Kraków to prastare ukraińskie miasto.
Patrząc na historię ziem dzisiaj nazywanych Ukrainą trzeba pamiętać o Perejasławiu. Chmielnicki na długie wieki zdławił kiełkującą dopiero świadomość narodową i oddał Ukrainę Moskwie po wsze czasy.
Tymczasem Chmielnicki jest nadal czczony w Kijowie. Tak samo Kozacy, chociaż ci dzisiejsi w 99,97% popierają Rosję. I to jeszcze na froncie.
Józef Szwejk już na samym początku I wojny światowej powiedział:
– W gruncie rzeczy tak idiotycznej monarchii jak nasza nie powinno być na świecie.
Patrząc na to, co wyrabia Żeleński i jego kijowska jaczejka powyższe słowa wydają się być nadal aktualne.
Całe szczęście, że dotyczą naszego wschodniego sąsiada.
24.06 2026
Zostaw komentarz