Usłyszane w Kościele, wiele lat temu. Zrozumiane w pełni zupełnie niedawno…

Małżeństwo przeżyło ze sobą wiele lat. Żyli skromnie, nie raz zaznali biedy, ich miłość była jednak silna i dawała im szczęście. Każdego dnia, rano, jedli na śniadanie 1 bułkę. To był ich rytuał. On brał dwa talerze, przecinał bułkę na pół, Jej dawał „górę” bułki, sam zabierał dla siebie „dół”.

W dniu 50 rocznicy ślubu, pomyślał sobie, że z tej okazji zrobi coś dla siebie. Coś, o czym marzył od wielu lat. Pierwszy raz dał Żonie dół bułki, a sobie zostawił górę. Ten jeden raz. Miał wyrzuty sumienia, bo przecież góra jest lepsza, ale od lat tak bardzo miał na to ochotę…

Po śniadaniu Żona podeszła do Niego, przytuliła się i powiedziała: „Dziękuję. Wiem, że tak bardzo lubisz dół bułki, a mimo tego, dziś, w dniu naszej rocznicy oddałeś go mi. Od tylu lat chciałam zjeść dół, ale wiedząc, jak go lubisz, nie miałam sumienia o to poprosić”…

Ta historia nie wymaga komentarza. Mimo to dodam kilka słów od siebie. Czy to Wam czegoś nie przypomina?

„Ona nie mówi nam o swoich problemach, widocznie nam nie ufa” kontra „Nie będę mówić im o tym, co mnie boli. Nie mam prawa obarczać ich swoimi problemami”.

„On nie chce jechać z nami na wakacje. Chyba się nas wstydzi” kontra „Rodzice mają prawo ode mnie odpocząć. Niech jadą sami. Zasługują”.

Albo moje, z ostatnich kilku dni: „strasznie mnie wkurza to, że się nie odzywasz” kontra „nie pisałam, bo nie chcę zawracać Panu głowy”.

Daje do myślenia, prawda?

Dobrego weekendu.

Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.