O buncie młodych Francuzów i utracie wiary w reguły wspólnego życia
Zamiast wprowadzenia
Stary Grzyb, choć od dawna nie zasiada w uniwersyteckich ławach, pamięta jeszcze, że zanim zacznie się wydawać wyroki na społeczeństwa i państwa, wypada najpierw ustalić, co właściwie się wydarzyło, dlaczego i jakie mechanizmy za tym stoją. Tak przynajmniej uczono go przed laty w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie jako młody doktorant próbował zgłębiać tajniki polityki i ludzkich zachowań. A ponieważ pamięć, mimo wieku, nie całkiem jeszcze odmówiła współpracy, postanowił tym razem nieco ograniczyć zwyczajowe pokpiwanie i sięgnąć po narzędzia dawnego warsztatu. Stąd w tym Pitoleniu nieco więcej analizy, odrobina uniwersyteckiego żargonu i trochę mniej grzybowskiego zrzędzenia. Nie po to jednak, żeby komukolwiek wystawiać polityczne świadectwo, lecz żeby spróbować zrozumieć, dlaczego nad Sekwaną od lat coś się pali, choć strażaków, polityków i specjalistów od gaszenia społecznych pożarów przecież i tam nie brakuje.
Rozdział I. Mechanika pożaru
Dzień świstaka w płonącej Francji
Patrzę na swoje notatki o Francji i mam wrażenie, że oglądam kolejne odcinki tego samego filmu. Zmieniają się daty, twarze i fasony kurtek, ale powracają płonące samochody, rozbite witryny, policyjne tarcze i politycy zapewniający, że sytuacja pozostaje pod kontrolą. Potem następuje liczenie strat, szukanie winnych i uroczyste zapowiadanie naprawy. Aż przychodzi następny wybuch. Stary Grzyb zaczyna się zastanawiać, ile razy można naprawiać tę samą rzecz, zanim ktoś zapyta, dlaczego ciągle się psuje.
Bywałem kiedyś we Francji. Zachowałem obraz kraju, który trudno mi dzisiaj pogodzić z tym, co oglądam na ekranie. Pamięć podróżnika ma jednak swoje ograniczenia. Człowiek przywozi wspomnienia odwiedzonych miejsc i spotkanych ludzi, a nie kompletny raport o stanie społeczeństwa. Nie będę więc twierdził, że za moich czasów nad Sekwaną wszyscy żyli zgodnie, policja była kochana, a młodzież wieczorami czytała Racine’a. Moje zdziwienie jest początkiem pytania, nie dowodem na upadek kraju.
Także ekran pokazuje tylko wycinek. Pożar przyciąga kamerę, zwykły dzień szkolny znacznie rzadziej. Młody człowiek, który wrócił z zajęć, poszedł do pracy albo pomaga rodzicom, nie staje się przez to bohaterem wiadomości. Łatwo więc nabrać przekonania, że cała francuska młodzież stoi właśnie przy barykadzie. Tymczasem trzeba zapytać zarówno o tych, którzy wyszli na ulicę, jak i o tych, których na niej nie ma. Jedni i drudzy dorastają przecież w tym samym państwie, choć mogą doświadczać go zupełnie inaczej.
Podobieństwo obrazów potrafi również zatrzeć różnice między wydarzeniami. Protest przeciw warunkom nauki, demonstracja po śmierci młodego człowieka i nocne plądrowanie sklepu nie stają się jednym zjawiskiem tylko dlatego, że wszędzie pojawił się dym. Na tej samej ulicy mogą znaleźć się uczniowie upominający się o nauczyciela, rodzice wspierający dzieci, działacze polityczni i ludzie zainteresowani okazją do demolki. Nie każdy protestujący rzuca kamieniami. Nie każdy rzucający kamieniem potrafi powiedzieć, w czyim imieniu występuje.
Interesuje mnie jednak coś, co może łączyć część tych różnych doświadczeń: utrata wiary w zwykłą drogę. Ucz się, zdobądź umiejętności, pracuj, przestrzegaj reguł, a będziesz mógł zbudować swoje życie. Ta obietnica nie oznacza, że każdy zostanie ministrem albo prezesem banku. Powinna jednak oznaczać, że wysiłek ma sens, a przyszłość nie została rozdzielona, zanim człowiek zdążył o nią zapytać.
Co dzieje się z młodym człowiekiem, kiedy przestaje wierzyć, że zwykła droga prowadzi dokądkolwiek? Jeden zaczyna protestować. Drugi szuka przywódcy, który nazwie winnego. Trzeci znajduje oparcie we wspólnocie oferującej mu uznanie. Ktoś wyjeżdża, ktoś się wycofuje, ktoś nadal próbuje. Nie ma jednej odpowiedzi, a tym bardziej jednej drogi od rozczarowania do przemocy. Zrozumienie drogi do podpalenia nie oznacza usprawiedliwienia podpalacza. Może natomiast pomóc dostrzec problem wcześniej, niż zrobi to straż pożarna.
Odnowiony blok i stara obietnica
Przy takich wydarzeniach powraca argument, że Francja przecież inwestowała w trudne dzielnice. Przebudowywano osiedla, remontowano mieszkania, poprawiano otoczenie. [1] Nie można całej tej pracy przekreślić wzruszeniem ramion. Nowy chodnik jest potrzebny, sprawny transport również, a życie w zadbanym budynku różni się od życia w rozpadającym się domu. Pozostaje jednak pytanie, czego taka inwestycja może dokonać, a czego sama nie załatwi.
Chodnik nie zastąpi nauczyciela. Odmalowana klatka schodowa nie wyjaśni nastolatkowi, jak dostać się do szkoły, o której jego rodzina dotąd nawet nie słyszała. Można poprawić miejsce zamieszkania i pozostawić bez odpowiedzi pytanie o przyszłość. Dorastający człowiek potrzebuje nie tylko miejsca, w którym mieszka, lecz również możliwości znalezienia swojego miejsca w społeczeństwie.
