Czyli o tym, że albo ludzie zgłupieli do reszty albo media i RCB robią z nich idiotów.

Owszem, zapowiadane w Polsce temperatury na najbliższe 3 dni będą wysokie, ale takie to nic nowego. Ludzie powinni wiedzieć jak się wtedy zachować. Media zaś i różne instytucje traktują ich jak debili, którym trzeba to mówić.

Prawdą jest, że mieszczuchy utraciły kontakt z naturą.

Dzieciom z miast wydaje się, że warzywa, owoce biorą się ze sklepów, a ukochane parówki, rosną na drzewach.

Dokoła mieszkańców miast pustynie betonu i asfaltu, a budowane szybko i jak najtaniej domy, stają się w czasie gorąca bramą do piekła.
Co sprawia, że temperatura w miastach jest o kilka stopni wyższa jak np. na wsi.

U mnie w Sadowej, różnica pomiędzy Bielanami, a moją wsią wynosi od 3 do 4 stopni.
Na korzyść tej pierwszej.
A to za sprawą drzew i niekoszonego ogrodu.

Czy jednak z tego wynika, że mieszkańcy miast zatracili instynkt samozachowawczy?

Być może część tak, zwłaszcza mamuśki paradujące z dziećmi w wózkach po rozgrzanych do białości ulicach.

Wydaje mi się jednak, że większość rozumie, że w upały trzeba się schładzać, m.in. pić dużo wody, ograniczyć aktywność fizyczną pomiędzy 10, a 17, nakrywać głowę.

Organizm nam to mówi, zwłaszcza głowa, która nieosłonięta doprowadza do nadmiernego ogrzania mózgu. A jeśli ignorujemy sygnały naszego ciała, to sami sobie jesteśmy winni.

Nie da się przeflancować wszystkich ludzi z miast na wieś.
Wielu tego też nie chce.

Jednak przykład 800 miast w Europie, w których temperatury zaczęły zagrażać ludzkiemu zdrowiu pokazuje, że albo się nauczymy przed nimi chronić, albo usmażymy się jak frytki na patelni.

Na zdjęciu, pierwszy zbiór lawendy