No i jakie wnioski z ostatnich 48 godzin? Fajnie jest prawda? Fajnie, że się nienawidzimy, co nie?

Pytam, bo regularnie dostaję po głowie za to, że staram się łączyć, a nie dzielić, temperaturę obniżać, a nie podwyższać. I wiecie Państwo co? To jest możliwe. Mam przyjaciół i po jednej i po drugiej stronie. W moim programie w Polsat News 2 nawet na najtrudniejsze tematy zwolennicy PiS i stronnicy opozycji potrafią – mam nadzieję, że również w jakimś stopniu dzięki mojemu udziałowi – rozmawiać, a nie obrzucać się błotem. Czasem udaje się znaleźć coś, co łączy. Zawsze – choć trochę lepiej zrozumieć drugą stronę.

Nie obchodzą mnie więc nic a nic zarzuty, że stosuję symetryzm, bo gdy piszę, że hipopotam jest ciężki, a żyrafa wysoka to nie balansuję pomiędzy hipciem, a żyrafą, ale tylko je opisuję. I mało mnie obchodzą wezwania bym wziął udział w wojnie plemiennej. Nie biorę i nie zamierzam wziąć w niej udziału.

Komu się to nie podoba, może na pewno czytać teksty na innym profilu. Łatwo znaleźć takie, gdzie przeczyta się, że PiS to dar Boży, wszystko jest idealnie, a kto patrzy na rzeczywistość krytycznie to niemiecki agent i genderofil albo takie, które wykażą, że za czasów premiera Tuska i Kopacz było mądrze, uczciwie, nikt nie kradł, afery reprywatyzacyjnej nie było, sądy działały sprawnie i uczciwie, a ludzi za krytyczne myślenie nigdy, przenigdy nie wyrzucano z pracy.

Dla mnie ostatnie 48 godzin to tyle, co potwierdzenie tego, że jeśli jesteśmy coś jako naród warci, musimy zacząć rozmawiać. Na początek chociaż spróbować się nawzajem usłyszeć. Dostrzec żal, gniew, w sobie – jeśli się już zalęgła – pogardę (jeśli się ją dostrzeże to zacząć ją wypleniać).

Może – na początek – raz w tygodniu kupić „ich” tygodnik. Pewnie 10 tekstów Państwa zirytuje, ale może 2, albo 3 okażą się ciekawe. Może „oni” mają w czymś rację? W tym celu oczywiście warto unikać „ich” psychofanów. Zresztą „swoich” też warto unikać, bo matołów generalnie warto unikać.

Może spróbować z „nimi” pogadać.

Z „nimi” nie da się rozmawiać? Naprawdę?

A może tak: „Proszę wysłuchaj tego, co mówię do końca. Pewnie jest tak, że politycznie dzieli nas przepaść. Lubię Cię (to trzeba powiedzieć, by „wyłagodzić” rozmówcę), ale okropnie mnie irytuje to, co Ty mówisz. Tak szczerze to zawsze uważałem, że to co mówisz to jakieś dziwne jest, ale pewnie i Ty uważałeś to co ja mówiłem za straszne. No tak szczerze, tośmy pewnie razem uważali to co mówiliśmy za nieznośne głupoty (uwaga – to słowo w tonie serdecznym), ale co powiesz na to, że pogadamy. Ja powiem swoje głupoty, a Ty swoje głupoty. Tylko się umawiamy, że się nie pokłócimy. 10 minut na początek?”.

Brzmi jak dialog z amerykańskiego filmu? Scena u psychoanalityka? Pewnie tak, ale ja mam wrażenie, że doszliśmy do etapu, gdzie jest to konieczne. To będzie na początku trudne, a co gorsza sztuczne. Mi jest o tyle łatwiej, że zawsze – poza polityką (wojskowością, muzyką, lotnictwem, motoryzacją etc) interesowałem się aktywnie psychologią. Proszę mi wierzyć, że tekst, który Państwo przeczytaliście powyżej, po modyfikacjach, które każdy z Państwa sam w swojej głowie wprowadzi (i „wyłagodzeniu” siebie) zabrzmi naprawdę fajnie.

Wam będzie lepiej. A poza tym to będzie patriotyczne.

Miłego weekendu.

Autor: Witold Jurasz