Przeprowadzając częstokroć analizę różnego rodzaju informacji  post factum usiłujemy sprowadzić do wspólnego mianownika permanentnie konkretyzujące się wydarzenia, zachowania określonych podmiotów oraz skutki z tychże faktów wynikające. To zjawisko ewidentnie uniwersalne, albowiem wyraziście funkcjonujące w wielu dziedzinach życia społeczno-politycznego RP. Musimy jednak ewidentnie zaświadczyć, że w kategoriach szczególnej negacji odnosi się ono nieaprobowalnie do dziedziny związanej z patologią tzw. domeny akademickiej. Biorąc pod uwagę ważkość zagadnienia i niestety dalszą daleko idącą w niewłaściwym kierunku degrengoladę zachowań odnotowywanych na wielu wyspecjalizowanych portalach internetowych pokusić się należy o dokonanie wiwisekcji takowych.

Truizmem jest stwierdzenie, że ostatecznym skutkiem człeczych zachowań jest podstawowa, uogólniająca, ekspektatywna  reguła etyczna i moralna stwierdzająca konieczność respektowania obligu unikającego zła i czynienia dobra. Jej krynica wypływa z prawa naturalnego i dla wszystkich podmiotów wydaje się być oczywistą i niepodlegającą żadnej dyskusji. Po prostu mając to zakodowane w swojej aksjologii wszyscy zgadzamy się z notoryjną konstatacją, że zło jest złe, a dobro dobre.

Stanowi ona również podstawowy fundament dla wyborów dokonywanych w naszej codzienności.  Codzienność ustawicznie pokazuje nam, że immanentnie dokonujemy aksjologicznych wyborów. Dla człeka posiadającego zdrowe sumienie wybór jest w sposób oczywisty jednoznaczny. Problemy pojawiać się mogą w praktycznym sposobie unikania zła lub chęci czynienia dobra. Dla wielu  takowy wybór jest oczywisty i nie mają oni z nim większego problemu. Jednak stajemy czasami przed dylematami, które wydają się dużo subtelniejsze. Dotyczy to sytuacji, gdy posiadając do wyboru dwie rzeczy dobre, które mogą przynieść korzyść zarówno nam, jak i innym. Pojawia się wtedy uzasadnione pytanie, jaka jest zasada rozeznawania między dobrym a lepszym. Definitywnie chodzi o to, aby każda nasza dobra czynność była w istocie rzeczy ukierunkowana zgodnie z chrześcijańską motywacją bardziej na Boga niż na to, co mogłoby mieć chociażby pozory dobra lub w konsekwencji kierować nas ku pysze.

Człowiek który postępuje na drodze pokory, ostatecznie chętniej wybierze ubóstwo niż bogactwo, cierpienie niż pomyślność.  Nie chodzi jednak o to, aby wszystko rozpatrywać w kategoriach dobra i zła. Finalnie chodzi o to, aby w dobrym człeczym życiu wybierać między dobrem, a tym co lepsze. Szukać należy takich rozwiązań, które oczywisty mają sens  i unikać takich, które takowego sensu nie mają.

Z daleko idącą przykrością i rozczarowaniem należy jednak skonstatować, że wielekroć źródłem wszelakiego zła jest bufonowato-debilne przeświadczenie wielu osobników (osobniczek także) o swojej ekstraordynaryjnej, unikatowej  wyjątkowości pozwalającej im za życia się dokumentnie wręcz deifikować.

Wdrapawszy się (wg swojego zdewiantowanego mniemania) na parnasowe, intelektualne szczyty uważają, że wszelkie insze ludzkie osobniki nie stojące na tym piedestale należy traktować zgodnie z faszystowską filozofią jako untermensche.

To wspólny ętelektualny mianownik takich profesorskich „sław” jak Boguś Śliwerski, M. Pipień, M. Kosmulski, M. Minkinia czy M. Wroński co wyraziście można przytoczyć w związku z ich procesami sądowymi. No cóż… pycha kroczy przed upadkiem. W swojej ewidentnej pyszałkowitości absolutnie nie dostrzegają oni podłości i wredności codziennego ich postępowania i konieczności zachowania niezbędnej empatii wobec bliźnich.

Należy wobec takowych zdegenerowanych aksjologicznie osobników wykreować daleko idącą obstrukcję i dezaprobatę zgodnie z molierowskim niezwykle trafnym powiedzonkiem: sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało…

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

 

4.08 2026

fot. pixabay