Próbuję sobie przypomnieć chwilę, w której czytałem, zapoznawałem się z Konstytucją. Począwszy od Ustawy Rządowej 3 Maja, z której właściwie niczego nie zapamiętałem. Nie dlatego, że była nieważna, lecz dlatego, że podczas kolejnych uroczystości, w których uczestniczyłem, przemówień zwyczajnie nie percepowałem. Stałem bowiem z urzędowego obowiązku przed pomnikiem Wolności, przenicowanym z dawnego monumentu wdzięczności Armii Czerwonej, i nie docierało do mnie, co miejscowi notable na temat tej Konstytucji mówili. A mówili co roku przez dwadzieścia lat dokładnie to samo.

Za komuny nie wiedziałem absolutnie nic o przysługujących mi prawach konstytucyjnych. Było przecież oczywiste, że nikt, gdyby przyszło co do czego, głowy sobie tymi prawami zawracać nie będzie.

Nie pamiętam też, czy uczestniczyłem w referendum konstytucyjnym. Chyba nie. Byłem wówczas obrażony na naród, który wybrał młodego komucha na prezydenta.

Teraz, w wieku osiemdziesięciu trzech lat z okładem, nadrabiam te zaniedbania i muszę przyznać, że sprawia mi sporą frajdę słuchanie konstytucyjnych wywodów każdej ze stron konstytucyjnego sporu. Zwłaszcza owego żonglowania artykułami Konstytucji dla uzasadnienia działań, które dla wielu wydają się z Konstytucją pozostawać w dosyć luźnym związku. A już szczególnie wtedy, gdy do tej dyskusji wprowadza się tysiąc, a może nawet dwa tysiące policjantów w bojowym rynsztunku.

Myślę o tym przez sześćdziesiąt minut, pływając. I rodzi się we mnie, a może nie rodzi, lecz zostaje zapłodniony pewien cel: pożyć jeszcze przynajmniej rok.

Dotąd bowiem wegetowałem właściwie z dnia na dzień. Ot, żeby minął kolejny dzień. Da capo. I tak aż do końca. Bo przecież wszystko, co miałem zrobić i mogłem zrobić, już zrobiłem.

Wczoraj najmłodszy z naszych wnuków uroczyście składał przyrzeczenie lekarskie. Został lekarzem stomatologiem. Tym samym zakończył się nasz wieloletni proces kibicowania progeniturze w zdobywaniu wykształcenia. Cała szóstka posiada dziś wysokie kwalifikacje zawodowe. Wygrali ten mecz. My biliśmy im brawo. Rodzą się prawnuczęta. Można więc było uznać, że spokojnie można umierać.

Jednak ostatnie wydarzenia, Państwo doskonale wiedzą, o czym mówię, wzbudziły we mnie nieoczekiwany apetyt na życie. Chciałbym doczekać chwili, gdy ci, którzy mają nieustannie na ustach frazesy o praworządności, a jednocześnie coraz mniej starają się ukrywać jej gwałcenie, zostaną w sposób całkowicie zgodny z prawem i konstytucją odsunięci od dowodzenia tysiącami policjantów w bojowych rynsztunkach.

O nic więcej, Panie Boże, nie proszę.