#SubiektywnyCiemnogród
Nie wiem, jak moi czytelnicy, ale na serio zaczynam się martwić o stan zdrowia premiera Tuska. I piszę to bez złośliwości, bo jest dzisiaj naszym premierem i odpowiada za Polskę – naszą ojczyznę.
Podobno demokracja nie jest doskonała, ale niczego lepszego nikt nie wymyślił. Tak się składa, że w polskim systemie zarówno premier, jak i prezydent są skazani na współpracę – nie z miłości, ale z „rozsądku”. Nazwano to ładnie kohabitacją, a ja bym dodał: „polskim przekleństwem”. Jak pokazuje życie, kohabitacja może i sprawdza się wszędzie indziej, ale na pewno nie w Polsce. Nie wiem, czy moi czytelnicy zauważyli, że nasz premier ma poważny problem psychologiczny z głowami państwa. Jeśli sięgniemy do historii od 2007 roku i przypomnimy sobie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, później prezydenta Andrzeja Dudę, a obecnie prezydenta Karola Nawrockiego, to Donald Tusk zawsze był niezadowolony. Miał i nadal ma problemy ze współpracą, dogadywaniem się i dochodzeniem do kompromisu z prezydentami. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Tusk świetnie pracował np. z Kaczyńskim oraz Dudą, a tylko „wredny” Nawrocki wszędzie mu przeszkadzał.
Z żadnym z tych 3 (słownie: trzech prezydentów) Donald Tusk nie potrafił, nie umiał i nie chciał – a dziś również nie chce – współpracować. To oznacza, że łamał i łamie prawo oraz narusza Konstytucję! Żadnego z nich nie szanował, każdym pogardzał i, co najgorsze, robił to oficjalnie. I tu pojawia się pytanie: czy Donald Tusk jest psychologicznie zdolny do współpracy z kimkolwiek? No właśnie. Wszyscy bliscy współpracownicy Tuska z Platformy Obywatelskiej – jak Piskorski, Olechowski, Płażyński, Rokita, Gilowska czy Schetyna – jakoś dziwnie szybko stawali się jego wrogami i byli usuwani z kręgu osób zaufanych.
Wracając do teraźniejszości: jak można się dziwić, że nadal nie mamy mianowanych ponad 40 polskich ambasadorów? Ten problem ciągnie się od czasów prezydenta Andrzeja Dudy, ponieważ do nominacji potrzebna jest współpraca rządu i głowy państwa. Oczywiście według rządu winny był Duda, a teraz winny jest Nawrocki.
Do tego dochodzą złośliwe i prymitywne filmiki atakujące prezydenta Nawrockiego. W listopadzie szykuje się kolejna zadyma – tym razem wokół członka zarządu Narodowego Banku Polskiego – i już dziś ekonomiści wieszczą kolejną awanturę polityczną. Jednym słowem: czy na sali jest lekarz? Bo pan premier chyba go potrzebuje!
Autor: Andrzej Maciejewski
Polski polityk, politolog, samorządowiec i dziennikarz, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz