Serwilistyczne zapędy naszych (?) komentatorów politycznych bywają nawet zabawne.

Pani Anhella Merkel, osoba odpowiedzialna w znacznym stopniu za upadek Europy, w swojej ogromnej łaskawości postanowiła w końcu nawiedzić zbuntowaną prowincję. Niestety, uzurpator Duda olał panią kanzlerin i odesłał do premiera Morawieckiego. Niech on się trochę pomęczy.

Rzecz nie do pomyślenia przed 2015 rokiem. Ale wtedy byliśmy wiarygodną prowincją, demokratycznie zarządzaną zgodnie z wypowiedzianymi oficjalnie i nieoficjalnie dyrektywami z Berlina. Pardon, z Brukseli.

Co prawda niektórzy, jak Witold Jurasz, zauważali półgębkiem, że berlińska caryca nieco przegięła.

Wirtualna Polska poinformowała, że odmowa przyjęcia kanclerz przez prezydenta wynika również z faktu, że Berlin najpierw podał datę spotkania kanclerz z prezydentem RP do publicznej wiadomości, a dopiero później niemiecka dyplomacja wystąpiła z prośbą o spotkanie.

Powyższe gesty ze strony Berlina w języku dyplomacji oznaczają lekceważenie partnera i dają prawo stronie polskiej, by na powyższe odpowiedzieć.

link:

Jawne lekceważenie Polski to jednak nie powód, by pokazywać Merkel miejsce w szeregu, uważa Jurasz. W tym samym tekście oczywiste zachowanie minimum godności Polski nazywa… skandalem.

Zważywszy na to, iż jest to pożegnalna wizyta Angeli Merkel w Warszawie mamy do czynienia z kolejnym skandalem w relacjach polsko-niemieckich.

(op. cit.)

Bo przecież, wedle syna peerelowskiego dyplomaty (Witold Jurasz sr był długoletnim pracownikiem MSZ, członkiem PZPR od jej powstania) jesteśmy skonfliktowani z każdym, więc traktowanie Merkel tak, jak sobie na to zasłużyła, jest błędem.

To, że taka postawa zostałaby odebrana jako przysłowiowe chowanie ogona pod siebie i gotowość przysiadu na tylnych łapkach jakoś panu Juraszowi do głowy nie przyszła.

Ba, może gdyby chodziło o Maltę, Cypr czy też Zimbabwe nawet by pochwalił.

Ale tu chodzi o Niemcy, a że portal der Onet jest tylko polskojęzyczny przedstawienie zagadnienia z punktu widzenia Polski oznaczałoby brak publikacji.

A już Marks powiedział, że byt określa świadomość. W tym przypadku zaś honorarium. ;)

Kolejny polskojęzyczny funkcjonariusz, niejaki Jacek Lepiarz (67 l.), tym razem dokonuje ostrzału Polski za pośrednictwem Deutsche Welle:

Pominięcie Warszawy w sytuacji, gdy wcześniej mimo powodzi i pandemii znalazła czas na wizyty w Paryżu, Waszyngtonie, Moskwie czy Kijowie byłoby policzkiem dla Polaków. Okoliczności tej wizyty świadczą o głębokim kryzysie w relacjach Niemiec z ich największym wschodnim sąsiadem.

Pikanterii dodaje tej sprawie fakt, że prezydent Andrzej Duda ze względu na inne zobowiązania nie znalazł czasu dla gościa z Niemiec, chociaż strona niemiecka podała wcześniej informację o takim spotkaniu. – Pani kanclerz chętnie by się z nim zobaczyła, ale w pełni rozumie (sytuację) – skomentował dyplomatycznie w piątek rzecznik rządu Steffen Seibert.

link:

No proszę. Niemcy podali do wiadomości, i to za pomocą mediów, a ci krnąbrni Polacy znowu się nie zastosowali do życzeń redaktorów m.in. z Deutsche Welle.

No gdyby Merkel nie wykończyła ostatecznie niemieckiej armii to kto wie, czy nie zarządziła by mobilizacji w odpowiedzi na taki afront. ;)

Trudno dziwić się herr Lepiarzowi. W końcu nie po to opuścił PAP (przez wiele lat był korespondentem w Berlinie) i zasilił Deutsche Welle, by reprezentować polski punkt widzenia.

W końcu byt określa świadomość, a w przypadku osoby uważającej się za dziennikarza – honorarium.

Tymczasem wystarczyło ciut wcześniej uruchomić służby dyplomatyczne i… uzgodnić. Tak to się odbywa na całym świecie.

Natomiast arbitralne wyznaczenie terminu i oczekiwanie, że ten drugi przyjmie go do akceptującej wiadomości wolę domniemanego wasala jest w gruncie rzeczy upokarzające.

To zachowanie samozwańczego wasala, uzurpującego sobie wiodącą rolę. Nic dziwnego, że nieudolna akcja „dyplomatołeczna” nie przyniosła efektu. Merkel musiała przełknąć ciut gorzką pigułkę.

Mimo to wizyta ustępującej kanzlerin w Polsce jest w pełnym toku. Ba, spotka się ze swoim odpowiednikiem, premierem Morawieckim.

Ale to zdaniem Jurasza czy Lepiarza za mało.

No cóż, panowie. Musicie się pogodzić z tym, że próba odtworzenia a rebours „pruskiego hołdu” spaliła na panewce.

11.09 2021