Systemowy, choć z pozoru niszowy. Idzie mi o książki, tłumaczone na polski z pewnego egzotycznego języka. Angielskiego mianowicie. A konkretnie mam na myśli literaturę gatunkową, książki klasy B i w ogóle większość tych, które nie aspirują do Wielkiej Sztuki.
Otóż to jest katastrofa. Czytam ja właśnie taką książkę, „true crime”. Jej wieloznaczny tytuł został przełożony na tak subtelny jak walnięcie łopatą w łeb. I chyba dokładnie taki, jakiego autorka książki chciałaby uniknąć.
Ale z tym akurat żyję już pół wieku, od kiedy tytuł filmu Loacha „Poor Cow” wybrzmiał po polsku jako „Czekając na życie”, a „Panic in a Needle Park” przetłumaczono jako „Narkomani”.
Dalej jednak jest tylko gorzej. Fascynująca opowieść ledwo daje się czytać: toporna polszczyzna, przetykana nieuzasadnionymi archaizmami (np. autorka zamiast po prostu złożyć książkę w wydawnictwie, „przedkłada manuskrypt”). Co bardziej złożone zdania gramatycznie nie trzymają się kupy, wiele z nich jest niezrozumiałych. No i na dodatek, tłumacz nie zawsze rozumie, co tłumaczy. Pisze o „złośliwym tętniaku – najbardziej niebezpiecznej odmianie raka skóry”. Nie wie zatem, że czegoś takiego jak „złośliwy tętniak” medycyna w ogóle nie zna. Nie wie też, że tętniak nie jest nowotworem tylko chorobą układu krwionośnego. I z chorobami skóry nie ma nic wspólnego.
Celowo nie wymieniam tytułu książki, ani nazwiska tłumacza – choć trochę zdziwiłem się, gdy odkryłem, że to nie człowiek z łapanki, ale fachowy w swej dziedzinie dziennikarz. Nie idzie mi bowiem o tworzenie „listy bumelantów”, a o generalny problem, który niemal nie występuje przy przekładach z innych języków. Ale tłumaczy ze szwedzkiego, norweskiego czy włoskiego nie jest tak wielu i nawet literaturę z nieco niższej półki zazwyczaj przekładają biegli w swym fachu zawodowcy.
Weźcie się ogarnijcie, wydawcy – bardzo proszę!
Piotr Bratkowski – publicysta piszący najczęściej o popkulturze i książkach, czasem też o innych sprawach – od polityki po sport. Od 1981 roku opublikował 6 książek – cztery tomy wierszy, powieść i zbiór tekstów o muzyce rockowej. Za te ostatnie otrzymał w 1989 r. Nagrodę Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego; w 2010 r. zaś został nagrodzony Pikowym Laurem – nagrodą za najlepsze prasowe publikacje na temat książek. Wieloletni juror nagrody literackiej Nike, obecnie jest również jurorem nagrody Superbrand w dziedzinie kultury, oraz nagrody Wielki Kaliber, przyznawanej za polską powieść kryminalną. Lubi koty, Warszawę, muzykę rockową, Mazury, literaturę kryminalną, skoki narciarskie i ciepłe morza; jest piłkarskim kibicem Barcelony, Rayo Vallecano i Polonii Warszawa.
Zostaw komentarz