Nie chciałbym jednak urządzać tych dzielnic jako dekoracji do opowieści o nieuchronnej klęsce. Ludzie zdobywają kwalifikacje, znajdują pracę, zakładają rodziny, awansują. Niektórzy zostają, inni wyprowadzają się tam, gdzie mogą żyć wygodniej. Ich powodzenie nie musi od razu poprawiać statystyki dzielnicy, z której wyszli. Statystyka miejsca i los człowieka potrafią opowiadać różne historie.
Właśnie tym, którym się udało, należałoby przyjrzeć się równie uważnie jak buntownikom. Co pomogło? Rodzina, dobry nauczyciel, własna wytrwałość, przyjaciele, stypendium, pracodawca, który dał pierwszą szansę? Zamiast zadowalać się hasłem, że ktoś „chciał, więc potrafił”, warto rozpoznać warunki jego powodzenia. Być może część z nich można zapewnić również innym. Sukces jednego człowieka nie dowodzi, że wszyscy mieli jednakowe możliwości. Pokazuje natomiast, że trzeba szukać dróg, które rzeczywiście działają.
Młody człowiek porównuje swoje życie z życiem rówieśników. Widzi, że jednemu rodzice potrafią wskazać szkołę, przygotowanie i termin złożenia dokumentów, a drugi musi najpierw odkryć, że taka droga istnieje. Jeden otrzymuje pomoc, zanim zdąży o nią poprosić. Drugi słyszy, że powinien być samodzielny. Potem obaj dostają jednakowe pytania na egzaminie i ogłaszamy, że warunki były równe.
Rodzina przekazuje przy tym więcej niż pieniądze i rozeznanie. Może nauczyć wytrwałości, odpowiedzialności, znoszenia niepowodzeń i szacunku do cudzej pracy. Może również pozostawić młodego człowieka bez takiego oparcia. Szkoła ma tu własne obowiązki, ale nie zastąpi wszystkiego, czego zabrakło w domu. Warto więc zapytać, czy kryzys zaufania do instytucji publicznych nie nakłada się czasem na osłabienie autorytetu dorosłych w najbliższym otoczeniu.
Wysokie wymagania nadal mają sens. Potrzebujemy ludzi, którzy naprawdę umieją leczyć, projektować mosty i zarządzać skomplikowanymi instytucjami. Problem zaczyna się wcześniej: przy dostępie do nauki, która pozwala tym wymaganiom sprostać. Do tego wrócę przy francuskich elitarnych szkołach. Na razie pozostaje pytanie, co słyszy młody człowiek, gdy pyta o swoją przyszłość. Czy ktoś potrafi pokazać mu realną drogę, czy dostaje tylko kolejne zapewnienie, że wszystko zależy od niego?
Publiczność przy pożarze
Uliczny bunt istniał długo przed smartfonem. Telefon dał jednak uczestnikom publiczność, którą można nosić w kieszeni. Zdarzenie nie kończy się już na rogu ulicy. Trafia na ekran, krąży między ludźmi, zbiera reakcje i staje się materiałem do kolejnych opowieści. Kamera może dokumentować krzywdę i pomóc ustalić odpowiedzialność. Może też zamienić cudzą krzywdę w widowisko. [2]
Sama technologia nie wyjaśnia jednak, dlaczego ktoś chce w tym widowisku wystąpić. Trzeba zapytać, co otrzymuje od grupy. Uznanie? Poczucie siły? Przekonanie, że wreszcie jest potrzebny i widoczny? Człowiek, który na co dzień czuje się mało znaczący, może nagle znaleźć się w środku wydarzenia, o którym mówią wszyscy. Grupa daje mu rolę, publiczność potwierdza jej znaczenie, a kolejne reakcje zachęcają, żeby posunąć się dalej.
Nie oznacza to, że za każdym protestem kryje się wyłącznie potrzeba popisania się przed kolegami. Przekonania, rzeczywiste krzywdy, emocje i pragnienie przynależności mogą działać jednocześnie. Warto natomiast zauważyć chwilę, w której pierwotny postulat schodzi na dalszy plan, a ważniejsze staje się uznanie własnego środowiska. Wtedy ustąpienie, rozmowa albo kompromis mogą wyglądać jak słabość. Bunt zaczyna wymagać dalszego buntu, żeby uczestnik zachował pozycję.
Na ekranie łatwo zmieścić moment podpalenia. Trudniej pokazać miesiące jego następstw. Spalony autobus nie wozi sąsiadów. Zniszczony sklep przestaje służyć mieszkańcom i dawać pracę. Uszkodzona szkoła ogranicza naukę również tym, którzy mieli podobne pretensje, lecz protestowali pokojowo. Chwila rozgłosu mija. Rachunek zostaje w dzielnicy.
Tutaj wraca pytanie o dorosłych. Rodzic, nauczyciel, wychowawca czy przywódca wspólnoty nie musi zgadzać się z państwem, żeby umieć postawić granicę. Powinien potrafić powiedzieć: masz prawo upominać się o swoje, pomogę ci, ale nie wolno ci za to krzywdzić innych. Jeżeli młody słyszy tylko potępienie, może przestać słuchać. Jeżeli słyszy wyłącznie usprawiedliwienia, może uznać, że rozczarowanie zwalnia go z odpowiedzialności.
Prawo do domagania się sprawiedliwości nie daje prawa do odbierania jej innym. Ta zasada zobowiązuje również dorosłych: do reagowania na rzeczywiste problemy, dotrzymywania obietnic i przestrzegania własnych reguł. Trudno uczyć odpowiedzialności, jeśli młody człowiek widzi, że konsekwencje zależą przede wszystkim od tego, kto ma wpływy.
Ogień przyciąga wzrok, ale sam nie tłumaczy ludzi stojących obok. Trzeba zobaczyć ich różne możliwości, środowiska i sposoby szukania oparcia. Także rówieśników przygotowywanych od dzieciństwa do podejmowania decyzji oraz tych, którzy bez sztandarów próbują spokojnie urządzić sobie życie. Dopiero wśród nich można szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego jedni nadal ufają zwykłej drodze, a inni zaczynają wierzyć, że trzeba ją porzucić albo zagrodzić.
Rozdział II. Miejsca przy stole i trzy sztandary
Obywatel Republiki — ale czy swój?
