Zawiercie. Rok 1968. Jestem w siódmej klasie. Wszyscy uczniowie i grono zebrali się na placu przed Szkołą Podstawową nr 2. Kiedyś największa szkoła w Zagłębiu, lokalizacja była dzielnica cudów. Wyznaczono mnie do recytacji wiersza Jesień.

Coś tam szeptałem pod nosem i modliłem się, żeby był już koniec. – Fajnie gadałeś, ale nikt nie wiedział co. Trzeba było głośniej, taka recenzje dostałem. No tak, wtedy nie miałem ani odwagi, ani mikrofonu.
Po maturze rok 1974 zostałem kierownikiem radiowęzła w zawierciańskiej ŚP Bawełnie czyli ZZPB.
Tu już studio i mikrofon były prawdziwe. Szalałem więc, łatwiej było jak się słuchaczy nie widzi. Leciały więc takie teksty jak – Zapraszamy do konkursu Dlaczego kochamy Kraj Rad, zapisy na kartofle i cebulę prowadzi Rada Zakładowa, dla Pani Jasi z działu kadr nadajemy piosenkę Słodka dziewczęca miłość.
I głośniki na placu oraz w biurach ryczały. Zaraz potem, to już na studiach przebrany za robotnika opowiadałem świńskie dowcipy o Chińczykach w klubie Straszny Dwór (Ligota). Odwagę do wystąpienia podsycały wypite wcześniej dwa wina J 23. Podobnie było z recytowaniem wierszy w tym samym miejscu…
Skracam. Jest rok 1986. Sala Teatru Rozrywki w Chorzowie. Jubileusz gazety Goniec Górnośląski. Sala pełna. W części artystycznej Andrzej Rosiewicz. Prowadzimy imprezę ze ŚP Redaktor Elą Kazibut – Twórz. Podobno wyglądaliśmy elegancko. Trudno zliczyć te wszystkie eventy. Ponieważ pensja dziennikarska ciągle była za chuda prowadziłem też chałtury typu lokal w festyny okraszone muzyką. Lata późnego PRL i próg już tego wieku. To już w Katowicach.
Byłem też rezerwowym w Klubie Masztalskiego…
Przełamalem się chociaż trudno. Trudno się wyzbyć tremy i lękiem przed tym, że Cię wyśmieją, że nikt nie będzie Cię słuchał. Był też abstynencki teatr z Szopienic. Przeważnie obsadzano mnie w roli GOROLA, czyli obcego…
Dojdę może jednak do tego co ostatnio. Bodajże dwa lata temu do naszej będzińskiej wsi przyjechała aktorka Jolanta Fraszyńska. Na sali w Rogoźniku 300 osob. Mówiła o swoich trudnych relacjach w rodzinie. Poprosiłem o głos – powiedziałem o tym, że jestem DDA, czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika i kiedy przestałem pić zacząłem Nowe Życie.
Zapadła cisza po czym dostałem brawa. Pani Jolanta podziękowała mi za to świadectwo… Nie wstydźmy się przemawiać publiczną, ale na litość boską niech to czemuś służy. No i miejmy coś do powiedzenia. Pozdrawiam.
Zbigniew Zew Wieczorek
Redaktor senior 🙂