W związku z wyprowadzaniem kasy z PKP zostali już zdymisjonowani szef BOR i AW. Kto będzie następny? Wyprowadzaniem kasy z PKP zajmowała się firma krzak w której udziały ma wieloletnia księgowa PiS, a jej córka jest narzeczoną ministra Dziedziczaka. To była zwykła pazerność ludzi władzy? Kogo zatopi były doradca ministra Adamczyka? Warto przypomnieć, że dużo wie o swoim byłym pryncypale, bo przez osiem lat społecznie doradzał posłowi Andrzejowi Adamczykowi, gdy wręczono mu nominację na ministra został jego doradcą. Jednak, gdy ujawnił aferę z wyprowadzaniem kasy z PKP został jak przestępca wyprowadzony z ministerstwa. Leszek Kraskowski, były dziennikarz śledczy w szczerej rozmowie z Krzysztofem Sitko ujawnia na portalu Pressmania.pl prawdę o aferze w wyniku której cały zarząd PKP został zdymisjonowany. Co zrobi Premier Szydło?

Krzysztof Sitko: Od lat zajmuje się Pan dziennikarstwem śledczym. Czy obecny Pana atak na ministra Adamczyka w sprawie PKP i afery z firmą Sensus Group to zemsta?

Leszek Kraskowski: Tak to jest postrzegane przez środowisko związane z PR. Dziennikarze patrzą na to zupełnie inaczej. Pytają: „Jak mogłeś w tym ministerstwie wytrzymać?”. W kwietniu ubiegłego roku postawiłem ministrowi Adamczykowi twarde ultimatum: albo zaprowadzi porządek albo „ujawnię w mediach co tu wyprawiacie„. Byłem zdesperowany. Ale jak widać minister się tym nie przejął.

Twierdzi Pan, że Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk publicznie kłamie zapewniając, że spółce Sensus Group wypłacono zaledwie 30 procent kwoty kontraktu. Opowieść o wstrzymaniu przelewów z PKP do Sensus Group to kolejna bajka, w którą uwierzyli niestety dziennikarze. Minister kłamie świadomie, zatajając fakty lub opowiada farmazony podsuwane mu przez PKP, czyli kłamie nieświadomie. W obu przypadkach dowodzi to jednego – Andrzej Adamczyk nie nadaje się na ministra infrastruktury. W takim razie dlaczego był Pan jego doradcą?

– Minister Adamczyk kłamie teraz, zaniża kwoty wypłacone przez PKP spółce-krzak, czyli Sensus Group. Ja byłem jego doradcą od grudnia 2015 r. do września 2016 r. Wtedy pilnowałem, aby mówił prawdę i to się z reguły udawało. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z pracownikami wydziału prasowego. Pod koniec żachnąłem się: „Najgorzej będzie jak nam każą kłamać”. „Wtedy będziemy kłamać” – padła odpowiedź. – Nie – zaprotestowałem. – Wtedy będziemy milczeć.

Twierdzi Pan, że na ministra Adamczyka „oczach nadal rozkradane jest PKP”. Jednocześnie pyta Pan: „Czym jest Sensus Group? Tajną kasą PiS? Tak to wygląda. Co robi w tej firmie osoba znana dobrze wielu posłom PiS? Dlaczego mimo wielkiej afery i działań służb, pieniądze z PKP nadal trafiają do tej firmy-krzak? Co to jest do nagłej ciężkiej cholery? Przepompownia kasy?”. Skąd tak ciężkie zarzuty?

– Sprawa Sensus Group mnie, jako byłego dziennikarza śledczego, fascynuje. To temat na film. Tu jest wszystko, co trzeba: służby specjalne, była księgowa PiS, która jest wspólniczką w firmie krzak, do której trafiają pieniądze z PKP, zagrożenie zamachami terrorystycznymi podczas Światowych Dni Młodzieży.

