Opublikowany dnia 24 czerwca 2026 r. w fanzinie political fiction z ul. Czerskiej (ongiś Gazeta Wyborcza) tekst Wielka awantura o rysunek na blogu. Co jest plagiatem, a co środowiskową zemstą daje znakomity asumpt do tego co winniśmy określać, a czego nie określać jako tzw. dziennikarską rzetelność.
Posiada ten aspekt sprawy dominujące znaczenie w sytuacji pozwalającej na spuentowanie działalności medialnej przez autentycznych dziennikarzy, którzy zasługują na ten tytuł i tych którzy okazując się aksjologicznymi miernotami w żaden sposób tego tytułu nie należy przyznawać.
Zgodnie z treścią art. 12.1 prawa prasowego:
Dziennikarz jest obowiązany:
1) zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło.
Notoryjnym jest fakt, że dziennikarstwo stanowi podstawę demokratycznego bytu społeczeństwa. Powyższa profesja winna cieszyć się zaufaniem społecznym. Jednak wymaga od osób parających się tą profesją wysokich wymogów kompetencji, obejmujących realizowany warsztat, merytoryczność, jak i etykę zawodową. Wymagana jest stosowna transparentność i wysoka etyka w pozyskiwaniu informacji i ich publikowaniu.
Dziennikarskim obowiązkiem jest przede wszystkim przekazywać uzyskane informacje tak, aby ich odbiorcy lepiej funkcjonowali w społeczeństwie i mieli możność podejmować świadomych decyzji; artykułowanie do publicznej wiadomości określonych zagadnień i dzięki temu mieć możność ostrzegania społeczeństwa; koncentrowania się na określonym temacie przybliżając go; krytykować oraz kontrolować instytucje państwowe; dostarczać rozrywki, edukować, socjalizować, a także integrować.
Rzetelność dziennikarską należy bezwzględnie skorelować z uczciwością, odpowiedzialnością, krytycyzmem, kondensowaniem materiałów z wielu różnorodnych, miarodajnych źródeł i bezwzględnie obiektywnym, a nie subiektywnym ich przekazywaniu. Kardynalnym grzechem wobec tejże rzetelności jest konformistyczne przekazywanie informacji skonstruowanych w sposób w pełni odpowiadającej aktualnej linii postrzeganej rzeczywistości przez wydawcę, symptomatycznie zniuansowanej i z premedytacją wypaczonej w jej meritum. Kategorycznie niedopuszczalnym jest tworzenie dziennikarskiej informacji wyłącznie w oparciu o dane przekazywane przez tylko jedna stronę co koliduje z zasadą: audiatur et altera pars, a tym samym jednostronnego ich komentowania przez quasi dziennikarza. Obowiązkowo, a nie jedynie zdawkowo należy spersonifikować dane osób, które z przeciwstawnych pozycji przekazują informacje do publikacji. Należy także bezwzględnie nie dopuszczać do tzw. wyrywania zdań z całości kontekstu co pozwala nim dowolnie manipulować.
Powróćmy w tym miejscu do wstępu niniejszego felietonu pozwalającego w/w tekst michnikowskiej gadzinówki zasadnie zakwalifikować jako klasyczne exemplum braku rzetelności dziennikarskiej. Już sam wstęp felietonu zaczynającego się od słów Grupa naukowców chce, by znanego pedagoga uznano za plagiatora, odebrano mu tytuł i wykluczono z ważnych w środowisku gremiów. Choć sąd orzekł, że plagiatu nie było. Profesor mówi o akademickiej wendecie wprowadza w tzw. mylny błąd fałszywie suponując, że bliżej niespersonifikowane osoby pałają dziką, nieokiełznaną żądzą wendetty nad w swoim postępowaniu iście dziewicą orleańską (czytaj: naruszycielem cudzych praw autorskich) prof. B. Śliwerskim.
