Przez lata przywykliśmy do tego, że rosyjska propaganda jest wszechobecna. Tak przynajmniej zapewniały nas media i me(n)dia od lewej do prawej. Generalnie miały nam imputować obraz Wielkiej i Niezwyciężonej Rosji, która tylko dzięki chwilowemu kaprysowi Putina jeszcze nie rozdupcyła reszty świata. Tymczasem…
Od pewnego czasu mówi się coraz głośniej, że trwająca już piąty rok dziwna wojna na Ukrainie toczona jest przez dwa największe postsowieckie państwa.
Dlatego właśnie tak Putin jak i Żeleński (a raczej ich faktycznie decyzyjne otoczenie) stanowią doskonały przykład homo sovieticus. Obaj szanują tylko brutalną siłę.
Wiedział o tym Orban, przez co będąc znienawidzonym przez kijowską jaczejkę jednocześnie jednak był szanowany. My natomiast po nieśmiałej próbie sprzeciwienia się woli „panów z Kijowa” zostaliśmy okrzyczani putinowskimi marionetkami itp.
Bo, jak ongiś zauważyli bracia Strugaccy, opierając się na obserwacjach „narodu sowieckiego” (a zatem w sporej części również Ukraińców), chama należy walić w pysk. Bo jak go pogłaszczesz, to cię ugryzie (Trudno być bogiem, 1973).
Ale zostawmy opowieści o tym, jak powinien wyglądać dialog z Kijowem. Skupmy się na postsowieckiej propagandzie.
O ruskiej wiadomo – dobry Putin walczy z ukraińskim nazizmem, ponadto broni świat przed tęczową zarazą.
A co z propagandą drugiego co do wielkości postsowieckiego państwa?
Ktoś, kto oczekiwałby zrównoważonych i merytorycznych wypowiedzi może przeżyć szok.
Bowiem Ukraina wedle jej propagandzistów stanowi dzisiaj istny pępek świata. Tak naprawdę na froncie ukraińsko – rosyjskim powstaje Nowy Porządek Świata (NWO)!
Rosyjska agresja na Ukrainę zasadniczo zmieniła architekturę bezpieczeństwa globalnego. Porządek światowy został całkowicie zniszczony. System jałtańsko-poczdamski i prawo międzynarodowe sformułowane po zakończeniu II wojny światowej legły w gruzach. Dziesięciolecia stosunkowo pokojowego współistnienia krajów i narodów należą do przeszłości. Brutalne zajęcie przez Moskwę terytoriów suwerennego państwa wyraźnie pokazało, że zamiast siły prawa na świecie zapanowało prawo siły. Rozpoczęła się era wojen i konfliktów. Kto nadal wierzy, że wszystko będzie jak dawniej, musi pozbyć się złudzeń. Świat już nigdy nie będzie taki sam.
Konflikt rosyjsko – ukraiński zdaniem byłego propagandzisty Petra Juszczenki niejakiego Wołodymyra Iszczuka (co prawda deklaruje się jako Polak, aczkolwiek mieszka i działa na Ukrainie) jest globalny! A przynajmniej takie ma znaczenie. Ucieszne jest odwołanie się do systemu jałtańsko-poczdamskiego, który wg Wołodii Iszczuka legł w gruzach.
A niby z jakiej paki?
Wszak granic zewnętrznych ZSRS nikt nie rusza. Poza tym warto pamiętać, że w 1945 roku Krym nie należał do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.
Więc na razie mamy do czynienia z zadymą na terenie b. ZSRS. A to w żaden sposób ustaleń jałtańskich nie narusza.
Iszczuk jednak pomija tę oczywistą oczywistość i dalej atakuje.
