Rząd musi powiedzieć Polakom prawdę. – „Mamy do czynienia od pewnego czasu z zakażeniami rozproszonymi już w całej populacji. Wydaje mi się, że wzrost zakażonych na Covid-19 w związku z dopuszczeniem do diagnostygi testów atygenowych (szybkich testów tzw. paskowych – przyp. red.) może być nawet dwukrotny, przyrost może wynieść nawet około 40-50 tysięcy osób” – mówił w TVN24 doktor habilitowany nauk medycznych Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Minister Niedzielski zapowiedział w piątek, że testy antygenowe będą taką samą podstawą do stwierdzenia zakażenia, jak testy PCR. Jak przypomniał, „do tej pory zawsze, nawet po zastosowaniu testu antygenowego, należało wykonać i tak test PCR-owy potwierdzający”. – „Zmieniamy w ten sposób definicję przypadku. Teraz już nie tylko test PCR-owy, ale i objawy, i test antygenowy będą dowodziły, że osoba jest chora na koronawirusa i nie potrzebuje potwierdzenia” – tłumaczył Minister Zdrowia.

Rząd zmienia sposób raportowania zarazy w Polsce. – „A za 2 tygodnie, gdy druga fala pandemii będzie szła zgodnie ze swoimi prawami natury w górę – rząd ustami MZ będzie nam wmawiać, że to wina protestujących, bo przecież kazali zamknąć teraz cmentarze!” – podkreślają lekarze z Porozumenia Chirurgów Skalpel.

Władza już nawet nie czeka, bo oni już znalaźli „winnych”. – „Prosto z dyżuru, na którym są chorzy Covid-19 w ciężkim stanie, zadaję pytanie jako lekarz, nie polityk: czy organizatorzy, uczestnicy i ci którzy zachęcają do protestów Strajk Kobiet, zdają sobie sprawę, że wydają wyrok śmierci na tysiące niewinnych ludzi?” – pyta Stanisław Karczewski, były Marszałek Senatu z PiS.

Stosowanie półśrodków nic nie daje! – „Po co było drażnić ludzi i wyprowadzać ludzi na ulice w tak krytycznym momencie? A teraz pozamykaliście cmentarze, żeby wszystko zgonić na uczestników manifestacji! To wy ponosicie odpowiedzialność za brak przygotowania kraju do drugiej fali Covid i nic tego nie zmieni” – piszę lekarze z Porozumienie Chirurgów Skalpel.

Zgadza się z tym lekarz wirusolog i twierdzi, że „może być duży problem” z zauważeniem efektów wprowadzonych obostrzeń. – „Mamy w tej chwili do czynienia od pewnego czasu z zakażeniami rozproszonymi już w całej populacji. O ile było w pewnym momencie łatwo zidentyfikować ogniska epidemiczne, były to chociażby akurat wesela, były to czasem restauracje, czasem akurat były to szkoły, to w tej chwili jest tak, że najprawdopodobniej koronawirus występuje i zakaża w całej populacji polskiej i z tego tytułu powstrzymanie go może być bardzo, bardzo trudne” – wyjaśnia Dzieciątkowski.

W diagnozowaniu tej choroby musimy być bardzo uważni, bo objawy, które powinny nas zaniepokoić, stwierdził, że się zmieniają. – „Długi czas mówiło się, że taka triada typowa objawów dla COVID-19 to jest gorączka powyżej 38 stopni, suchy, nieefektywny kaszel, uczucie duszności. Później zaczęły się pojawiać, aczkolwiek nie są one tak częste, żeby można było tutaj mówić o jednoznacznym objawie, zaburzenia ze strony węchu i smaku, czyli takie zaburzenia neurologiczne. Również od pewnego czasu pacjenci zakażeni nowym koronawirusem raportują na przykład piorunujące, porażające bóle głowy czy też bóle mięśni i stawów” – wyliczał lekarz wirusolog dr. hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski.