Tkwimy w epistemologicznym koszmarze. Barak Obama ma rację: demokracja nie przetrwa w świecie, w którym dżentelmeni kłócą się o fakty, gdzie najstraszliwsze brednie wygrywają rywalizację z twardą, weryfikowalną wiedzą o umysły i serca obywateli a instytucje, które tworzą fundamenty społeczeństwa, tracą elementarną wiarygodność. Więcej – cywilizacja, taka jaką znamy dziś, tego nie przetrwa.
Straciliśmy zdolność ustalania w sposób wiążący czegokolwiek, co może mieć znaczenie, każdy i każda może wierzyć w co sobie życzy – i zostanie w tej wierze utwierdzony i utwierdzona przez legion innych.
Donald Trump wygrał reelekcję. Covid-19 to ściema. W Smoleńsku był zamach. Brexit sprawi, że Stara Dobra Anglia wróci. Nie przeceniajmy w Polsce znaczenia pieniędzy z UE. PiS stara się przywrócić uczciwość sędziów. Firmy farmaceutyczne szpikują niemowlaki rtęcią. Czarzasty bije policjantów. Polskość i katolicyzm to jedno. Pojedyncza czerwona błyskawica to symbol zbrodniczych formacji Trzeciej Rzeszy a protesty kobiet to forpoczta cywilizacji śmierci. Niemcy i Żydzi chcą zniszczyć Polskę, itd, itp – łańcuch bredni ciągnie się w nieskończoność.
Zawsze tak było, że jakaś cześć społeczeństwa wierzyła propagandzie czy w absurdalne pseudo-fakty i teorie spiskowe. Tylko że teraz, „media społecznościowe”pozwalają im się utwierdzać w tych przekonaniach i policzyć. Zachęta sprawia, że Ich szeregi rosną. I wylali się z niszy; dziś trudno powiedzieć, kto ma większość w polskim społeczeństwie, na przykład. Sądząc po wyniku wyborów, raczej nie my. Jako kraj, razem z wieloma innymi kroczyliśmy w 21-wieczny odpowiednik mroku średniowiecza.
Nałożyłem cudzysłów na te „media,” bo jako ktoś kto spędził ponad 40 lat w zawodzie dziennikarza uważam, że nie wolno wrzucać „starych” i „nowych” mediów do jednego worka. Tradycyjne ponoszą odpowiedzialność za słowo, za informacje, które rozpowszechniają. I mogę Was zapewnić, że również w Polsce była to odpowiedzialność całkiem realna – można było beknąć przed sądem i wylecieć z zawodu ze zrujnowaną reputacją, jeśli ktoś coś grubo skrewił. Jasne, system nie zawsze funkcjonował idealnie, ale jako zróżnicowana, wielogłosowa całość (a marketplace of ideas) działał wystarczająco dobrze.
Dziś, media tradycyjne zostały zmarginalizowane – aczkolwiek różnie to wyglada w rożnych krajach – zbiedniały i dramatycznie straciły na znaczeniu. Bajecznie bogate korporacje, internetowe giganty które zajęły miejsce dawnych wydawców, skutecznie uchylają się od odpowiedzialności za to, co rozpowszechnia FB, Twitter, Instagram i dziesiątki podobnych mediów.
W rezultacie, politycy wyzwolili się spod kontroli. Nie ma już opinii publicznej (jest kolekcja „bąbli”), a redaktorzy, którzy starym zwyczajem weryfikują opowieści polityków odkrywają, że mało kogo obchodzą wyniki ich często żmudnych dochodzeń i „fact checking.” Uzbrojeni w nowe narzędzia, które pozwalają im bezpośrednio docierać do swoich zwolenników, politycy bez przeszkód snują coraz bardziej bezczelne, kłamliwe i krótkowzroczne narracje.
W rezultacie, system demokracji, rządów prawa, a nawet zarządzania tak elementarnymi systemami publicznymi jak szkoły, szpitale czy policja, rozpada się na naszych oczach. W natłoku sprzecznych opinii i sporów, które stały się nierozstrzygalne, pękają więzi społeczne.
Za następnym zakrętem, obawiam się, może być kryzys cywilizacji.
Jeśli załamie się kruchy, cienki lód, po którym stąpamy, pierwszym efektem katastrofy cywilizacji będzie przemoc – nie tylko państwa przeciw państwu, ale zwykła, bliska, międzyludzka. Przemoc sąsiadów przeciwko sąsiadom, swoich przeciw obcym, silniejszych przeciw słabszym. Wtedy mężczyźni zabijają się nawzajem i gwałcą kobiety, wszyscy rabują i dręczą się w sadystyczny sposób. (Hobbesowska wojna „wszystkich z wszystkimi” miała miejsce tyle razy w ludzkiej historii, że aż głupio o tym przypominać, zwłaszcza w Polsce, gdzie toczyła się tak niedawno, w połowie 20 wieku).
Dopiero po długim czasie z krwawego chaosu zaczyna wyłaniać się nowy, okrutny, ale jakiś tam porządek gdy ktoś silnoręki zdobywa kontrolę i historia ponownie zaczyna swoją mozolną ewolucję.
Ktoś wydmie wargi i powie, zbyt daleko idące wnioski wyciągasz, durny Ziomecki, z prostego faktu upadku tradycyjnej prasy; upłynęło ci w niej życie, więc wyolbrzymiasz znaczenie tego epizodu. Ja jednak wiem swoje. Epistemologiczne katastrofy prowadzą do częstszych i grubszych historycznych nieszczęść niż problemy, które mają swoje korzenie w pozostałych głównych działach zachodniej filozofii: etyce, logice i metafizyce.
Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 do 2018 roku na antenie Polsat News 2 prowadził program publicystyczny „Prawy do lewego, lewy do prawego”. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.
Nic dodać nic ująć!