Ludzie uwierzyli, że Pax Americana – jednobiegunowy świat, na którego czele stoją USA – pomoże zaprowadzić pokój, wolność i demokrację na całym globie. Naiwnie wierzyli, że Rosja dołączy do wspólnoty wolnych narodów. Amerykański filozof japońskiego pochodzenia Francis Fukuyama napisał nawet książkę zatytułowaną „Koniec historii”, w której wieszczył zwycięstwo demokracji liberalnej, odejście od czynników militarnych na rzecz ekonomicznych oraz kreślił obraz harmonijnego, globalnego społeczeństwa.
Jednak właśnie wtedy Zachód popełnił fatalny błąd – nie potępił zbrodniczych, nieludzkich praktyk sowieckiego totalitaryzmu, nie doprowadził do usunięcia resztek imperialnego światopoglądu w Moskwie oraz nie nalegał na totalne zreformowanie Rosji, która miała zostać oczyszczona z wpływów oficerów sowieckiego KGB. Co więcej, Zachód dał Rosji możliwość rozwoju, handlu i integracji z elitarnym klubem krajów, które miały prawo decydować o losach świata. Zachodnia polityka ustępstw i „nieprowokowania” rozzuchwaliła Rosję, zaszczepiła w elitach Kremla przekonanie o ich bezkarności za zbrodnie popełnione przeciwko ludzkości. Polityka ta obudziła w Rosji demony jej imperialnej i totalitarnej przeszłości.
Ale, ale… Dokładnie taki sam zarzut nie tylko można, ale nawet trzeba postawić władzom Polski i, szerzej, Unii Europejskiej.
Otóż nikt nigdy oficjalnie nie potępił zbrodniczych, nieludzkich praktyk OUN i UPA, nie doprowadził do usunięcia resztek imperialnego światopoglądu w Kijowie oraz nie nalegał na totalne zreformowanie Ukrainy, która miała zostać oczyszczona z wpływów oficerów sowieckiego KGB dzisiaj udających ukraińskich patriotów.
To, co robi teraz Nawrocki jest opóźnione o blisko trzy dekady.
Ale w żadnym razie nie pozbawia jego działania słuszności.
Zadufani we własną „mocarstwowość” Ukraińcy skupieni wokół przeterminowanego prezydenta zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że na dłuższą metę Rosja ma do zaoferowania gospodarce europejskiej (czyt. niemieckiej) o wiele więcej, niż wymagająca ciągnącej się przez najbliższe dekady odbudowy Ukraina.
To przede wszystkim nośniki energii (gaz). Niemcy aż przebierają nogami z niecierpliwością oczekując chwili, gdy dziwna wojna na postsowieckim terytorium wreszcie się zakończy i będzie można przestać udawać przyjaciół Kijowa.
A pretekstów do schodzenia stosunków będzie aż nadto.
Przede wszystkim Ukraina w swojej obecnej formie jest wybitnie przesiąknięta nazizmem. I ma na swoim koncie zbyt wiele ofiar nie tylko polskich (akurat o naszych Świat dowiedział się dopiero teraz, po ostatniej zniewadze Żeleńskiego i jego późniejszej pełnej zwykłego chamstwa odpowiedzi) ale przede wszystkim żydowskich. Za moment będziemy obchodzić 84 rocznicę pogromu urządzonego we Lwowie Żydom przez Ukraińców (w tym swój znaczący udział miał Roman Szuchewycz, aktualny „półbóg” neobanderowców).
Bowiem „bohaterowie UPA” prócz Polaków mają na sumieniu (choć wszystko wskazuje, że ten organ akurat u nich nie występował!) jakieś 150 tys. Żydów zabitych bezpośrednio oraz współudział w zamordowaniu kolejnych 470-700 tysięcy! Oczywiście nie tylko oni. W mordach pomagał równie dzielny naród ukraiński…
Babi Jar niedaleko Kijowa mimo prób usunięcia z historii (za sowieckiej Ukrainy urządzono tam nawet zbiornik wodny!) ciągle jest obciążeniem dla neobanderowskich władz.
Konto Ukraińców obciąża także udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Niesławnej pamięci „Legion Wołyński” dowodzony przez Petra Diaczenkę „wsławił się” wymordowaniem w okrutny sposób personelu i pacjentów szpitala polowego na Czerniakowie.
