Nie czekały, aż ktoś przyniesie im wolną Polskę. Same o nią walczyły.
Nie miały jednego frontu, jednego munduru ani jednej drogi do niepodległości. Jedne przenosiły broń i meldunki, inne prowadziły wywiad, organizowały konspiracyjne struktury, opatrywały rannych i wspierały walczących. Były też takie, które zdecydowały się założyć męski mundur, bo tylko w ten sposób mogły dostać się do wojska. Niektóre zapłaciły za swoją decyzję najwyższą cenę. Inne przez całe życie nie przestały służyć Polsce.

Kiedy zaczęłam przyglądać się historii kobiet, które walczyły o odzyskanie polskiej niepodległości, uderzyło mnie jedno, jak wiele z tych nazwisk znamy, a jak niewiele wiemy o ich prawdziwych losach. Często kojarzymy je z nazwiskiem męża, funkcją społeczną albo krótką wzmianką w podręczniku. Tymczasem za każdym z tych nazwisk kryje się osobna historia odwagi, determinacji i wyborów, które niejednokrotnie wymagały więcej niż patriotycznych deklaracji. Bo polska niepodległość nie była wyłącznie historią Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego czy generałów walczących o granice odradzającego się państwa. Była również historią kobiet, które nie zgodziły się na rolę biernych obserwatorek i właśnie o nich chciałabym opowiedzieć.

Wanda Gertz – kiedy kobieta musiała zostać Kazimierzem.
Jest w tej historii postać, przy której trudno nie zadać sobie pytania: jak bardzo trzeba było pragnąć służby dla Polski, żeby zdecydować się na taki krok? Wanda Gertz urodziła się w Warszawie w 1896 roku, od młodości interesowała się wojskowością i marzyła o służbie żołnierskiej. Problem polegał na tym, że ówczesne zasady nie dawały kobietom takich samych możliwości wstępowania do formacji wojskowych jak mężczyznom. Nie zrezygnowała, przyjęła męską tożsamość i jako Kazimierz Żuchowicz wstąpiła do Legionów Polskich. Służyła w artylerii, uczyła się obsługi dział, wykonywała obowiązki żołnierskie i brała udział w działaniach wojennych.
Przez pewien czas jej prawdziwa tożsamość pozostawała tajemnicą. Wyobrażam sobie, ile odwagi wymagało codzienne funkcjonowanie w takich warunkach. Mundur, koszary, służba, obowiązki i konieczność pilnowania, by nikt nie odkrył prawdy. Nie była to historia z filmu przygodowego, była to rzeczywistość kobiety, która chciała walczyć o kraj i nie zamierzała przyjmować odmowy. Wanda Gertz nie zakończyła swojej drogi wraz z odzyskaniem niepodległości. W kolejnych latach nadal służyła Polsce, a podczas II wojny światowej organizowała kobiecy oddział dywersyjny „Dysk” Armii Krajowej. Jej biografia pokazuje niezwykłą ciągłość służby. Dla niej wolność Polski nie była jednorazowym wydarzeniem, ale zobowiązaniem na całe życie.

Lwów 1918 – kobiety również stanęły do obrony miasta.
Kiedy 1 listopada 1918 roku rozpoczęły się walki o Lwów, sytuacja była dramatyczna. Odrodzona Polska nie miała jeszcze ustalonych granic, a o przynależność miasta toczył się zbrojny konflikt polsko-ukraiński. Do walk włączyli się mieszkańcy, wśród nich były również kobiety. Nie ograniczały się do przygotowywania posiłków i opatrywania rannych. Przenosiły meldunki, pełniły służbę wartowniczą, zajmowały się rozpoznaniem, a część z nich uczestniczyła bezpośrednio w działaniach bojowych. Według materiałów edukacyjnych Instytutu Pamięci Narodowej w walkach o Lwów uczestniczyło około 400 kobiet.
Jedną z najważniejszych postaci tego środowiska była Aleksandra Zagórska. Jej życiorys nie zaczynał się w listopadzie 1918 roku. Już wcześniej działała w Organizacji Bojowej PPS, zajmowała się produkcją materiałów wybuchowych, przewoziła broń i materiały konspiracyjne. Znała realia walki podziemnej, jej doświadczenie okazało się niezwykle potrzebne.

