Dziś 28. Zatem jakieś tam ponoć wchodzą nowe „obostrzenia sanitarne”. Nowy poziom „narodowej kwarantanny” (jak ja kocham tę idiotyczną „plandemiczną” nowomowę). W zasadzie to już można by się nie zorientować. Co chwilę coś władze zamykają, to znów otwierają, zaraz ponownie zamykają; czasem coś jednego zostawią otwarte, coś innego zamkną, według klucza raczej mało mającego z logiką wspólnego.
Obecnie najbardziej rozpala narodowe emocje zamknięcie stacji narciarskich. Cóż. Nie ukrywam, że też mnie to wkurza. Choć… Sam nie wiem. W zasadzie jednak nie. Wkurzyłoby mnie na pewno, gdyby nie to, że przez ostatnie parę miesięcy w zupełności już przywykłem do tych kolejnych absurdalnych zakazów i nakazów. I nie rozumiem w istocie skąd aż takie emocje o narty? Czyż naprawdę naród się tego nie spodziewał?
Nie trzeba ani daru jasnowidzenia ani zbyt wysokiego ilorazu inteligencji (abstrahując w tym miejscu od coraz powszechniej wyrażanej krytyki wobec tego sposobu „mierzenia intelektu”), by domyśleć się (już najpóźniej gdzieś koło września), że ani normalnych ferii, ani nart w tym sezonie nie będzie!
Raczej dziwi mnie to, że na chwilę władza pozwoliła ludowi poszusować. Kto zdążył do dnia dzisiejszego, to jego szczęście. Nie wiem czy to początkowe nie-zamknięcie stoków to przez nieuwagę, czy też jako taki „wentyl bezpieczeństwa” przed wzburzeniem ludu. Ale w sumie to mało istotne z szerszego punktu widzenia.
Jednak nie przejmujcie się Drodzy Rodacy. Za miesiąc szczepioneczkę przyjmiesz, to i na stok Cię wpuszczą. Tyle tylko, że wtedy już czasu braknie na poszusowanie, bo przecie szkoła znów ruszy. Zdalna naturalnie.
W całej tej sytuacji najbardziej trwoga bierze o ludzi, którzy z turystyki zimowej i narciarstwa żyją. Pewnie władza sypnie im ostatecznie jakimś groszem (swoją drogą – skąd oni biorą te kolejne pieniądze? To są jeszcze w ogóle jakieś realne zasoby finansowe, czy tylko wirtualna kasa na wirtualnych kontach?). Ale widać już po pracownikach innych branż, jak działają te wszystkie cudne „pomostowe”.
A jeszcze inną niezwykle zastanawiającą kwestią jest dlaczegóż oto władza z taką konsekwencją i starannością blokuje wszystkie te sfery, w których budować możemy naszą odporność i wzmacniać nasze zdrowie. Najpierw były lasy, potem baseny, siłownie, kluby fitness. Szkolne wychowanie fizyczne! No i oczywiście cudowne maski. Ich długofalowy wpływ na zdrowie ludzi, którzy muszą godzinami, choćby pracując w sklepie „na kasie” – siedzieć w pozasłanianych twarzach – jest bez wątpienia rujnujący.
Dlaczego dopiero narty wzbudziły taką burzę?
Cóż. Może szczególnie mocno ten zakaz zabolał jakąś konkretną grupę społeczną? Która ma duże możliwości, poważanie, dostęp do środków masowego przekazu i może „głośno” swój sprzeciw wygłosić, a z jakichś powodów dotychczasowe „obostrzenia” stosunkowo mało jej dotykały.
Nie wiem. Zgaduję. Śledzę tę „plandemię” z wielką uwagą od samego początku, ale wciąż nie wszystko jest dla mnie jasne i niekiedy bywam nawet zaskoczony…
Choć emocje już na pewno dziś targają mną mniejsze niż w początkach tego szaleństwa, gdzieś na przedwiośniu mijającego roku…
Zostaw komentarz