I nagle robi się naprawdę ciekawie.
Na lotnisku we Wrocławiu funkcjonariusze CBA wyprowadzili z samolotu z Warny Jacka K., większościowego udziałowca spółki Kadalore. Firma dostała 3,2 mln zł pomocy powodziowej, choć według ustaleń dziennikarskich nie ma potwierdzenia, że woda dotarła do nieruchomości, na którą przyznano pieniądze.
Co więcej, chodziło o salę zabaw dla dzieci, która, nie działała ani przed powodzią, ani po niej. I teraz najlepsze: powódź podobno była, szkody podobno były, dokumenty podobno były, pieniądze oczywiście też były. Tylko z tą wodą jakiś problem.
Nie znaleziono jej tam, gdzie miała wyrządzić milionowe szkody.
A sprawa przestała być już tylko dziennikarskim opisem dziwnych interesów.
CBA zatrzymało sześć osób od Tuska , a Prokuratura Europejska postawiła im zarzuty dotyczące oszustwa przy uzyskiwaniu pomocy i fałszywych oświadczeń.
I dlatego warto dziś zadać proste pytanie.Ile jeszcze takich „powodzi” trzeba odnaleźć, zanim okaże się, że największe szkody nie powstały od wody, tylko od ludzi, którzy postanowili na niej zarobić?
Zostaw komentarz