Tak mawiał mój śp. Tato. I jest w tym powiedzeniu głęboka mądrość, bo po co odnawiać zabliźnione już rany, pamiętać to co było dla nas przeżyciem tak traumatycznym, że nie chcemy o nim pamiętać.

Cudownie rozwinęła tę myśl #OlgaTokarczuk w swej najnowszej książce „Świata jest za dużo”.

Przywołuje postać tajemniczego Barucha Barocco, mincerza, znawcy Tory i Kabały, trochę szalonego dla gminy żydowskiej w ówczesnym Breslau dziś Wrocławiu.

Otóż on uważał, że ludzie byliby szczęśliwsi gdyby nie patrzeli wstecz, ale do przodu, w przyszłość.
Bo ludzie cierpią z powodu wydarzeń, zła które ich spotkało.

Choć z drugiej strony, bez owej pamięci nie byliby sobą, nie mogliby żyć.
Dlatego nazywa ją „parszywym skarbem”.
I ten „skarb” potwornie boli ilekroć go dotykasz, wydobywasz na światło dnia.
„Świata jest za dużo, żeby go pomieścić w małej ludzkiej głowie”.

Człowiek traktuje ten „skarb” na wiele, różnych sposobów.
Wypiera go, zbywa, bagatelizuje, racjonalizuje albo kieruje się ku innym sprawom.

Musi jednak z nim żyć, ale by było to życie w miarę szczęśliwe, by nie umierać każdego dnia, kiedy okruch tego „skarbu” rozsadza komórki naszego mózgu.

„Po co tyle wysiłku, żeby pamiętać? Tyle cierpienia, żeby utrzymać tę zatrutą substancję pamięci, w materii swojego mózgu, od której zaczyna gnić. Pamięć to trucizna”.
Pamięć rzeczy złych, oczywiście.

Zbliżając się do 70 coraz częściej ćwiczę w sobie umiejętność zapominania.

O ludziach, którzy mnie zranili, zawiedli albo oszukali.

O wydarzeniach, które przeorały mnie tak głęboko, że rany, które mi zadały, jeszcze się zabliźniają.

„Otrząśniemy się z tego jak mokre psy i staniemy na baczność do nowego życia”.

#pamięć #Parszywyskarb #Niepamięć #cierpienie #światajestzadużo