ZBRODNIE W LASYCH PIAŚNICKICH. KASZUBSKI KATYŃ. 3 listopada 1939 r w Lasach Piaśnickich koło Wejherowa niemieccy okupanci m.in. członkowie Selbstschutzu i Gestapo zamordowali co najmniej 82 osoby w ramach tzw. zbrodni pomorskiej i akcji eksterminacji polskiej inteligencji

Lasy Piaśnicy to miejsce męczeństwa przesiąknięte krwią tysięcy ofiar, kobiet, mężczyzn, dzieci i niemowląt. To krawawa historia Kaszub. Wyobrażacie sobie że w lesie w korę drzew wrośnięte są włoski i ząbki dzieci które rozbijano o drzewa?

A mordowane osoby żyły jeszcze kiedy ich zakopywano. Piaśnica i fakt dokonanej tam zbrodni, są nadal mało znane Polakom. Do dziś na Kaszubach pamiętają że w zbrodni w Piaśnicy brali udział sąsiedzi Polacy zza płotu, z przekonania hitlerowcy.

Tragedię tysięcy osób, sprawcom udało się okryć tajemnicą. Jedynie mieszkańcy Pomorza osiedleni tu od pokoleń nie zapomnieli tego, co naprawdę wydarzyło się w Piaśnicy Okazją do przypomnienia tych tragicznym wydarzeń staje się film ,,Kamerdyner”, w którym pojawia się wątek tej nazistowskiej zbrodni.

Na Pomorzu Intelligenzaktion miało najszerszy wymiar: tylko w Lasach Piaśnickich, położonych 10 km od Wejherowa, zginęło od 12 do 14 tys. ludzi. Egzekucje, których dokonywali funkcjonariusze SS i członkowie Selbstschutz,paramilitarna organizacja złożona z Niemców zamieszkujących tereny II RP, nazywane są ,,pomorskim Katyniem”, a nawet ,,Kaszubską Golgotą”.

Pomorze Gdańskie, po przejęciu tych terenów przez III Rzeszę, wróciło do dawnej, niemieckiej nazwy: Prusy Wschodnie. Z przyłączeniem Niemcy mieli własny plan wobec regionu, który utracili w 1918 roku.

Jednym z takich planów była akcja ,,Inteligencja” Intelligenzaktion, wymierzona w polską inteligencję, ale też w miejscową ludność. Cel był jeden: stłumienie jakiegokolwiek, możliwego przyszłego oporu na tych ziemiach.

Historycy szacują, że w ramach Intelligenzaktion, na terenach całej II RP, zginęło do nawet 100 tys. osób, poza Polakami, w dużej mierze Kaszubami, zgładzono mieszkańców pochodzenia polskiego z takich regionów jak Mazowsze, Wielkopolska, Śląsk, a także wokół Lublina, Krakowa czy Łodzi. Połowa z pomordowanych ginęła po deportacji do obozów koncentracyjnych.

Naziści już 2 września utworzyli obóz Stutthof w Sztutowie na Pomorzu, gdzie także trafiali aresztowani w tamtym rejonie przedstawiciele polskiej inteligencji. Zatrzymania obejmowały nauczycieli, księży, osoby z wyższym wykształceniem, działaczy politycznych i społecznych.

Wszystko wskazuje na to, że egzekucje w Lasach Piaśnickich zaczęły się w październiku 1939 r i trwały do wiosny 1940 r. Tym samym stały się one miejscem pierwszego ludobójstwa II wojny światowej.

Skazańcy byli rozstrzeliwani bronią maszynową lub też strzałami w tył głowy. Egzekucje w Piaśnicy i kilku innych miejscach miały więc podobny przebieg do tych, które sowieci przeprowadzali w Katyniu.

W Piaśnicy widać ogromną dawkę sadystycznego okrucieństwa i brutalności. Wiele ofiar nie zginęło od strzału, żyły w momencie zakopywania. Przed egzekucjami, co potwierdzają zeznania świadków oraz wyniki oględzin odnalezionych zwłok. Niemcy torturowali skazańców

Niektóre relacje mówią o bestialskim zabijaniu małych dzieci poprzez rozbijanie ich główek o pnie drzew[. W pniach drzew rosnących w pobliżu masowych grobów miano odnajdywać później dziecięce zęby i włosy.

