Przeterminowany prezydent Ukrainy ogłosił powstanie panteonu bohaterów. Wszystko jednak wskazuje, że będzie to w dużej mierze panoptikum ludobójców…

Deputowany do Wierchownej Rady Ukrainy Igor Guz popiera swojego prezydenta.

W zamieszczonym na facebooku poście pisze:

Stepan Bandera, Eugeniusz Konowalec, Roman Szuchewycz, Jarosław Stećko i kilkudziesięciu innych przywódców ruchu narodowo-wyzwoleńczego powinni zostać ponownie pochowani w ukraińskim panteonie narodowym, prawie stworzenia, które uchwaliło dziś werchowna rada!

Naszym świętym obowiązkiem jest pamiętać o tych, którzy walczyli i oddali życie za ukraińską państwowość.

Wreszcie pamięć o ukraińskich przewodnikach i bohaterach doczeka się przyzwoitego uznania państwa.

Chwała OUN! Chwała UPA! Chwała Ukrainie!

A jeszcze wcześniej Guz świętował inną rocznicę.

Dzisiaj mija 119 lat od narodzin Romana Szuchewycza – wybitnego ukraińskiego polityka i wojskowego, dowódcy naczelnego Ukraińskiej Armii Powstańczej i szefa Ukraińskiej Generalnej Rady Wyzwolenia.

Urodził się 30 czerwca 1907 roku w Krakowce w Galicji.

Szuchewycz poświęcił życie walce o wolność i niepodległość Ukrainy. Jego działalność w OUN i UPA stała się symbolem niepokonanego ducha narodowego i dążenia do niepodległego państwa.

Pod jego kierownictwem ukraińskie podziemie stawiło opór totalitarnym reżimom nazistów i władzy sowieckiej, broniąc praw i wolności Ukra.  Szuhewycz pozostawił po sobie wspomnienie, które inspiruje pokolenia Ukraińców do uczczenia własnej historii i aktywnej pozycji obywatelskiej.

Pamiętając o naszych bohaterach, wzmacniamy świadomość narodową i rozumiemy wartość wolności. Roman Szuchewycz na zawsze pozostanie symbolem odwagi i niezwyciężalności narodu ukraińskiego.

 Najwyraźniej panu (p)osłu umknęła jeszcze jedna rocznica. A szkoda, bowiem udział w wydarzeniach sprzed 85 lat gieroja Ukrainy Romana Szuchewycza był… ponadprzeciętny.

Dokładnie w swoje 34 urodziny młody Szuchewycz, wówczas zastępca dowódcy słynnego batalionu „Słowik” (Nachtigall) pierwszy raz mógł okazać się bohaterstwem godnym prawdziwego gieroja.

30 czerwca 1941 roku Nachtigall jako pierwsza jednostka niemiecka wkroczył do Lwowa. Zajęli ratusz, archikatedrę Św. Jura oraz więzienia. A potem…

Najpierw ukraińscy milicjanci, za milczącą zgodą, a po części także za wyraźnym przyzwoleniem niemieckich okupantów, schwytali na ulicach i w mieszkaniach setki Żydów i pognali ich do więzień. Już po drodze byli oni opluwani i bici przez wzburzony tłum. Nawet kobiety zabrały ze sobą kije, tasaki, noże kuchenne i pałki.

Wystawieni na nienawistne spojrzenia niektórzy Żydzi musieli pełzać na kolanach aż pod bramy więzienia. Tam zmuszano ich do wyciągania z piwnic rozkładających się zwłok i przenoszenia ich w celu identyfikacji na dziedzińce. Żydowskie kobiety musiały myć martwe ciała i całować przy tym ich ręce.

Po wykonaniu tych prac, mających służyć zademonstrowaniu ich odpowiedzialności za sowieckie zbrodnie, wielu Żydów od razu zatłuczono na śmierć. Milicjanci, podjudzani przez cywilów zgromadzonych na dachach sąsiednich domów, traktowali ich nad wyraz brutalnie, używając żelaznych prętów, kolb karabinów i szpadli.

Odcinano ofiarom uszy i wydłubywano oczy. Gwałcono i mordowano żydowskie kobiety, nawet jeśli były ciężarne. Opis tych aktów przemocy opiera się na relacjach żydowskich i nieżydowskich naocznych świadków. Należą one do najbardziej wstrząsających współczesnych dokumentów, jakie można przeczytać na temat historii Lwowa.

Kiedy na lwowskich ulicach doszło do pogromu, szesnastoletni Leon Weliczker ukrył się wraz z całą rodziną w mieszkaniu rodziców. Po latach wspomina te podszyte strachem godziny: „Doszła nas straszna wiadomość, że w mieście zaczęło się prześladowanie Żydów. Byli bici, zatrzymywani, mordowani. Zaczęły się rewizje w domach, wyciągano całe rodziny. Pogromu dokonali Ukraińcy”. Początkowo wydawało się, że Weliczkerom uda się ocaleć, później jednak milicjanci wtargnęli do ich mieszkania, zabrali Leona oraz chorego na grypę ojca i zaprowadzili ich do kwatery milicji:

„Młodszych mężczyzn, w tym mnie, poprowadzono przez przedsionek budynku i dalej schodami do piwnicy. Dobywały się stamtąd okropne krzyki, napełniając mnie przerażeniem. Piwnica była podzielona na wiele pomieszczeń. Przed drzwiami jednego z nich zostaliśmy ustawieni w szeregu przez naszych ukraińskich porywaczy. Jeden z nich rozkazał nam wejść do pomieszczenia. Kiedy przestąpiliśmy próg, strażnicy zaczęli nas bić, uderzając na oślep. Czekał nas widok, jakiego nigdy byśmy się nie spodziewali. Bezradni mężczyźni, w ogromnej liczbie, leżeli jeden na drugim na ziemi. Milicjanci chodzili wokoło z pałkami w dłoniach.”

W izbie tortur Leon został najpierw pobity do nieprzytomności, następnie wypędzony razem ze swoim równie brutalnie potraktowanym ojcem na plac, gdzie w długich rzędach, z twarzami zagrzebanymi w piasku, leżało już na ziemi tysiące innych mężczyzn. Pod okiem niemieckich oficerów (z bliżej nieokreślonej przez Weliczkera jednostki) ukraińscy milicjanci dręczyli Żydów przez całą noc, okładając ich kijami i batami.

Doprowadzano kolejnych pochwyconych – mężczyźni między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia byli przydzielani do prac przymusowych i wywożeni ciężarówkami. Dopiero następnego dnia ciężko ranni Leon i jego ojciec wrócili do domu.

Lwowianin Leopold Weiss doświadczył przemocy rozlewającej się po całym mieście. Plądrowano żydowskie sklepy, ich właścicieli mordowano. Weiss był już świadkiem pierwszego pogromu w listopadzie 1918 roku i określił go mianem „bachicznego święta przemocy, tak groteskowego, że wydawało się zgoła nierealne”. Opis ten odnosi się również do drugiego pogromu. We wspomnieniach Weiss stwierdza, że ludność ukraińska,  upojona obietnicą własnej państwowości, po raz pierwszy od dnia upadku Polski dała upust swojej nienawiści (…).

Ukraińsko-kanadyjski historyk John-Paul Himka porównał lwowski pogrom z „karnawałem”, w trakcie którego rozwydrzona nastoletnia gawiedź z pozoru dla żartu dopuszczała się zbiorowej przemocy. Rzeczywiście, na zdjęciach dokumentujących te zajścia widać licznych rozbawionych gapiów.

Ta przerażająca, groteskowa wesołość być może brała się również stąd, że Ukraińcy nie tylko działali z zemsty za zbrodnie NKWD, ale także świętowali swoje wyzwolenie spod panowania Sowietów i proklamowanie własnego państwa.  Liczni spośród sprawców byli przekonani o konieczności „narodowego oczyszczenia”. Nosili ozdobione kwiatami koszule i inne odświętne stroje, powiewali ukraińskimi flagami (…).

Pogrom trwał cztery dni pełne bezprawia – od 30 czerwca do 3 lipca. Wśród około czterech tysięcy zabitych znalazło się także wiele kobiet i dzieci oraz prominentnych lwowskich Żydów, na przykład Henryk Hescheles, wydawca polsko-żydowskiego dziennika „Chwila”, i rabin synagogi postępowej Jecheskiel Lewin. W przeddzień 1 lipca odwiedził on jeszcze metropolitę Szeptyckiego i usilnie prosił go o interwencję w sprawie społeczności żydowskiej.

Arcybiskup okazał zrozumienie, niemniej jednak wyraził wątpliwość, czy zdoła uspokoić wzburzony tłum. Rozczarowany rabin Lewin wrócił do domu, gdzie już czekała nań ukraińska milicja. Kiedy Szeptycki dowiedział się o jego śmierci, ukrył w swoim pałacu dwóch synów Lewina, rabina Dawida Kahane i wielu innych Żydów, co pozwoliło im przeżyć wojnę.

Żydowski adwokat Edmund Kessler, obok Weissa i Weliczkera jeden z nielicznych lwowian ocalałych z Holokaustu, w pamiętnikach określa pogrom jako „fanatyczną orgię gawiedzi, złożoną z przelewu krwi i plądrowania”.

Powyższy cytat pochodzi z książki niemieckiego dziennikarza Lutza C. Klevemana Lwów. Portret utraconego miasta.

Pane Guz, prędziutko trzeba błąd naprawić i rozpowszechniać gdzie tylko się da nieco przemilczaną prawdę o ukraińskich przewodnikach i bohaterach.

Wszak Ukraińcy popisywali się bohaterstwem praktycznie od samego początku wojny sowiecko-niemieckiej, a nie dopiero od niedzieli 11 lipca 1943 roku.

I nie tylko na ziemiach dzisiejszej Ukrainy, przed 1939 r. wchodzących w skład II RP.

Przecież szczególnie wielkim bohaterstwem okazali się nawet w pobliżu Kijowa (Babi Jar). I to nawet większym, niż na Wołyniu..

Pora też na rozszerzenie panteonu bohaterów.

Na uhonorowanie oczekują wspomniani wyżej często bezimienni lwowianie pochodzenia ukraińskiego, dokonujący iście bohaterskiego czynu w urodziny Szuchewycza; warto by też nadać jakiejś jednostce wojskowej imię bohaterów Babiego Jaru

Sława OUN, pane Guz, sława gierojam…

2.07 2026

fot. ŻIH, X, Bundesarchiv, domena publiczna