Patrzę na to, co stało się w Syrii tuż przy granicy z Turcją i mam niestety nieodparte wrażenie, że to kolejny wyraźny sygnał, tego że stary świat rozpada się na naszych oczach! Nocny atak 17-18.08 izraelskich sił powietrznych na bazę Abu al-Duhur w Syrii zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od tureckiej granicy, to z całą pewnością nie była kolejna prewencyjna akcja IDF. Izraelskie myśliwce pojawiły się tuż obok terytorium państwa należącego do NATO (nie informując ani Ankary, ani Waszyngtonu) i zbombardowały bazę wojskową, którą Tureccy doradcy pomagali odbudować. O czym to może świadczyć? Przecież jeszcze parę lat temu, podobny incydent w strefie bezpośrednich wpływów drugiej co do wielkości armii NATO byłby po prostu nie do pomyślenia. Ten incydent wręcz demonstruje obecny modus operandi Tel Awiwu, który kolejną eskalacją napięcia na bliskim wschodzie pokazuje, jak bardzo nie liczy się ze zdaniem USA! Co więcej, stawia Amerykanów przed faktami dokonanymi, a administracja Trumpa odpowiada na to jedynie lakonicznym oświadczeniem o „niepotrzebnej eskalacji”. Dokąd może zmierzać świat, w którym mocarstwo takie jak USA nie potrafi powstrzymać własnego sojusznika przed prowokowaniem kolejnej wojny, zwłaszcza z innym kluczowym partnerem?
Czy nie wydaje się wam, że Amerykańska bezradność wobec Izraela, aż kłuje w oczy? Trudno w tym miejscu nie pytać o prawdziwe przyczyny, tego paraliżu decyzyjnego po drugiej stronie Atlantyku. Czy jest to tylko zwykła słabość polityczna, administracji Trumpa i skutki lobbingu? Czy może w grę wchodzą tu znacznie bardziej mroczne kulisy, o których głośno mówi się w kuluarach w postaci tzw. kompromatów na czołowe postacie obu amerykańskich partii? Przed laty przygotowanych na pewnej wyspie należącej do Epsteina. Cokolwiek jednak tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetów, efekt niestety jest widoczny gołym okiem.
Pax Americana dogorywa!
Co więcej, cena tej bierności USA rośnie z każdym dniem. Doktryna uderzeń wyprzedzających Izraela połączona z tragedią humanitarną i pacyfikacją Strefy Gazy, a także liczne doniesienia o zbrodniach wojennych, doprowadziła nienawiść w świecie arabskim do poziomu nienotowanego od pokoleń. Izrael jest skłócony dziś ze wszystkimi sąsiadami wokół. Co gorsza, wciąga także w kolejny konflikt Turcję, państwo dysponujące potężną II armią w NATO, własnym przemysłem zbrojeniowym, a także głębią strategiczną. Pytanie, jak długo Erdogan będzie tolerować bombardowanie swoich stref wpływów w Syrii i narażanie własnych żołnierzy? Wystarczy przecież jeden zestrzelony samolot lub przypadkowo trafiony posterunek graniczny! Przecież w tak dużym regionalnym napięciu szybko zacznie dojrzewać cicha, doraźna koalicja antyizraelska. Wcale nie musi mieć nawet formy oficjalnego paktu, bo wystarczy ciche porozumienie i skoordynowany uderzenie z kilku stron, a do tego Turecka blokada morska i cały bliski wchód, zapłonie jak jedna wielka rafineria. Kluczowe pytanie, to jak długo technologicznie przewyższająca przeciwników, ale przecież nieliczna armia Izraela wytrzyma wojnę na wyczerpanie, zwłaszcza kiedy zabraknie lub osłabnie parasol ochronny USA?
Obecnemu rozproszeniu sił i słabnącej pozycji USA z uwagą przypatruje się Pekin. Chiny nie potrzebują dodatkowych ekspertyz, by dostrzec samowole Izraela i słabnącą sprawczość Ameryki. Wszyscy widzimy wyraźnie, że Waszyngton jest zmęczony, skłócony wewnętrznie i coraz bardziej niezdolny do zabezpieczania swoich strategicznych interesów (wojna z Iranem)! Geopolityczną ślepotą byłaby wiara, że w tej sytuacji Xi Jinping będzie czekać. Roszczenia do Morza Południowochińskiego, a także przejęcie Tajwanu to są przecież od lat filary chińskiej polityki imperialnej, w której Pekin konsekwentnie podnosi poprzeczkę i testuje granice wytrzymałości sąsiadów, a tym samych USA, gwaranta ich bezpieczeństwa.
Jestem przekonany, że w momencie gdy Chiny uznają, że Stany Zjednoczone straciły kontrole nad Bliskim Wschodem, ruszą na Tajwan. Co zrobi wtedy Waszyngton? Będzie musiał zareagować i przerzuci całą dostępną siłę militarną na Pacyfik, wchodząc tym samym w bezpośrednie, pełnoskalowe starcie kinetyczne z Pekinem. Będzie to także sygnał dla Bliskiego Wschodu, że najważniejszy sojusznik Izraela związał swoje główne siły w strategicznej dla siebie rozgrywce o dominacje na Pacyfiku. W tym momencie koalicja przeciwników Izraela przejdzie do ostatecznego uderzenia. Co zrobi osamotniony Tel Awiw, zaatakowany niemal ze wszystkich stron, przygnieciony przewagą liczebną stający przed widmem katastrofy? Czy sięgnie po swój arsenał jądrowy i uruchomi Opcję Samsona? Czy użycie broni atomowej w rejonie kluczowym dla światowych zasobów ropy naftowej, nie wciągnie reszty globu w nuklearną wojnę?
Jest jeszcze jeden gracz, o którym warto tu wspomnieć. Właśnie na ten moment całkowitego chaosu i rozproszenia uwagi zachodu cierpliwie czeka Rosja. Dla Putina wizja wojny Ameryki z Chinami w Azji oraz równoległego konfliktu na Bliskim Wschodzie, to geopolityczny wymarzony prezent. Gdy Waszyngton będzie walczyć o utrzymanie dominacji na Pacyfiku, a spanikowana Europa próbować gasić pożar Bliskiego Wschodu i chronić własne dostawy, realne wsparcie i darmowe dostawy dla Kijowa po prostu przestaną istnieć! Rosja bez skrupułów wykorzysta tę chwilę, rozpęta nową o wyższej skali i natężeniu wojne hybrydową ze wschodnią flanką NATO, jako celową prowokacje, po czym przeprowadzi zmasowane uderzenie na Ukrainę z wielu kierunków!
Niestety te wszystkie kryzysy i militarne zwarcia nie są od siebie niezależne. To system naczyń połączonych, globalnego domina bezpieczeństwa. Jeśli nikt nie wyhamuje tej eskalacji na Bliskim Wschodzie, to być może za parę lat nie będzie już nawet kogo zapytać o to, kto i kiedy zaczął III wojnę światową…
Dziękuje za wsparcie niezależnego dziennikarstwa.
Zostaw komentarz