Od lat jesteśmy uspokajani: spokojnie, radykalne partie nacjonalistyczne — Swoboda, Prawy Sektor i podobne — zdobywają razem zaledwie kilka procent głosów. To rzeczywiście może uspokajać. Tyle że jest to tylko część obrazu.

Bo pytanie powinno brzmieć nie tylko: ile procent zdobywają partie jawnie nacjonalistyczne?
Powinno też brzmieć: ilu ludzi o nacjonalistycznych, a czasem wręcz banderowskich poglądach znalazło się w dużych partiach, które przez lata współdecydowały o losach Ukrainy? I tutaj obraz wygląda zupełnie inaczej.

EUROPEJSKA SOLIDARNOŚĆ — OBÓZ POROSZENKI

Wołodymyr Wiatrowycz — deputowany Europejskiej Solidarności, wcześniej szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Jeden z najważniejszych architektów państwowej polityki rehabilitacji OUN-UPA i pozytywnego przedstawiania Bandery.
Andrij Parubij — zaczynał jako działacz Socjal-Nacjonalistycznej Partii Ukrainy, późniejszej Swobody. Potem przeszedł przez Naszą Ukrainę, Batkiwszczynę i Narodowy Front, aż został przewodniczącym Rady Najwyższej i politykiem Europejskiej Solidarności.
Mykoła Kniażycki, Ołeksij Honczarenko, Wołodymyr Arjew, Sofija Fedyna i inni deputowani Europejskiej Solidarności — w 2021 r. w gmachu Rady Najwyższej uczestniczyli w wykonaniu pieśni „Batko nasz — Bandera”. (NV)
To nie był więc przypadek jednego „radykała”. Kilku parlamentarzystów dużej, mainstreamowej partii publicznie demonstrowało przywiązanie do banderowskiej symboliki.

BATKIWSZCZYNA

Andrij Szkił — były lider UNA-UNSO, radykalnej organizacji ukraińskiego nacjonalizmu. Później został politykiem Batkiwszczyny i deputowanym tej partii.
Ołeksandr Turczynow — jeden z liderów Batkiwszczyny, przewodniczący Rady Najwyższej, a w 2014 r. pełniący obowiązki prezydenta Ukrainy. W swoich publikacjach przedstawiał Band­erę w pozytywnym kontekście.

SŁUGA NARODU — NAJTRUDNIEJSZY PRZYPADEK

I wreszcie obóz Wołodymyra Zełenskiego. Tu sprawa jest bardziej subtelna. „Sługa Narodu” nigdy nie była partią nacjonalistyczną i nie można jej uczciwie stawiać na równi ze Swobodą czy Prawym Sektorem.
Ale właśnie dlatego warto zwrócić uwagę na coś innego: nacjonalistyczna polityka pamięci przeniknęła również do obozu, który oficjalnie od nacjonalizmu się dystansował.
Przykładem jest Olena Wintoniak, działaczka „Sługi Narodu”, która uczestniczyła w uroczystości uhonorowania byłego sotnika UPA Mirosława Symczycza. Nie jest to samo w sobie dowód, że Wintoniak jest „banderówką”. Pokazuje jednak, że kult UPA nie był dla obozu Zełenskiego czymś politycznie nieakceptowalnym.
I to jest właśnie owo „subtelne zainfekowanie”: niekoniecznie przez deklarowanie się jako banderowiec, lecz przez stopniowe przyjmowanie elementów narracji, symboliki i polityki pamięci wywodzącej się z tradycji OUN-UPA.
Dlatego obraz ukraińskiej sceny politycznej jest bardziej skomplikowany niż proste zestawienie: „radykalna Swoboda — kilka procent, reszta — normalne partie”.
Radykalizm może być marginalny wyborczo, a jednocześnie jego symbole, ludzie i narracje mogą przenikać do głównego nurtu.

NARODOWY FRONT

Ołeh Medunycia — jeden z najbardziej jaskrawych przykładów. Były deputowany Batkiwszczyny i Narodowego Frontu. Został przewodniczącym OUN(b) — organizacji odwołującej się bezpośrednio do banderowskiej tradycji OUN.
Czyli człowiek związany z współczesną OUN(b) był jednocześnie parlamentarzystą dwóch dużych partii ukraińskiego establishmentu.
Wiaczesław Kyryłenko — Ruch Ludowy, Nasza Ukraina, później Batkiwszczyna i Narodowy Front. Wielokrotnie występował w obronie pozytywnej oceny OUN-UPA.

NASZA UKRAINA I RUCH NARODOWY

Taras Stećkiw i Jarosław Kendzior — wieloletni politycy obozu Naszej Ukrainy i ukraińskiego ruchu narodowo-demokratycznego, w którym rehabilitacja OUN-UPA była istotnym elementem polityki historycznej.
I tutaj dochodzimy do sedna.
Nie twierdzę, że wszyscy wymienieni są członkami OUN ani że wszyscy popierają każdą zbrodnię popełnioną przez OUN-UPA. Byłoby to nieuczciwe uproszczenie.
Mamy tu ludzi o różnym stopniu związków z tradycją Bandery: od byłych działaczy radykalnych organizacji nacjonalistycznych, przez współczesnych działaczy OUN(b), po polityków głównego nurtu afirmujących część banderowskiej symboliki i polityki pamięci.
Można więc mówić o „banderowcach” czy „neobanderowcach” w różnym sensie.
Ale właśnie to czyni problem ciekawszym.
Banderyzm i kult OUN-UPA nie są bowiem ograniczone do partii, które zdobywają kilka procent głosów.
Ludzie wywodzący się z radykalnego nacjonalizmu albo otwarcie afirmujący banderowską tradycję trafiali do Batkiwszczyny, Naszej Ukrainy, Narodowego Frontu i Europejskiej Solidarności. Niektórzy zostawali ministrami, przewodniczącymi parlamentu, deputowanymi albo kierowali państwowymi instytucjami.
Dlatego argument:
„Nie ma się czym martwić, bo Swoboda ma tylko kilka procent”
jest argumentem prawdziwym, ale niewystarczającym.
Ideologia nie musi zdobyć 20 procent w wyborach, żeby mieć wpływ na państwo.
Wystarczy, że jej ludzie znajdą się we właściwych miejscach dużych partii.
Niepokojące nie jest więc tylko to, ile głosów dostaje Swoboda czy Prawy Sektor.
Niepokojące jest przenikanie ludzi i idei wywodzących się z radykalnego nacjonalizmu do głównego nurtu ukraińskiej polityki.
Można przegrać wybory, a jednocześnie wygrać wpływ na państwo, jego politykę historyczną, edukację i pamięć narodową.
I właśnie dlatego samo liczenie głosów oddanych na radykalne partie daje obraz niepełny.
Tego zjawiska nie należy ani demonizować, ani przemilczać. Należy je po prostu uczciwie analizować.