Po zakończeniu egzekucji opróżnione samochody odwoziły do Wejherowa ubrania zamordowanych. Były one następnie przekazywane nazistowskiej opiece społecznej (Nationalsozialistische Volkswohlfahrt

Przebieg akcji eksterminacyjnej był dokumentowany przez Niemców za pomocą fotografii. Ich autorami byli zazwyczaj Georg i Waldemar Engler (ojciec i syn) – członkowie Selbstschutzu prowadzący zakład fotograficzny w Wejherowie

Skazańców, nierzadko ze związanymi rękoma, dowożono do lasu autobusami lub krytymi samochodami ciężarowymi, którym towarzyszyły motocykle i samochody osobowe przewożące eskortę oraz członków plutonu egzekucyjnego.

Teofil Mudlaff, dróżnik szosy Wejherowo-Krokowa, twierdził, że jesienią 1939 r każdego dnia obserwował konwoje wjeżdżające do lasu od strony Wejherowa lub od strony Pucka (liczące nawet do 12 samochodów).

Zazwyczaj masowe mogiły przygotowywano w lesie jeszcze przed egzekucją. Początkowo pracę tę wykonywali specjalnie zatrudnieni w tym celu niemieccy rolnicy z pobliskich wsi.

W okresie od 1 do 13 listopada 1939 przy kopaniu grobów codziennie pracowała 40-osobowa grupa Polaków – więźniów obozu dla internowanych w gdańskim Nowym Porcie. Grupę nazwano w obozie mianem „Komanda Wniebowstąpienia” niem. Himmelfahrtskommando i całkowicie odizolowano od pozostałych więźniów.

14 listopada 1939 komando nie powróciło do obozu, a samochód ciężarowy, który zwykle odwoził jego członków do pracy, przywiózł jedynie ich ubrania. Najprawdopodobniej członków „Komanda Wniebowstąpienia” rozstrzelano tego dnia w Piaśnicy

Prawdopodobnie ofiary zmuszano, aby przed śmiercią rozebrały się do bielizny Następnie w grupach po 5–6 osób prowadzono je nad krawędzie zbiorowych mogił, gdzie były mordowane strzałem w tył głowy, w pozycji stojącej lub klęczącej.

Rannych dobijał dowódca plutonu egzekucyjnego. Pozostałe ofiary zazwyczaj oczekiwały na swoją kolej w odległości ok. 200 m od miejsca egzekucji.

Według relacji jednego ze świadków miały także miejsce przypadki, gdy prowadzonych przez las skazańców rozstrzeliwano ogniem ukrytych w krzakach karabinów maszynowych. Egzekucje odbywały się zarówno w dzień, jak i w nocy w świetle reflektorów samochodowych.

Dlaczego nasza wiedza jest tak szczątkowa?

,,Ukrywaniu zbrodni doskonale sprzyjała lokalizacja. Położenie było korzystne. Bliskość Wejherowa, ale wystarczająco duży kompleks leśny, który umożliwiał trzymanie działań w tajemnicy.

Ludność też wiedziała, że nie należy się tam zapuszczać. Nie ma żadnego świadectwa, kogoś, kto by przeżył, komu udało się uciec. Dlatego przebieg egzekucji był rekonstruowany na podstawie śladów tego, co było widać na miejscu egzekucji i nielicznych szczątkach ofiar” mówi prof. Madajczyk.

Niemcy dokładali wysiłków, aby zachować w tajemnicy dokonywane w Piaśnicy zbrodnie. Rodziny zamordowanych informowano fałszywie, że ich bliscy wyjechali do Generalnego Gubernatorstwa bądź ich los nie jest znany władzom niemieckim

Teren lasów wokół Piaśnicy otoczony był zawsze licznymi posterunkami policji, które miały za zadanie zapobiec ewentualnym ucieczkom skazańców i strzec miejsca zbrodni przed niepowołanymi świadkami.

Przy wejściach do lasu ustawiono tablice z ostrzeżeniem: „kto pójdzie dalej zostanie bez ostrzeżenia rozstrzelany”.

Na czas egzekucji leśniczy Stöckel zwalniał do domów wszystkich polskich robotników leśnych Mimo to ludność polska, która obserwowała liczne transporty więźniów i słyszała dochodzące z lasu odgłosy strzałów, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co dzieje się w Piaśnicy.

Polscy robotnicy leśni znajdowali w lesie ślady grobów i przedmioty należące do ofiar. Kilku Polakom szczegóły mordu opisali sami oprawcy. Mimo grożącego niebezpieczeństwa kilka osób zdołało także przyjrzeć się egzekucjom przeprowadzanym lesie.