Całe moje zastanawianie się nad Francją zaczęło się od tekstu Polki mieszkającej tam od wielu lat. Jedną rzecz napisała bardzo trafnie: nie można każdego młodego człowieka o afrykańskich czy maghrebskich korzeniach nazywać migrantem. Ktoś urodził się we Francji, chodził do francuskiej szkoły, ma francuskie obywatelstwo, a my z daleka wydajemy mu polecenie powrotu do siebie. Tylko gdzie właściwie miałby wrócić? Do miejsca, które zna z rodzinnych opowieści albo wakacyjnych odwiedzin? Dla niego „u siebie” może oznaczać właśnie Lyon, Marsylię czy przedmieście Paryża.
Obywatelstwo określa jednak prawa i obowiązki, a nie wszystkie uczucia człowieka. Można mieć dokument potwierdzający przynależność do państwa i nadal spotykać ludzi, którzy tę przynależność podważają. Można też korzystać z praw obywatelskich, a samemu odrzucać część zasad wspólnego życia. Te dwie możliwości trzeba zachować w głowie jednocześnie. Inaczej albo każdego rozczarowanego uznamy za niewdzięcznika, albo każde jego zachowanie wyjaśnimy krzywdą wyrządzoną przez innych.
Warto również odwrócić pytanie. Zwykle zastanawiamy się, czy Francja przyjęła młodego człowieka do swojej wspólnoty. A czy on chce przyjąć Francję — razem z ludźmi, którzy wierzą inaczej, inaczej żyją i inaczej rozumieją wolność? Czy jest gotów uznać wspólne reguły również wtedy, gdy ograniczają jego własne oczekiwania? Poczucie odrzucenia może wyrastać z rzeczywistego doświadczenia. Może jednak również umacniać się w środowisku, które z góry przedstawia otaczające społeczeństwo jako obce i wrogie. Niekiedy oba procesy wzajemnie się napędzają, aż trudno już powiedzieć, kto pierwszy zatrzasnął drzwi.
Nie przekonuje mnie łatwa diagnoza, że młodzi z rodzin imigranckich nie mają korzeni. Korzeni można mieć kilka. Rodzinna tradycja, religia i francuskie obywatelstwo mogą współistnieć, choć ich pogodzenie bywa trudne. Szczególnie wtedy, gdy otoczenie żąda wyboru: albo jesteś jednym z nas, albo należysz do tamtych. Człowiek zaczyna wówczas bronić tej części siebie, którą ktoś właśnie zakwestionował. Czasem rozsądnie, czasem przez zamknięcie się we własnym kręgu, czasem przez szukanie przeciwnika.
Bunt nie zawsze oznacza odrzucenie Francji. Może oznaczać, że młody człowiek bardzo poważnie potraktował jej obietnice. Usłyszał o wolności, równości i braterstwie, a teraz pyta, dlaczego w jego życiu działają inaczej niż w życiu rówieśnika. Pozostaje jednak pytanie, czy sam jest gotów respektować te wartości wobec innych. Wspólnota potrzebuje wzajemności. Państwo ma obowiązki wobec obywatela, ale obywatel również ma obowiązki wobec ludzi, z którymi dzieli kraj.
Miejsca przy stole z kawiorem
Obok młodych upominających się o swoje miejsce istnieją rówieśnicy, których od początku przygotowuje się do zajmowania miejsc szczególnych. W jednej rodzinie rozmowa o prestiżowej szkole, zagranicznym stażu czy przyszłej karierze jest częścią codzienności. W drugiej trzeba najpierw odkryć, że takie możliwości w ogóle istnieją. Jeden nastolatek otrzymuje mapę i przewodnika. Drugi słyszy, że droga stoi otworem, więc powinien sobie poradzić.
Francuskie grandes écoles dobrze pokazują, jak wymagające kształcenie splata się z przygotowaniem do wpływu. Uczelnie takie jak HEC, École Polytechnique czy École Normale Supérieure kojarzą się z drogami do najwyższych stanowisk gospodarczych, technicznych i naukowych. Istotną rolę w kształceniu ludzi życia publicznego odgrywa również Sciences Po. Drogi rekrutacji są różne, a dla części szkół ważnym etapem pozostają klasy przygotowawcze. [3] Egzamin widać na końcu. Przygotowanie do niego zaczyna się znacznie wcześniej.
W omawianych przez Juliena Greneta badaniach dotyczących roku akademickiego 2016–2017 młodzi z kategorii społecznych określanych jako bardzo uprzywilejowane stanowili 64 procent studentów grandes écoles, choć w całej grupie wiekowej 20–24 lata było ich 23 procent. Osoby ze środowisk robotniczych i rodzin bez aktywności zawodowej stanowiły natomiast 9 procent studentów tych szkół wobec 36 procent swoich rówieśników. [4] Te liczby nie pozwalają odebrać absolwentom zdolności ani wykonanej pracy. Każą jednak zastanowić się, dlaczego możliwości dotarcia do tych uczelni rozkładają się tak nierówno.
Nie wszystko mieści się w dochodach rodziców. Ważne są również ich wykształcenie, znajomość systemu, język codziennych rozmów, oczekiwania i kontakty. W jednym domu dziecko od początku wie, że trudna szkoła jest osiągalnym celem. W drugim nawet dobry uczeń może nie mieć komu zadać pytania, jak się do niej przygotować. Gdy przychodzi czas wyboru, pierwszy porusza się po znanej drodze, a drugi dopiero próbuje odczytać drogowskazy.
Stół z kawiorem jest oczywiście moją metaforą. Nie wszystkie krzesła mają przyklejone nazwiska przyszłych właścicieli. Człowiek z zamożnego domu może zmarnować swoje możliwości, a ktoś bez takiego zaplecza może zajść bardzo daleko. Jednak z perspektywy młodego obserwatora łatwo odnieść wrażenie, że zanim ogłoszono konkurs, część uczestników od lat ćwiczyła w sali, do której pozostali nie mieli wstępu. Potem wszystkim przypomniano, że liczy się wyłącznie wynik.