Aleksandra Zagórska – kobieta, która zorganizowała żołnierki.
W grudniu 1918 roku we Lwowie powstała Ochotnicza Legia Kobiet. Jej organizatorką i komendantką została Aleksandra Zagórska. Początkowo kobieca formacja zajmowała się przede wszystkim służbą kurierską, wywiadowczą, sanitarną i pomocniczą. Szybko jednak okazało się, że kobiety są potrzebne również w bardziej bezpośredniej służbie wojskowej.
Legia przestała być jedynie odpowiedzią na chwilowe potrzeby obrony miasta, zaczęła tworzyć zorganizowaną formację wojskową. Jej członkinie nosiły mundury, przechodziły szkolenie, pełniły służbę wartowniczą i uczestniczyły w działaniach związanych z obroną polskich miast. Aleksandra Zagórska miała również osobisty powód, by pamiętać o walkach we Lwowie. Jej syn, Jurek Bitschan, zginął 21 listopada 1918 roku podczas obrony miasta, miał zaledwie 14 lat. To jeden z tych momentów historii, przy których trudno pozostać obojętnym. Matka zaangażowana w walkę o niepodległość. Syn, który również poszedł bronić Lwowa. Oboje związani z wydarzeniami, które na zawsze zmieniły losy rodziny. Nie chcę dopisywać do tej historii emocji, których nie ma w źródłach. Same fakty wystarczą. Zagórska nie wycofała się z działalności. W czasie wojny polsko-bolszewickiej nadal organizowała służbę kobiet i kierowała ich zaangażowaniem w obronę państwa.

Ochotnicza Legia Kobiet – to nie była symboliczna służba.
Kiedy ogląda się archiwalne fotografie członkiń Ochotniczej Legii Kobiet, uwagę zwracają mundury, karabiny i zdecydowane twarze młodych kobiet.
Nie są to zdjęcia przedstawiające wyłącznie patriotyczną manifestację, za tymi fotografiami stała rzeczywista służba. W czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku kobiety z Legii wykonywały zadania wartownicze, patrolowe i pomocnicze, a w niektórych sytuacjach uczestniczyły również w działaniach bojowych. Według opracowań IPN liczebność formacji w czasie wojny z bolszewikami wzrosła do około 2500 żołnierek. Wśród kobiet służących w tej formacji była również Wanda Gertz, która po doświadczeniach legionowych kontynuowała wojskową drogę. Dzisiaj może wydawać się oczywiste, że kobieta może służyć w wojsku. W tamtych czasach trzeba było jednak przełamywać nie tylko ograniczenia formalne, ale również społeczne uprzedzenia. Kobiety musiały udowadniać, że potrafią wykonywać zadania wojsko, zachować dyscyplinę i ponosić odpowiedzialność za innych. Ochotnicza Legia Kobiet była jednym z najważniejszych dowodów, że niepodległość Polski miała również kobiecy wymiar militarny.

Niepodległość miała wiele kobiecych twarzy

Kiedy wracam do tych biografii, widzę coś więcej niż zbiór nazwisk i dat.
Widzę Wandę Gertz, która musiała przyjąć męską tożsamość, żeby móc służyć w Legionach, Aleksandrę Zagórską, która organizowała kobiece oddziały wojskowe, a jednocześnie przeżyła osobistą tragedię utraty syna podczas obrony Lwowa. Myślę, że właśnie dlatego warto do tych historii wracać, chodzi o pokazanie pełnej historii, bo przecież za każdą wojskową operacją, za każdym meldunkiem, za każdą decyzją polityczną i społeczną stał człowiek. Kobieta, która miała rodzinę, własne życie, marzenia i plany, a mimo to potrafiła zaryzykować wszystko. Nie wszystkie doczekały wolnej Polski, nie wszystkie zostały uhonorowane. Niektóre przez długie lata pozostawały na marginesie oficjalnej pamięci, dlatego warto przypominać ich nazwiska.
Polska nie odzyskała niepodległości wyłącznie dzięki tym, którzy dowodzili armiami. Odzyskała ją również dzięki kobietom, które nie bały się stanąć do walki, kiedy ojczyzna ich potrzebowała. Można zapomnieć o wielu datach, można nie pamiętać wszystkich nazwisk, ale nie powinniśmy zapominać, że polska wolność miała również kobiecą twarz i właśnie tę część naszej historii warto opowiadać dalej.

Agnieszka Liburska
LIBURSKY PRODUCTION
foto: IPN