Największym zagrożeniem Brytyjczyków jest ich „wkładka” ludności, która żyje ze sobą w zgodzie tylko i wyłącznie dlatego, że za funta mogą nadal kupić więcej i żyć lepiej niż w swoich krajach pochodzenia.
Z chwilą braków towarów i ograniczeniu dostępności do podstawowych usług strach będzie wyjść tam na ulicę.
Wymuszona fałszywa grzeczność zamieni się w „unikaj sąsiadów, miejsc w których dostaniesz w łeb szybciej niż zdążysz się zorientować, że to się stanie”. Naciągana i podtrzymywana sztucznie tolerancja pryśnie w okamgnieniu.
ale … wiedzą, że coś się szykuje i może to dotknąć również ich.
O ile w Polsce jeszcze jakoś ludzie będą sobie pomagać, to tam z pewnoscią nie. Może pierwsze kilka dni w niektórych miejscach i społecznościach.
I dla nas rodzi się pytanie … pomagać innym obcym czy nie? Nie mówię o rodzinie, a i w rodzinie zapewne wielu będzie miało wątpliwości czy warto.
Moim zdaniem nie. Można pomóc dzieciom, nastolatkom, osobom niepełnosprawnym, ale cała reszta przez ostatnie lata miała mnóstwo czasu aby jakoś się przygotować. I nie mam na myśli tony makaronu i papieru toaletowego.
Wiedza, świadomość jest ważniejsza często niż jakieś poważne zasoby.
Jeżeli ktoś nagle zostanie bez czystej wody, to chyba zasługuje na los jaki go spotka.
„Nic” to dziś nie kosztuje, aby mieć coś na pewien czas.
I tak można iść dalej.
Zatem nagłą katastrofę należy potraktować nie jako nieszczęście, ale może właśnie super okazje na pozbycie się ze społeczeństwa ludzi, którzy generalnie „nie kumają” gdzie żyją i po co lub po prostu całe swoje życie byli i są nastawieni na dostawanie od innych.
Czytaj: https://wiadomosci.onet.pl/swiat/wielka-brytania-nieprzygotowana-na-kryzys-zrobcie-zapasy/1w5vq35
Autor: Diario
Zostaw komentarz