Można bronić wysokiego poziomu studiów, a zarazem domagać się uczciwego dostępu do wiedzy i umiejętności potrzebnych, żeby ten poziom osiągnąć. Właśnie tutaj widzę ważną część pytania o demokratyzację. Zaczyna się ono przy dobrym nauczycielu, warunkach nauki, doradztwie, dostępie do przygotowania i możliwości podjęcia ryzyka, na które jedną rodzinę stać, a drugiej nie. Samo otwarcie drzwi uczelni niewiele pomoże komuś, komu wcześniej zabrakło drogi do tych drzwi.
Nie zamierzam też przypisywać uprzywilejowanym młodym zbiorowej obojętności. Niektórzy dostrzegają nierówności i próbują je zmieniać. Inni mogą nie widzieć pomocy, którą otrzymali, ponieważ była zwyczajną częścią ich życia. Wtedy łatwo uznać własny sukces za rezultat samej pracowitości, a cudze niepowodzenie za dowód jej braku. Człowiek rzadko liczy poręcze, których przez całe życie trzymał się na schodach.
Mélenchon — sztandar zmiany porządku
Kiedy młody człowiek zaczyna kwestionować sprawiedliwość reguł, szuka kogoś, kto potrafi nazwać jego doświadczenie. Jean-Luc Mélenchon i radykalna lewica oferują opowieść o nierównościach, sile pieniądza, zaniedbanych usługach publicznych i ograniczonych możliwościach awansu. [5] Osobiste rozczarowanie otrzymuje w niej szersze wyjaśnienie: twoje trudności wiążą się również z tym, jak urządzono państwo i gospodarkę.
Taka opowieść może przynieść ulgę. Człowiek, który dotąd uważał się za nieudacznika, zaczyna dostrzegać bariery wykraczające poza jego własne decyzje. Może też odkryć sens wspólnego działania. Skoro problem dotyczy wielu ludzi, można organizować się, głosować, protestować i żądać zmiany. Polityka staje się sposobem odzyskania wpływu na przyszłość.
Widzę tu jednak paradoks godny Starego Grzyba. Polityk od dziesięcioleci obecny w życiu publicznym może zostać uznany za przewodnika pokolenia, które chce zakwestionować dotychczasowy porządek. Najwyraźniej młodzi nie zawsze szukają kogoś młodego. Czasem szukają człowieka, który powie na głos to, czego ich zdaniem pozostali nie chcą usłyszeć. Wiek schodzi na dalszy plan, jeśli ktoś potrafi nadać rozczarowaniu znaczenie i obiecać skuteczne działanie.
Tyle że nazwanie bariery jest początkiem odpowiedzialności. Trzeba jeszcze pokazać, jak ją usunąć, czym sfinansować zmianę i jak ocenić jej skutki. Przywódca, który zdobywa zaufanie dzięki cudzej frustracji, powinien umieć powiedzieć, co nastąpi po proteście. Inaczej młody człowiek może otrzymać kolejną obietnicę przyszłości, a jego gniew stanie się wygodnym źródłem politycznej energii.
Le Pen — sztandar odzyskania własnego kraju
Radykalna prawica skupiona wokół Marine Le Pen i Zjednoczenia Narodowego proponuje inne wyjaśnienie rozczarowania. Mocniej akcentuje bezpieczeństwo, narodową przynależność i przekonanie, że państwo utraciło zdolność ochrony obywateli. [6] Tutaj obietnica brzmi: odzyskamy kontrolę nad krajem, przywrócimy porządek, sprawimy, że znów będziesz czuł się u siebie.
Młody człowiek może odnaleźć się w tej opowieści z różnych powodów. Może obawiać się przemocy, nie ufać elitom, doświadczać zaniedbania własnej miejscowości albo uważać, że jego problemy przegrywają z cudzymi roszczeniami. Nie trzeba stać na ulicznej barykadzie, żeby odrzucać dotychczasowy porządek. Można zrobić to kartką wyborczą. Taki sprzeciw jest mniej widowiskowy, lecz politycznie może mieć bardzo poważne następstwa.
Nie ułożyłbym jednak prostej mapy, na której przedmieścia należą do lewicy, a prowincja do prawicy. Ludzie o podobnych dochodach i mieszkający w podobnych warunkach potrafią zupełnie inaczej rozumieć źródło swoich trudności. Jeden wskaże nierówności społeczne, drugi brak bezpieczeństwa, trzeci osłabienie więzi narodowych. Wspólne rozczarowanie nie oznacza wspólnego programu.
Nie można więc powiedzieć, że młodzi idący za lewicą i prawicą domagają się dokładnie tego samego dostępu do mojego stołu. Jedni mogą żądać zmiany zasad podziału miejsc, inni mocniej podkreślać, komu te miejsca powinny przysługiwać. Różnica ma znaczenie. Poczucie odsunięcia od decyzji może prowadzić zarówno do żądania szerszego uczestnictwa, jak i do żądania wykluczenia kogoś innego.
Pozostaje zatem pytanie, kogo obejmuje obietnica odzyskanego kraju. Czy również obywatela o innym pochodzeniu, który przestrzega prawa, pracuje i chce budować tam życie? Narodowa wspólnota musi jakoś odpowiedzieć na fakt, że ludzie dzielący państwo mają różne rodzinne historie. Samo wskazanie granicy między „naszymi” a „obcymi” nie rozstrzyga, gdzie postawić człowieka, który urodził się już po tej samej stronie co pozostali.
Umma — wspólnota, która nie czeka na wybory
Trzeciego kierunku poszukiwania oparcia nie da się opisać jako kolejnej partii. Umma jest wspólnotą muzułmańskich wierzących, przekraczającą granice państw. Dla młodego człowieka może oznaczać odziedziczoną wiarę, rodzinne więzi, obowiązki, pomoc i poczucie uczestnictwa w czymś większym niż jego własne życie. Francuskie obywatelstwo i taka przynależność mogą współistnieć. Sama religijność nie świadczy o odrzuceniu Republiki.
Interesuje mnie jednak sytuacja, w której wspólnota religijna staje się mocniejszym oparciem, ponieważ instytucje państwa utraciły wiarygodność w oczach młodego człowieka. Tutaj znajduje on ludzi, którzy go rozpoznają, język pozwalający opisać własne życie i przekonanie, że jego obecność ma znaczenie. Nie musi wracać do kraju przodków. Korzenie może odnaleźć w wierze praktykowanej tam, gdzie się urodził.
Taki kierunek nie musi wyrastać z wcześniejszego odrzucenia przez otoczenie. Może wynikać z wychowania i świadomego przekonania, że religijna wspólnota ma pierwszeństwo przed innymi więziami. Może również zostać wzmocniony przez ludzi przedstawiających świeckie społeczeństwo jako zagrożenie. Dlatego trzeba patrzeć na konkretną drogę człowieka, zamiast z góry przypisywać wszystkim jednakowy mechanizm.
Francuska laickość dodatkowo komplikuje tę relację. Neutralność państwa i wolność religijna obywatela mają własne zakresy, a w określonych instytucjach obowiązują szczególne ograniczenia. [7] Spór dotyczy zarówno samych zasad, jak i ich stosowania oraz odczuwania. To, co jedna osoba uznaje za ochronę wspólnej przestrzeni, druga może odbierać jako zakwestionowanie ważnej części swojej tożsamości.
Wspólnota wierzących może pomagać w nauce, pracy i codziennym życiu. Może uczyć odpowiedzialności za innych. Może też zostać wykorzystana do budowania zamknięcia i wrogości wobec otoczenia. Istotne jest więc, czego wymaga od swoich członków. Czy pomaga im żyć wśród ludzi o różnych przekonaniach? Czy dopuszcza samodzielny wybór? Czy uznaje prawa kogoś, kto odchodzi albo myśli inaczej?
Przynależność daje człowiekowi oparcie, ale jej wartość poznaje się również po tym, jak każe traktować ludzi spoza własnego kręgu. Dotyczy to wspólnot religijnych, politycznych i narodowych. Silna więź potrafi podtrzymywać odpowiedzialność. Potrafi również osłaniać własnych przed odpowiedzialnością, jeśli lojalność wobec grupy zostaje uznana za ważniejszą od krzywdy drugiego człowieka.
Ci, którym wystarczy rozróba
Na ulicy pojawiają się również ludzie, dla których postulaty protestu mają znaczenie drugorzędne albo nie mają go wcale. Jedni szukają adrenaliny, hecy i uznania kolegów, inni okazji do rabunku. Są też radykalni anarchiści, którzy w konfrontacji widzą sposób walki z odrzucanym porządkiem. Nie tworzą jednej grupy i nie należy przypisywać im jednakowych motywów. Mogą jednak napędzać eskalację, a w niektórych momentach zdominować przebieg wydarzeń. Wyrażanie żądań i przekonywanie innych może wtedy zostać przesłonięte przez starcia i demolkę. Trudno prowadzić poważną uliczną dyskusję z kimś, kto przyszedł przede wszystkim sprawdzić, czy witryna wytrzyma spotkanie z brukiem.
Nie znaczy to jednak, że jego obecność odbiera głos wszystkim pozostałym. Ktoś, kto podpalił samochód, nie staje się przez to rzecznikiem ludzi stojących obok. Stary Grzyb nie poświęca im jednak tutaj więcej miejsca, bo ten esej dotyczy młodych szukających swojego miejsca we wspólnocie, a wobec tych, którzy wykorzystują protest przede wszystkim do przemocy i rabunku, w pierwszej kolejności powinny reagować służby porządkowe.
Sztandar nieobecny, czyli zwykła droga
Czasami zastanawiam się również nad tymi młodymi ludźmi, których nie widać ani na demonstracjach, ani w telewizji. Nie niosą sztandarów, nie zakładają komitetów ratowania Republiki i nie marzą o rewolucji. Uczą się, pracują, zakładają rodziny albo próbują związać koniec z końcem. Być może wiele mówią o stanie państwa właśnie przez to, czy widzą sens spokojnego budowania własnego życia.
Nie tworzą jednego środowiska. Są wśród nich ludzie zamożni i biedni, religijni i niewierzący, zainteresowani polityką i unikający jej na wszelkie sposoby. Ktoś ma poglądy lewicowe, ktoś prawicowe, ktoś jeszcze nie zdecydował. Brak sztandaru nad głową nie oznacza braku przekonań. Może oznaczać, że człowiek chce najpierw zdobyć zawód, opłacić mieszkanie i zrozumieć, co właściwie może zrobić ze swoim życiem.
Nie każdy spokojnie pracujący młody człowiek ufa państwu. Można mieć o nim bardzo złe zdanie i mimo to wstawać rano, uczyć się, pomagać bliskim, odkładać pieniądze. My, starsi, powinniśmy to rozumieć. Nieraz przecież uznawaliśmy, że jesteśmy w czarnej dupie, a potem próbowaliśmy się w niej jakoś urządzić. Człowiek potrafi budować życie nawet wtedy, gdy nie wierzy w wielkie słowa wygłaszane z mównicy.
W tym miejscu trzeba odróżnić wytrwałość od zaufania. To, że ktoś daje sobie radę, nie dowodzi jeszcze, że instytucje działają dobrze. Może zawdzięczać powodzenie własnej pracy i pomocy bliskich, a państwo traktować głównie jako przeszkodę, którą należy omijać. Może również korzystać ze sprawnej szkoły, uczciwej procedury i dostępnego wsparcia, nie zastanawiając się nad tym codziennie. Spokój wygląda podobnie, ale wyrasta z różnych doświadczeń.
Brak buntu nie jest świadectwem zadowolenia, tak samo jak obecność na demonstracji nie przekreśla odpowiedzialnego życia. Warto słuchać również tych, którzy potrafią opowiedzieć swoje trudności bez krzyku. Państwo, które dostrzega obywatela dopiero wtedy, gdy ten staje się problemem, samo podważa sens spokojnego uczestnictwa.
Trzy opisane sztandary i środowisko młodych przygotowywanych do roli decydentów nie stanowią więc kompletnego podziału pokolenia. To różne sposoby szukania wpływu i przynależności oraz różne warunki startu. Mogą się przenikać. Student elitarnej szkoły może popierać radykalną lewicę, młody muzułmanin może działać w świeckim stowarzyszeniu, a wyborca prawicy może sam doświadczać barier społecznych. W tej opowieści potrzebujemy ich wszystkich, również ludzi stojących poza widocznymi obozami.
Pozostaje pytanie, które chciałbym zabrać do ostatniego rozdziału: co ma zrobić młody człowiek, który nie chce ani podpalać, ani szukać winnego w sąsiedzie, ani zamykać się we własnym kręgu — tylko znaleźć uczciwe miejsce dla siebie? Czy zwykła droga jest dla niego dostatecznie widoczna i wiarygodna? I kto odpowie mu na to pytanie, zanim ktoś inny przekona go, że spokojne życie jest naiwnością?
Rozdział III. Co zostaje po pożarze
Czy ogień otworzył drzwi?
Kiedy po protestach pojawiają się rozmowy, zapowiedzi naprawy i zainteresowanie ludzi, którzy wcześniej wydawali się niedostępni, młody człowiek może dojść do niebezpiecznego wniosku: spokojnie prosiliśmy — nie było odpowiedzi; zrobiło się gorąco — znaleźli czas. Nie musi znać wszystkich okoliczności decyzji. Wystarczy mu kolejność obrazów. Najpierw dym, potem człowiek w garniturze zapewniający przed kamerą, że problemy młodzieży są dla niego niezwykle ważne. Widocznie wcześniej były ważne trochę mniej.
Sama kolejność nie dowodzi jednak, że ustępstwa wymusiła przemoc. Na decyzje mogły wpłynąć pokojowe demonstracje, praca organizatorów, nacisk rodziców i nauczycieli, zainteresowanie mediów czy wcześniejsze przygotowania władz. Jeśli przypiszemy cały rezultat podpalaczom, odbierzemy znaczenie ludziom, którzy próbowali coś osiągnąć bez niszczenia. Możemy również niechcący pomóc w rozpowszechnieniu przekonania, że skuteczna polityka zaczyna się od znalezienia zapałek.
Warto natomiast potraktować poważnie samo przekonanie uczestników, że dopiero eskalacja otworzyła drzwi. Skąd się wzięło? Czy wcześniejsze zgłoszenia pozostawały bez odpowiedzi? Czy istniał ktoś, kto miał obowiązek ich wysłuchać i możliwość działania? Czy młody człowiek wiedział, gdzie się zwrócić, czy krążył między ludźmi tłumaczącymi, że sprawa nie należy do ich kompetencji? Urząd potrafi mieć bardzo wiele drzwi, za którymi nie ma nikogo odpowiedzialnego za całość.
Państwo, które odpowiada dopiero na kryzys, ryzykuje, że nauczy obywateli wywoływania kryzysów. Nie oznacza to, że po zamieszkach powinno odrzucić zasadne żądania. Zaniedbanie pozostaje zaniedbaniem także wtedy, gdy ktoś wykorzystał je jako usprawiedliwienie przemocy. Trzeba naprawiać problem i egzekwować odpowiedzialność za wyrządzoną krzywdę. Inaczej sprawca może uznać, że miał rację, a spokojny uczestnik protestu — że wybrał nieskuteczną metodę.
Jeszcze ważniejsze jest to, co następuje po przemówieniu. Zapowiedź zatrudnienia nauczyciela nie prowadzi lekcji. Plan remontu nie naprawia toalety. Powołanie zespołu nie daje uczniowi odpowiedzi, którą ścieżkę kształcenia może wybrać. Wiarygodność wraca wtedy, gdy ktoś wykonuje obiecaną pracę, podaje termin i odpowiada za rezultat. Zwykle jest to mniej widowiskowe niż konferencja prasowa, ale właśnie po takich sprawach człowiek poznaje, czy jego państwo działa.
Kto odpowie za obietnice?
Każdy sztandar dobrze wygląda, dopóki pozwala wskazywać winnych. Trudniejsza chwila przychodzi wtedy, gdy trzeba powiedzieć, co zrobić następnego dnia. Jak poprawić szkołę, skąd wziąć nauczycieli, jak finansować zmianę i rozstrzygać sprzeczne potrzeby? Młody człowiek ma prawo nie znać wszystkich odpowiedzi. Dorosły przywódca, który zabiega o jego zaufanie, powinien umieć przedstawić coś więcej niż listę przeciwników.
Od lewicy trzeba wymagać wyjaśnienia, jak obietnica równości przełoży się na możliwość zdobywania wiedzy, umiejętności i samodzielności. Od prawicy — jak bezpieczeństwo i narodowa wspólnota obejmą obywateli o różnym pochodzeniu, żyjących w tym samym kraju. Od ludzi przewodzących wspólnotom religijnym można oczekiwać odpowiedzi, czy pomagają swoim członkom uczestniczyć w społeczeństwie i respektować prawa innych. Są to różne rodzaje odpowiedzialności, ale w każdym przypadku warto patrzeć na skutki udzielanego przewodnictwa.
A kto odpowiada młodym, którzy nie chcą przyłączyć się do żadnego pochodu? Tym, którzy potrzebują dobrego przygotowania, pierwszej pracy, mieszkania i odrobiny przewidywalności? Łatwo powoływać się na nich w przemówieniach. Trudniej zapytać, czy proponowane rozwiązania rzeczywiście ułatwią im wejście w dorosłość. Spokojny obywatel również powinien mieć wpływ na państwo. Jego potrzeby nie stają się mniej ważne dlatego, że nie potrafi urządzić widowiska.
Odpowiedzialność obejmuje również młodych przygotowywanych do zajmowania miejsc po stronie decydentów. Dyplom prestiżowej uczelni może potwierdzać ogromną wiedzę i pracę. Nie daje jeszcze znajomości życia wszystkich ludzi, których obejmą późniejsze decyzje. Człowiek wychowany w przekonaniu, że każda trudność ma dostępne rozwiązanie, może długo nie rozumieć kogoś, kto nigdy nie miał podobnego wyboru.
Fachowość pozostaje konieczna. Most musi zaprojektować ktoś, kto umie liczyć, a finansami powinien zajmować się ktoś, kto je rozumie. Warto jednak, aby przyszły decydent wiedział również, czego jego własne doświadczenie nie obejmuje. Jeśli cudze życie zna głównie z raportu, powinien umieć słuchać ludzi, których ten raport opisuje. Przy stole z kawiorem też można nabrać przekonania, że świat jest prosty. Szczególnie gdy rachunek zawsze przynosi się komuś innemu.
Granica, której rozczarowanie nie znosi
Przy całej rozmowie o nierównościach trzeba zachować rzecz podstawową: młody człowiek podejmuje decyzje. Adres, dochody rodziców i błędy urzędu wpływają na jego możliwości, ale nie piszą za niego każdego następnego zdania. Może otrzymać mniej pomocy, doświadczyć niesprawiedliwości i mieć uzasadnione pretensje, a mimo to nie musi krzywdzić innych. Wyjaśniając warunki jego życia, nie powinniśmy odbierać mu zdolności wyboru.
Podobnie państwo nie może tłumaczyć własnych zaniedbań nieposłuszeństwem młodzieży. Rzeczywisty brak nauczycieli pozostaje problemem również wtedy, gdy uczniowie spokojnie siedzą w ławkach. Niedostępna pomoc jest potrzebna także człowiekowi, który nie grozi nikomu ani sobie. Spokój może oznaczać zaufanie, wytrwałość, bezradność albo rezygnację. Trzeba się zainteresować człowiekiem, żeby dowiedzieć się, z którą sytuacją mamy do czynienia.
Tutaj powraca rodzina. Żadna szkoła nie zastąpi wszystkiego, czego zabrakło w domu, tak samo jak dobra rodzina nie załatwi wszystkich problemów źle działającej szkoły. Dziecko uczy się odpowiedzialności również przez obserwowanie dorosłych: czy dotrzymują słowa, jak traktują słabszych, czy potrafią przyznać się do błędu i co robią, kiedy ktoś im przeszkadza. Polecenie szacunku do innych brzmi osobliwie, jeśli chwilę wcześniej rodzic z zachwytem opowiadał, jak skutecznie kogoś poniżył.
Nie chciałbym jednak urządzać sądu nad rodzicami na podstawie czynu dziecka. Młody człowiek ma także rówieśników, własne przekonania i świat, do którego dom nie zawsze ma dostęp. Rodzina może próbować pomóc i napotykać trudności przekraczające jej możliwości. Wtedy potrzebuje oparcia. Nauczyciel, wychowawca i rodzic powinni mieć do kogo się zwrócić, zanim sytuacja przerodzi się w kryzys.
Granica musi obowiązywać również tych, którzy przywracają porządek. Policja ma chronić mieszkańców i prawo do pokojowego protestu. Sama podlega prawu. Słuszny postulat nie usprawiedliwia podpalenia, a obowiązek przywrócenia porządku nie usprawiedliwia nadużycia. Odpowiedzialność sprawcy przemocy i odpowiedzialność funkcjonariusza trzeba ustalać w konkretnych sprawach. Jedna nie usuwa drugiej.
Jeżeli dorośli będą wybierali wyłącznie tę zasadę, która pasuje do ich politycznej sympatii, młodzi otrzymają bardzo czytelną lekcję: reguły są negocjowalne, gdy chodzi o naszych. Potem nie powinniśmy szczególnie się dziwić, że ktoś zastosuje tę lekcję we własnej grupie.
Jurek wybiera wyjście
Mam kolegę Jurka, którego znam jeszcze z internatu. Wyjechał do Francji, założył tam rodzinę, prowadził firmę i przez lata budował swoje życie. Kiedyś widział tam także swoją starość. Dzisiaj wybiera Polskę. To odwrócenie kierunku, który w naszej młodości wydawał się niemal oczywisty: jechało się na Zachód po większe możliwości. Teraz on szuka tutaj spokoju.
W rozmowach opowiadał mi o trudnościach w prowadzeniu firmy, bezradności wobec niektórych sytuacji i utracie poczucia bezpieczeństwa. Nie zrobię z tych relacji dowodu na kondycję całego kraju. Pozostają świadectwem człowieka, którego znam, i jego sposobu rozumienia własnych doświadczeń. Dla tej opowieści ważna jest decyzja: po wielu latach przestał widzieć we Francji miejsce, w którym chce dalej żyć.
Według jego relacji ma już prawo do emerytury, ale nadal otrzymuje zaliczki i czeka na pełne rozliczenie, ponieważ w ewidencji brakuje części wpłat. Zachował dokumenty, więc ma czym wykazywać swoje racje. Można opisywać procedury i szukać podobnych spraw, ale jego własne poczucie jest prostsze: wykonał to, czego od niego wymagano, a teraz czeka, aż druga strona zrobi swoją część.
Jurek nie jest uczestnikiem młodzieżowego buntu. Pokazuje jednak inną odpowiedź na rozczarowanie. Nie organizuje demonstracji i nie szuka sztandaru. Pakuje życie. Państwo może tracić zaufanie mieszkańca podczas głośnego konfliktu, ale również w ciszy, kiedy człowiek dochodzi do wniosku, że nie chce już dłużej czekać na spełnienie dawnych obietnic.
Nie każda przeprowadzka jest osądem państwa. Ludzie wyjeżdżają dla rodziny, klimatu, pracy i z wielu innych powodów. W jego historii słyszę jednak pytanie podobne do tego, które zadają młodzi: czy mogę jeszcze liczyć, że reguły, według których układałem życie, będą działały także wtedy, gdy ja czegoś potrzebuję?
Francuska nauka dla Polski
Nie chciałbym kończyć tej opowieści wygodnym westchnieniem, że dobrze, iż to nie u nas. Francja i Polska mają różne historie, instytucje oraz strukturę społeczną. Francuskiego doświadczenia nie można skopiować i przykleić do polskiej szkoły. Można natomiast potraktować je jako powód do zadania własnych pytań, zanim odpowiedzi zacznie podpowiadać kryzys.
Pierwsze dotyczy przygotowania do dorosłości. Czy młody człowiek ma możliwość zdobycia wiedzy i umiejętności, których później od niego wymagamy? Czy dobry nauczyciel, rozeznanie w dostępnych drogach i warunki do nauki zależą zbyt mocno od rodziny oraz miejsca zamieszkania? Nie każdy musi skończyć prestiżową uczelnię. Potrzebujemy również rzetelnego kształcenia zawodowego i dróg prowadzących do samodzielności poza elitarnymi środowiskami. Zwykłe życie nie może wyglądać jak nagroda pocieszenia dla tych, którzy nie zostali prezesami.