Wbrew stanowiskom ujętych w pisemnych uzasadnieniach sądów cywilnych i karnych oznajmujących, że w/w dopuścił się popełnienia czynów nagannych on sam, jego akolici i autorka wspomnianego tekstu uznają, że skoro nie popełnił plagiatu to na miano dziewicy orleańskiej w pełni zasługuje.
Gdzie wasza percepcja synonimiczna?
Czy nikt się nie obawia, że dokonywanie tego typu ekskulpacji zachęci innych naśladowców tego typu zachowań jakich się dopuścił Śliwerski do naruszania cudzych dóbr bez ponoszenia negatywnych skutków jak to ma nadal niestety miejsce w tym przypadku.
Akcentujemy fakt, że to nie tajemnicza grupa naukowców domaga się jego ukarania, ale po prostu maksyma: dura lex sed lex stanowiąca, że o fakcie poniesienia stosownych konsekwencji stanowi wyłącznie PRAWO obowiązujące w RP.
To wyłącznie na wskutek nagannej, nieaprobowalnej działalności B. Śliwerskiego utracił on (w pewnym sensie na swoje własne życzenie) możliwość identyfikowania jego osoby jako tej, która w pełni legitymuje się posiadaniem nieskazitelnej opinii.
Następczo brak takowej nieskazitelnej opinii wyklucza prawnie w sposób wręcz automatyczny każdą osobę pozbawionej jej braku z możności legalnego funkcjonowania jako członek Rady Doskonałości Naukowej!!!
Skandalicznym jest fakt, że ze strony szefa resortu MNiSZW, RDN czy też ministra Żurka powyższe okoliczności są w pełni tolerowane (tzw. parasol ochronny) zamiast być napiętnowane i ścigane. To jedynie kwestia czasu; do zmiany klimatu politycznego, aby rażące zaniechania jakich się aktualnie dopuszczają i wykazywana nieaprobowalna bezczynność (art. 231 k.k.) spotkały się z penalną reakcją.
Kosmiczną aberracją wykazuje się także szef PAN M. Konarzewski, który żądanie wyeliminowania w pełni fałszywej opinii Komisji ds Etyki w Nauce przyjmuje wyłącznie z oburzeniem i niesmakiem. Jego zdaniem opinia komisji nie była po myśli wnioskujących i że domaganie się zmiany jej członków to rzekomo próba zastraszenia. Bzdurna argumentacja posługująca się wręcz elementem deifikacyjnym uznającym tym samym każdą opinię każdej komisja PAN za rzekomo ostateczną i nienaruszalną. Kłamliwie członkowie tej Komisji (jakoby najwyższa rangą etycy!!!) wkomponowali do niej w całej rozciągłości fałszywy passus jakoby B. Śliwerski wystarczająco został ponoć ukarany przez Sąd Apelacyjny w Warszawie bowiem zasądzono od niego na rzecz powoda kwotę 1000 zł. Tymże marnej jakości prawniczym autorytetom umknął fakt, że żaden sąd cywilny nie posiada uprawnień do wymierzania w wyrokach kary (oprócz kar porządkowych np. wobec świadka), a zasądzenie zadośćuczynienia i wymierzenie kary grzywny to dwa różnorakie światy.
Ewidentnie skonstatować należy, że powyższa kłamliwa w swej istocie opinia została w taki sposób zredagowana, aby spełniać oczekiwania rozpostartego nad Śliwerskim parasola ochronnego. To hańbiące, uwłaczające, dyskwalifikujące, konformistyczne stanowisko Komisji zasługujące na co najmniej obstrukcję jej członków.
Aktualne podtrzymanie stanowiska Komisji w sprawie jej opinii zarówno przez Zgromadzenie Ogólne PAN, jej Prezesa czy też dozgonnych akolitów typu Marek Wroński wystawia opinii publicznej, a przede wszystkim tej realizującej swoje zadania w tzw. domenie akademickiej znamienne świadectwo upadku i degrengolady.
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J.T. Stanisławski.
27.06 2026
Zostaw komentarz