I realia. Chwała Bogu, że terroryści naszym krajem się nie interesują. Bo zabezpieczenie antyterrorystyczne było tylko pretekstem do wyprowadzania państwowych pieniędzy. Trafiały one do spółki, której udziałowcem jest wieloletnia księgowa PiS. Córka tej pani jest narzeczoną wiceszefa MSZ Jana Dziedziczaka. Mocne?

Mówi Pan wprost, że to afera. Kto za nią stoi? Pytał Pan czy służby okradły PiS? Skąd takie domniemania?

– Afera spowodowała już dymisję szefa BOR i dymisję szefa Agencji Wywiadu. Oczywiście oficjalne powody odwołania były inne. Wszak w kraju rządzonym przez PiS nie ma afer.

Przy tak wściekłym ataku mediów i szukaniu haków na rząd PiS jest to nie możliwe, że dziennikarzy temat nie interesuje? Pana zdaniem dziennikarze uwierzyli w blef ministra Adamczyka i dymisje zarządu PKP ich uspokoiły?

– Blef był skuteczny. Faktycznie uwierzyli. Ale kłamstwo ma krótkie nogi. Przecież akta sprawy wyjdą kiedyś z prokuratury do sądu i tam dopadną do nich dziennikarze. Temat jest trudny, bo dokumenty źródłowe ma prokuratura. PKP zasłania się tajemnicą przedsiębiorstwa, a prokuratura – tajemnicą śledztwa. Poza tym PKP dysponuje ogromnym budżetem reklamowym. W przeszłości był on wielokrotnie skutecznie wykorzystywany do uciszania mediów.

Twierdzi Pan, że 27 lutego PKP przelało kolejną transzę pieniędzy na konto Sensus Group – tym razem pół miliona złotych. Kilka dni później wkroczyło CBA. Zatrzymano pięć osób. Wszyscy członkowie zarządu PKP dostali prokuratorskie zarzuty. A więc o co chodzi? Kasa nadal płynie do firmy krzak?

– To przypomina sytuację, w której kibice konwojowani przez policję, wpadają nagle do sklepu monopolowego z okrzykiem „promocja” i kradną butelki z wódką. Zastanawiam się dlaczego szefostwo PKP zdecydowało się na ten przelew. Może dlatego, że członkowie zarządu PKP byli uspokajani przez prawników, którzy zapewniali ich, że sprawa będzie niebawem umorzona. Tymczasem całe „miasto” od tygodni huczało, że będą zarzuty dla „Mirka i Cecylki”. Minister Adamczyk spotykał się z kandydatami na prezesa PKP. Mógł odwołać zarząd PKP wcześniej, ale się na to nie zdecydował. W obronie szefostwa PKP występował minister energii Krzysztof Tchórzewski. To on faktycznie rządzi koleją. On i ludzie byłego prezesa PKP Andrzeja Wacha, nazywani przez kolejarzy „wachabitami”. Tak więc bankomaty zostały zastąpione przez wachabitów.

Ale gdzie ma Pan na to dowody? Nie boi się Pan, że usłyszy Pan zarzuty o pomówienia?

– Czasami trzeba działać szybko, bo dobro publiczne po prostu tego wymaga. Myśli Pan, że gdy publikowałem w „Dzienniku” tekst „Zabójcze lekarstwo”, który rozpętał aferę corhydronową, miałem jakiś dowód, że ono jest faktycznie zabójcze? Oczywiście, że nie miałem. Miałem nosa, a on mnie nigdy nie zawiódł. Ryzykowaliśmy. Ale gdybyśmy tego nie zrobili, ofiar corhydronu byłoby więcej. A i tak nie dało się ich uniknąć. Jedna osoba zmarła, kilkanaście lekarze odratowali. Jelfę zamykał wtedy premier Jarosław Kaczyński i minister Zbigniew Religa. W ampułkach zamiast corhydronu była zabójcza skolina. I tak jest teraz. Mój nos mówi, że afera ze spółką-krzak, w której przypadkiem odnalazłem księgową PiS, ma ogromny potencjał rozwojowy.

Dziękuję za rozmowę.