Drugie pytanie dotyczy słuchania. Czy uczeń wie, komu może zgłosić problem i kiedy otrzyma odpowiedź? Czy ma jakikolwiek wpływ na sprawy, które bezpośrednio go dotyczą? Czy dorośli potrafią wyjaśnić odmowę, przyznać się do błędu i dotrzymać terminu? Nie każda prośba musi zostać spełniona, ale człowiek powinien wiedzieć, że została potraktowana poważnie. To doświadczenie ma znaczenie także wtedy, gdy ostateczna decyzja go rozczaruje.
Trzecie dotyczy przynależności. Gdzie młodzi znajdują uznanie, pomoc i poczucie, że są potrzebni? Co otrzymują w rodzinie, szkole, lokalnym środowisku, a czego szukają na ekranie? Kto potrafi zaoferować im wspólne działanie bez konieczności znalezienia wroga? Nie da się odpowiedzieć na te pytania samym poleceniem odłożenia telefonu. Trzeba jeszcze wiedzieć, do jakiego świata człowiek ma z tego telefonu wrócić.
Czwarte dotyczy granic i odpowiedzialności. Potrzebujemy dorosłych zdolnych powiedzieć: „Pomogę ci dochodzić swoich praw, ale nie pozwolę ci za to krzywdzić innych”. Potrzebujemy również instytucji, które nie zostawią takiego dorosłego samego. Rodzic, nauczyciel czy człowiek reagujący na przemoc powinien mieć oparcie w ludziach i procedurach, które rzeczywiście działają.
Wreszcie trzeba zainteresować się tymi, którzy nadal idą spokojnie. Co pozwala im budować życie? Z czego korzystają, a co pokonują własnym wysiłkiem? Czy czują, że państwo jest im potrzebne i że oni są potrzebni wspólnocie? Ich doświadczenia mogą pokazać zarówno skuteczne rozwiązania, jak i zaniedbania niewidoczne w obrazie ulicznego buntu. Nie warto czekać, aż spokojny człowiek nauczy się krzyczeć, żeby uznać go za wartego rozmowy.
Nie obiecamy każdemu miejsca przy stole z kawiorem. Możemy jednak wymagać, żeby dostęp do przygotowania nie był rodzinnym przywilejem, a uczciwa praca dawała realną możliwość samodzielnego życia. Możemy również oczekiwać od młodych wysiłku, odpowiedzialności i respektowania cudzych praw. Tak rozumiana wzajemność potrzebuje wiarygodnych reguł po obu stronach.
Czy największym problemem Republiki nie jest to, że część młodych przestaje wierzyć, iż zwykła droga prowadzi dokądkolwiek?
A jeśli właśnie tutaj zaczyna się ważna część francuskiego problemu, to czy w Polsce potrafilibyśmy rozpoznać podobną utratę wiary? Jeszcze wtedy, gdy młody człowiek spokojnie pyta, co ma zrobić ze swoim życiem — i czeka, aż ktoś potraktuje to pytanie poważnie.
Zbigniew Grzyb
Z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄
Przypisy i źródła
[1] Agence nationale pour la rénovation urbaine (ANRU), Le Programme National de Rénovation Urbaine (PNRU). Informacje o przebudowie dzielnic, mieszkaniach i infrastrukturze.
https://www.anru.fr/le-programme-national-de-renovation-urbaine-pnru
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[2] Sénat, François-Noël Buffet (sprawozdawca), Émeutes de juin 2023 : comprendre, évaluer, réagir, raport informacyjny nr 521 (2023–2024), 9 kwietnia 2024 r. Części dotyczące roli mediów społecznościowych, koordynacji i rozpowszechniania obrazów przemocy. Interpretacja motywacji uczestników w dalszych akapitach pozostaje rozważaniem autora.
https://www.senat.fr/rap/r23-521/r23-521_mono.html
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[3] Ministère de l’Enseignement supérieur et de la Recherche, Classes préparatoires aux grandes écoles (CPGE); Sciences Po, Admission française en Bachelor. Źródła dotyczą różnych ścieżek przygotowania i rekrutacji.
https://www.enseignementsup-recherche.gouv.fr/fr/classes-preparatoires-aux-grandes-ecoles-cpge-46496
https://www.sciencespo.fr/admissions/fr/bachelor/bacheliers-lycees-francais/
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[4] Julien Grenet, Comment démocratiser enfin l’accès aux grandes écoles ?, Observatoire des inégalités, 25 maja 2022. Dane dotyczą roku akademickiego 2016–2017 i pochodzenia społecznego studentów; nie są statystyką aktualnego rocznika.
https://www.inegalites.fr/Comment-democratiser-enfin-l-acces-aux-grandes-ecoles
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[5] La France insoumise, L’Avenir en commun, Introduction : Vers une nouvelle France, wersja programu z 2025 roku. Źródło deklarowanych celów ugrupowania; ocena ich znaczenia i odpowiedzialności przywódców należy do autora eseju.
https://melenchon2027.fr/programme2025/livre/
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[6] Rassemblement National, program na wybory parlamentarne, czerwiec 2024. Źródło deklarowanych priorytetów ugrupowania; nie stanowi dowodu motywacji wszystkich jego młodych wyborców.
https://rassemblementnational.fr/documents/202406-programme.pdf
(dostęp: 14 października 2026 r.).
[7] Ministère de l’Éducation nationale, Laïcité à l’École : rappel à la loi à propos de la laïcité et du fait religieux; Les grands principes du système éducatif. Neutralność państwa, wolność przekonań oraz szczególne zasady obowiązujące w szkołach publicznych.
https://www.education.gouv.fr/laicite-l-ecole-rappel-la-loi-propos-de-la-laicite-et-du-fait-religieux-453732
https://www.education.gouv.fr/les-grands-principes-du-systeme-educatif-9842
(dostęp: 14 października 2026 r.).
Zostaw komentarz