Sporo Ukraińców było również w tzw. Batalionie Dirlewangera, odpowiedzialnego m. in. za największą zbrodnię popełnioną podczas ostatniej wojny na ludności cywilnej – rzeź Woli (ok. 38 do 50 tys. wg najnowszych ustaleń IPN). Dla porządku dodajmy jednak, że w bandzie Dirlewangera prócz Ukraińców służyli też Rosjanie, Łotysze itp. a także niemieccy kryminaliści (w tym nawet pedofile).
Kiedy zatem Żeleński nada honorowe tytuły „bohaterów Babiego Jaru”, czy też „dzielnych wojowników Dirlewangera” kolejnym jednostkom???
Hipotetyczna rozmowa z niemieckimi przedstawicielami UE już po normalizacji stosunków z Rosją (czyt. gaz ruski znowu popłynie do Niemiec) będzie krótka.
– Czcicie banderowców?
– Tak.
– No to wynocha.
Ale to melodia (niedalekiej już) przyszłości.
Na razie Ukraińcy przeżywają zbiorowy orgazm związany z ich wirtualną wielkością.
Wspomniany Iszczuk:
NA UKRAINIE DECYDUJĄ SIĘ DALSZE LOSY ŚWIATA
Nieustępliwe stanowisko Moskwy w sprawie wstępnych warunków negocjacji pokojowych wyraźnie demonstruje, że nie ma dyplomatycznego rozwiązania, które mogłoby zakończyć agresję Rosji na Europę. Wojna zakończy się na polu bitwy.
Klęska Ukrainy byłaby druzgocącym ciosem dla całej wspólnoty euroatlantyckiej, co mogłoby doprowadzić do upadku NATO i całego bloku zachodniego. Realizacja takiego scenariusza nieuchronnie doprowadziłaby do rosyjskiej agresji na Europę i wycofania Stanów Zjednoczonych ze sceny światowej. W żadnym wypadku Zachód nie może pozwolić na taki rozwój wydarzeń.
Zachód ma możliwości zapewnienia Ukrainie wszelkiego rodzaju najnowocześniejszej broni, amunicji i sprzętu wojskowego w wymaganym wymiarze, aby Kijów mógł szybko i skutecznie rozgromić armię kraju agresora i zaprowadzić sprawiedliwy pokój oparty na najlepszych zasadach prawa międzynarodowego.
Jeśli Putin nie zostanie surowo ukarany za ohydne zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione w Czeczenii, Gruzji, Syrii i na Ukrainie, inni dyktatorzy uznają taką bezkarność za zachętę do zastosowania brutalnej przemocy. W takim przypadku w różnych częściach świata może dojść do konfliktów i w efekcie doprowadzić do wybuchu III wojny światowej.
Ukraina musi wygrać. Reżim Putina musi ponieść upokarzającą i miażdżącą porażkę. (…)
Tak więc trwająca na Ukrainie wojna jest – bez najmniejszej przesady – wojną o przyszłość ludzkości. To wojna między wolnością a niewolnictwem, demokracją a despotyzmem, prawdą a kłamstwem, między światłem a ciemnością. Chiny uważnie śledzą tę wojnę. Losy świata decydują (się) dziś na Ukrainie.
A jak mimo tego przekonującego wywodu zaśmiejemy się Żeleńskiemu i jego propagandzistom w nos?
Co wtedy? Wyjdą z okopów i pójdą do domu, by Putin mógł zagarnąć całą Europę? Co tam Europa… Świat! 😉
Ta cała ukraińska bufonada, to opowiadanie o ich heroicznej walce w obronie Uniwersum (poczekajcie do wtorku..) to nic innego, jak bredzenie paranoika.
Niestety. Wygląda na to, że ta paranoja jest indukowana przez przeterminowanego prezydenta i jego najbliższe otoczenie.
