Nie wiecie dlaczego Białorusini wychodzą na ulice, dlaczego doprowadzeni są naprawdę do ostateczności rządami Łukaszenki? Dam wam tylko jeden przykład, jeden z wielu – bezmiar covidowego kłamstwa, nie porównywalny z niczym innym, z czym można się spotkać w Europie (niezależnie od rodzaju prowadzonej w sprawie covidu polityki).
Ojciec mojego przyjaciela i zastępcy, poważnie chory, 86 letni, po operacji w szpitalu dostał gorączki – lekarka, która przybyła ubrana w kosmiczny strój, postawiła diagnozę – zapalenie płuc. Testu na covid nikt takim staruszkom nie robi. Syn chciał zapłacić, by zrobić test choć odpłatnie – niestety nie daje się tego zrobić, bo trzeba by było w tym celu zawieźć samemu, niechodzącego ojca do państwowej przychodni i stanąć tam z nim w kolejce. Potem okazało się, że wysoką gorączke ma też zajmująca się ojcem siostra (jej testu także nie zrobiono, a ona sama już na to machnęła ręką odsiedziawszy wiele godzin w przychodni, bo jeśli nawet zrobią, to co to da…) i 91 letnia ciotka, u której w domu przebywa.
Nie wiadomo właściwie co robić. Bezradność, desperacja i zimna wściekłość…
A to znów inna wiadomość, od innego kolegi z Bialorusi: „u mnie na wsi sąsiedzi, jeden płot mamy, 6 osob chorych i to ciężko. Ojciec mój pierwszy kontakt na pracy, czekamy na wyniki testów. Ciotka moja, rodziny jej dwóch córek, ponad 10 osob razem, jeszcze choruja. Nie wiem jak nas na razie minęła ta cholera ”
Pracownikom białoruskiej służby zdrowia testów praktycznie się nie robi, o ile koledzy, jakoś nie przepchną „bokiem” – skoro się zarazili – ich wina – widać byli nieostrożni. A jeśli w końcu, po zbadaniu, okazuje się, że mają coronavirus, ale przechodza infekcję bezobjawowo – nadal chodzą do pracy, bo lekarzy i felczerów brakuje.
Białorusini – wpadli w tę zarazę wśród wygłaszanych przez prezydenta bredni o tym, że coronawirusa przecież nie widać, więc go nie ma, potem rad by leczyć się wiejskim świeżym powietrzem, wódką i pracą na traktorze, a na koniec opowieści, że on też przechorował coronavirus, ale bezobiawowo.
Obywatelu – masz problem – radź sobie sam…
Społeczność międzynarodowa – mamiona jest kompletnie abstrakcyjnymi statystykami zachorowań (choć każde dziecko na Białorusi, już teraz wie, że znaczącej części pleniacego sie wokół zapalenia płuc, w ogóle się nie bada na coronavirus) i jeszcze bardziej odlotową statystyką zgonów, których oficjalnie jest znacznie mniej niż w sąsiedniej Polsce, choć zachorowań (nawet tych oficjalnie podawanych) – więcej.
Nawet największa cierpliwość ma swoje granice i nawet największa potulność kiedyś się kończy. Covid był tą ostatnia kroplą, która przelała czarę goryczy ludzi, którzy w jeszcze większym stopniu niż dotychczas, poczuli się traktowani, jak bezwolna mierzwa, pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia i wszelkiej godności. I takie właśnie są, między innymi, przyczyny obecnych protestów na Białorusi.
Fot. belsat.eu
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
Zostaw komentarz