Jedynym naocznym świadkiem narodowości polskiej, któremu udało się po wojnie złożyć zeznanie nt. ludobójstwa w Piaśnicy, była Elżbieta Ellwart.

Jesienią 1939 trafiła ona przypadkiem na miejsce kaźni, gdzie była świadkiem bestialskiego mordowania dzieci przez esesmanów oraz widziała zwłoki ks. Bolesława Witkowskiego proboszcza parafii w Mechowie, dziekana puckiego ubrane w szaty liturgiczne i powieszone na jednym z drzew.

Ponadto polscy pracownicy zakładu Englerów zdołali wykraść kilka odbitek zdjęć wykonanych w Piaśnicy

Same mordy przeprowadzano z niezwykłą wręcz brutalnością. Wskazuje na to przebieg zrekonstruowany przez naukowców na podstawie niewielkiej części ofiar, których szczątki udało się znaleźć. W Katyniu strzelano w tył głowy, na zimno, spokojnie.

Jakkolwiek to zabrzmi, w Katyniu mordowali zawodowcy. Ich celem był cichy transport na miejsce egzekucji, strzał w tył głowy i zakopanie ofiar. Na Pomorzu najbardziej aktywny był zaś paramilitarny Selbstchutz, który liczył na ziemiach polskich kilkadziesiąt tysięcy członków.
.

ZACIERANIE ŚLADÓW ZBRODNI

W sierpniu 1944 r Niemcy zaczęli akcję zacierania śladów zbrodni. Posłużyli im do tego więźniowie z KL Stutthof, którzy rozkopywali masowe groby, a później palili odnalezione ciała.

Szczątków większości ofiar po prostu już nie ma. Odkryto jedynie 2 masowe groby, które nie zostały w ten sposób zniszczone.

Piaśnica stanowi największe, po KL Stutthof, miejsce kaźni ludności polskiej na Pomorzu w okresie II wojny światowej.

Mimo tego, że zaginęła znacząca część dokumentów na temat ogromu zbrodni, odnaleziono raporty z kolejnych dni, w których opisywano dokładnie, co działo się w piaśnickich lasach. Jeden z nich pochodzi z listopada 1939 roku.

11 listopada to dzień Święta Niepodległości, jednak na Pomorzu ma on też inny, o wiele smutniejszy wymiar. Zachowało się raporty z tego dnia 1939 r, gdy nad dołami w Piaśnicy zamordowano, strzałem w tył głowy, 314 Polaków, głównie z Gdyni.

11 listopada 1939 r. rozstrzelano ich w Lasach Piaśnickich w grupie 314 wybitnych mieszkańców Wybrzeża Gdańskiego.

,,Wśród ofiar było ok. 150 gdynian i 20 funkcjonariuszy gdyńskiej policji dotąd przetrzymywanych w puckim więzieniu” tak opisywała to Elżbieta Grot, kierownik Działu Naukowego przy Muzeum Stutthof.

Grot wskazywała też, w gronie zamordowanych byli ludzie, których dwukrotnie aresztowano. Najpierw, by stali się zakładnikami, a po wypuszczeniu ich 2 października zostali ponownie aresztowani ,,z przyczyn politycznych”. Później zostali rozstrzelani w Piaśnicy.
.

TRUDNA HISTORIA KASZUB

Mówiąc o Piaśnicy, nie sposób nie wspomnieć o powojennych rozliczeiach między mieszkańcami Kaszub. W czasie II wojny światowej wszyscy ci, którzy w jakikolwiek sposób byli związani z polskością i czuli tożsamość narodową, przeznaczeni byli do eliminacji.

Pozostali, czyli ci, którzy jeszcze w 1918 r byli obywatelami Niemiec, mieli zostać wpisani na volkslistę, co oznacza służbę w Wermachcie. Cała polityka prowadzona na ziemiach kaszubskich była ogromnym ciężarem i wracała po latach jak bumerang.

Długo po wojnie odbiłaja się ona echem. Argument ,,dziadka w Wermachcie” pojawia się i we współczesnej Polsce.

Historię Kaszub, zbrodnię w Piaśnicy i skomplikowaną relację między Polakami i Niemcami na tym terenie przypomniał niedawno Filip Bajon w filmie ,,Kamerdyner”.

Powstała też powieść o takim samym tytule, wydana przez wydawnictwo Agora. Jest szansa, że zapomniana historia stanie się wiedzą powszechną, tkwiącą w świadomości młodszej części społeczeństwa.

Polacy aresztowani w pierwszych dniach i miesiącach okupacji hitlerowskiej, byli mordowani w okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. w masowych egzekucjach w Piaśnicy, Szpęgawsku, Barbarce, w lasach koło Torunia, Chojnicach, Rudzkim Moście, Starogardzie, Skórczu, Koronowie, Karolewie, Kokoszkowych, Leśnej Jani, Grupie i w wielu innych miejscach.

Niestety do dnia dzisiejszego nie zostały rozpoznane wszystkie miejsca zbiorowych egzekucji na Pomorzu. Nie zidentyfikowano też i nie sporządzono pełnych list ofiar.
.

ZAMORDOWANI W PIAŚNICY PRZEDSTAWICIELE ELIT:

Działacze polityczni i społeczni

Urzędnicy i pracownicy aparatu państwowego

Działacze polonijni z Wolnego Miasta Gdańska

Nauczyciele

Duchowni katoliccy

Ekonomiści i przedsiębiorcy.

Prawnicy

Intelektualiści, dziennikarze i artyści

Lekarze

Marynarze i żołnierze WP
.

SPRAWCY ZBRODNI.

Zbrodni w Piaśnicy dokonano zasadniczo rękami:

funkcjonariuszy Einsatzkommando 16 (EK 16) specjalnej grupy operacyjnej niemieckiej policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa (Einsatzgruppen), którą kierował szef gdańskiego Gestapo, SS-Obersturmbannführer dr Rudolf Tröger.

Szczególną rolę w akcji eksterminacyjnej odgrywał wieloletni pracownik gdańskiej policji kryminalnej SS-Hauptsturmführer Friedrich Class, który stał na czele ekspozytury EK 16 w Gdyni. To on, przez postawienie parafki „CL+” przy nazwisku, zatwierdzał wyroki śmierci dla polskich więźniów politycznych

Classowi formalnie podlegała placówka Gestapo w Wejherowie W akcji eksterminacyjnej brał również prezydent gdyńskiej policji SS-Brigadeführer Christoph Diehm oraz zastępca Classa, SS-Hauptsturmführer Franz Köpke. Ten ostatni odpowiadał m.in. za transport skazańców do lasów piaśnickich

Niżsi rangą funkcjonariusze EK 16 prowadzili połączone z torturami „selekcje” w wejherowskim więzieniu, a także – według relacji świadków – nadzorowali transporty ofiar przywożonych z Rzeszy. członków specjalnego oddziału SS Wachsturmbann „Eimann” pod dowództwem SS-Sturmbannführera Kurta Eimanna, który sformowano na bazie gdańskiego SS-Standarte 36.

W masowych mordach w Piaśnicy brały udział 2 z 5 pododdziałów tej jednostki. Ich skład osobowy pozostaje nieznany. Niemców z okolic Wejherowa, członków paramilitarnego Selbstschutzu, którego powiatowym dowódcą był Hans Söhn (kierował on jednocześnie miejscową placówką Gestapo.

Bojówki z terenów powiatu morskiego podlegały organizacyjnie V inspektoratowi Selbstschutzu z siedzibą w Starogardzie Gdańskim.

Pod koniec swojego istnienia wejherowski Selbstschutz liczył ok. 90 członków. Niektórzy z nich przeszli przed wojną przeszkolenie w Wolnym Mieście Gdańsku Oddziały Selbstschutzu uczestniczyły w ludobójstwie w Piaśnicy od końca października do końca listopada 1939 do momentu oficjalnego rozwiązania tej formacji.

Zabezpieczeniem miejsca egzekucji zajmowali się funkcjonariusze żandarmerii z posterunku w Wejherowie, którymi dowodził kapitan policji Carl Lassen.

Aktywny udział w akcji eksterminacyjnej, w charakterze tzw. doradców politycznych, brali również: Heinz Lorentz – okupacyjny starosta powiatu morskiego (landrat), a zarazem kierownik powiatowych struktur NSDAP (kreisleiter); Gustaw Bamberger okupacyjny wiceburmistrz Wejherowa, sekretarz miejscowego Landbundu; Friedrich Freimann – okupacyjny burmistrz Pucka.

Sztab kierujący akcją ludobójstwa działał w zarekwirowanej wilii dra Franciszka Panka przy ul. Krokowskiej 6 w Wejherowie (obecnie ul. Ofiar Piaśnicy), gdzie miały swoją siedzibę lokalna placówka Gestapo oraz sztab powiatowego Selbstchutzu. Gromadzono tam także ubrania i bagaże należące do zamordowanych.