Drodzy Ukraińcy, zrozumcie wreszcie, że z punktu widzenia Polski i reszty UE wasza dziwna wojna z Rosją jest tylko kolejnym konfliktem pomiędzy postsowieckimi państwami.
Oczywiście w polskim interesie jest, aby Rosja nie wygrała. Bowiem historia wskazuje, że Rosja była przez wieki największym wrogiem Polski.
Ale też pokazuje, że zawsze wasze bunty były przeprowadzane w jej interesie. A na dodatek czczony przez was Chmielnicki (nb. wedle większości historyków polski szlachcic) oddał was na wsze czasy moskiewskim carom.
Więc nie oczekujcie już na więcej.
Żeleński pokazał dobitnie, że ma nas w dupie.
Odbieramy to jako wirtualny pokaz siły całkowicie zaślepionego kretyna politycznego. Niemniej czas kończyć darmową pomoc waszym nierobom.
Oczywiście ci Ukraińcy, którzy u nas pracują, muszą mieć świadczenia na poziomie polskiego pracownika, jeśli oczywiście spełniają odpowiednie warunki, tożsame bez względu na narodowość.
Ale utrzymywanie niepracującej samotnej matki siedmiorga dzieci to już przesada. Niech wraca do Lwowa. Tamtejszy mer ma sporo kasy na pomoc szczególnie po tym, jak orżnął polską firmę na 10 mln euro.
Co, nie ma? Mafia już rozdrapała między siebie???
Ale to akurat nie nasza wina. I prawdę powiedziawszy gówno nas to obchodzi. Wystarczająco swojej biedy mamy u siebie.
Co tam… I tak Ukraina jest najważniejszym mocarstwem tego świata. Przynajmniej według Iszczuka:
Ci, którzy dziś patrzą z góry na Ukrainę, bezrefleksyjnie powtarzając, że bezpieczeństwo zapewnią im NATO i art. 5, zachowują się jak dzieci chowające się pod kocem z nadzieją, że potwór zniknie. Tymczasem to właśnie Ukraina – a nie NATO czy Stany Zjednoczone – realnie broni dziś Europy przed rosyjską agresją i jednocześnie zmienia reguły współczesnej wojny.
– Ukraina to już dziś światowe technologiczne supermocarstwo – podkreśla Piotr Kulpa w rozmowie z Radiem NV. – Ukraina stała się supermocarstwem wojskowym i wyprzedziła Stany Zjednoczone. Sto dwadzieścia ukraińskich brygad to nie teoria, lecz realna siła odstraszania. To armia przyszłości oparta na automatyzacji, dronizacji, danych satelitarnych oraz produkcji własnych rakiet manewrujących i balistycznych. I to wszystko powstaje w warunkach wojny totalnej. Ukraina bije Rosję na głowę pod względem innowacyjności. Tylko skala pozostaje po stronie Kremla – zaznacza.
Ekspert nie pozostawia złudzeń: Zachód nie nadąża za zmianą paradygmatu wojny. Wiele armii – w tym także armia amerykańska – nie będzie w stanie przeprowadzić skutecznej modernizacji bez doświadczeń i wiedzy zdobytych przez Ukrainę.
To właśnie dlatego doświadczenia ukraińskiej armii przestają być wyłącznie doświadczeniami państwa walczącego z rosyjską agresją. Stają się podręcznikiem wojny XXI wieku dla całego świata zachodniego. Kto nie wyciągnie z nich wniosków, ten może zapłacić za własną pychę bardzo wysoką cenę.
– To Ukraina jest dziś intelektualnym i technologicznym centrum świata zachodniego. Od jej przetrwania zależy przyszłość Europy – mówi Kulpa.
Jak ładnie podsumowałby powyższe wywody mój dziadek, nb. pochodzący z Wołynia? Polskiego Wołynia! Miał jednak to szczęście, że jako oficer Wojska Polskiego jeszcze w 1936 roku trafił na Śląsk, zaś po przegranej kampanii 1939 roku dostał się do Francji, potem zaś Anglii. Wrócił do Polski dopiero w 1957 roku, dzięki czemu ominęły go stalinowskie represje. Ale wróćmy do opinii Dziadka.
Powiedziałby krótko, i ze staropolska:
Wyżej srają, niż dupy mają!
Supermocarstwo wojskowe wyprzedzające nawet USA to… tragiczne brednie kretyna.
Tymczasem w rzeczywistości wystarczy, byśmy zamknęli lotnisko w Jasionce, i za kilka dni nad Bugiem powitamy rosyjskich pograniczników. Zaś dane satelitarne mają dzięki Muskowi. Tak samo łączność. Pod tym względem są w 100% uzależnieni od kaprysu zacofanego amerykańskiego kapitalisty. A poza tym jest ona finansowana z naszych podatków!
Faktycznie, supermocarstwo! 😉
Żeleńskiemu i jego jaczejce najwyraźniej odpierdala.
I nie ma się czemu dziwić. Od pięciu lat ten chłop egzystuje w napięciu, jakiego nie odczuł żaden inny polityk tego świata po 1939 roku.
Ale my nie dajmy się zwariować.
Polska bez niepodległej Ukrainy przetrwa.
Ukraina bez pomocy polskiej zamieni się w Małorosję.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzięki Żeleńskiemu coraz więcej Polaków uważa, że byłoby to optymalne rozwiązanie.
Co pośrednio udowadniają każdego dnia sami Ukraińcy lżący w Internecie Polskę bardziej nienawistnie niż… walczącą z nimi Rosję.
Oto związane z Azowem wydawnictwo Rainshouse (wsławione już publikowaniem map „Wielkiej Ukrainy” z… Chełmem i Przemyślem na Zachodzie) wydaliło naszywkę gloryfikującą sprawców Mordu Wołyńskiego.
Bo oni są dumni z mordowania polskich dzieci, kobiet i starców!
Myślę, że każdy Ukrainiec obnoszący się z takim gównem w Polsce powinien być z miejsca deportowany i niech obnosi swoją dumę na froncie.
Ukraińska historyk Marta Hawryszko zamieściła obraz naszywki na portalu X wraz z komentarzem.


„Duma Wołynia. Dumni z Naszej Historii”.
To hasło nowej naszywki wydanej przez Reinshouse, wydawnictwo powiązane z Azowem, prowadzone przez Ołeksija „Reinsa” Konsula, oficera „elitarnej” Trzeciej Brygady Szturmowej.
Czy to ma być „trollowanie” Polski? Nóż? Wołyń? Poważnie?!
To wszystko wskazuje na nowy międzynarodowy skandal.
Czy żołnierze Trzeciej Brygady Szturmowej nie byli szkoleni i leczeni w Polsce? Z pewnością zbierali tam fundusze. I tak się odwdzięcza za to wsparcie?
Jeśli ta naszywka ma być prowokacją, to jest nie tylko politycznie lekkomyślna, ale i strategicznie samobójcza.
W czasach, gdy Ukraina jest zależna od międzynarodowej solidarności, celowe otwieranie jednej z najgłębszych ran historycznych w stosunkach polsko-ukraińskich jest ostatnią rzeczą, jaką ktokolwiek powinien robić.
Nic dziwnego, że dr Hawryszko jest obiektem szeregu gróźb ze strony neobanderowców. W tym pozbawienia życia.
Na razie w Polsce niejako w retorsji na ukraiński jawny kult obłąkanych oprawców z UPA coraz częściej słychać przyśpiewkę kibiców:
Stefan Bandera to kawał kurwy i cwela!
Jeśli jednak zachowanie Ukraińców się nie zmieni zamiast tych słów po Polsce przetoczy się gromkie
W Y P I E R D A L A Ć !!!
I tym razem nie będą to tylko kibice.
27.06 2026
Zostaw komentarz