Przelało mi się. Wszystkie flaki mi się wywracają, gdy oglądam kolejne informacje o bombardowaniach (ostatnio Odessy) a potem czytam kolejne rozważania o niewdzięczności wobec Polski, która „pomogła najwięcej”( co prawda w 2022 r. , ale co z tego), gdy znów widzę kolejne doniesienia o pogrzebach, black outach a potem słyszę, że „Ukraińcy nie walczą” bo Zelenski pozwolił 22 -latkom wyjeżdżać za granicę, zamiast ich posłać na front, gdy czytam kolejne protekcjonalne rozważania o „dej, dej, dej” ukraińskiego prezydenta i widzę śmiertelnie zmęczoną twarz czlowieka, który robi to co może i więcej niż może, by zapewnić swojemu krajowi po prostu przetrwanie. Skręca mnie gdy widzę butną, szczurzą mordę bandyty z Kremla, bezpośredniego spadkobiercy katów z Charkowa i Miednoje, który piętnaście lat po tym jak najprawdopodobniej zamordował polskiego prezydenta, nie widzi powodu by się cofnąć choć o krok i słyszę, że „to nie nasza wojna”…

No więc napisałam taki manifest.

W cieniu personalnych połajanek trwa dziś walka o oblicze polskiej centroprawicy. Przyglądając się temu i uczestnicząc przy tym w debatach na tematy ukraińskie i szerzej międzynarodowe chciałabym powiedzieć co następuje: nie życzę sobie by znakiem wszelkiej prawicy w moim kraju stawał się narodowy i osobisty egoizm, brak empatii wobec atakowanych, zniewolonych, czy prześladowanych. Nie życzę sobie tego nie dlatego, że jestem Ukrainką, Białorusinką czy Niemką, a właśnie dlatego, że jestem Polką i patriotką o tradycjonalistycznych poglądach.

Moja Polska jest krajem Solidarności przez duże i małe “S” a przedtem wielu ciekawych ważnych nurtów europejskiej myśli politycznej i prawnej zaczynając od Pawła Włodkowica. Jest krajem – spadkobiercą bogatej tradycji i kultury wyrosłej przez stulecia na gruncie wielu kultur. Nie życzę sobie by tę tradycję ( i to w imię patriotyzmu!) sprowadzać do rozmiaru kurnika.
Nie życzę sobie by prawica, a przynajmniej taka prawica, z którą ja mogę się utożsamić, wyrzekała się myśli Jana Pawła II i Lecha Kaczyńskiego stawiając im przy tym niezliczone pomniki. Nie życzę sobie by oddawała te wszystkie idee, o których piszę wyżej, swoim politycznym wrogom obecnie zajmującym się prześladowaniem politycznych oponentów i łamaniem, gdzie się tylko da Konstytucji RP, a sama pogrążała się w wąskim, narodowym egoizmie zaprawionym megalomanią.

Uważam, też że akceptacja, czy wręcz promowanie postaw ksobnych, podwójnych standardów i amoralności, zarówno w życiu poszczególnych ludzi, jak i w życiu zbiorowości to nie promowanie realistycznej polityki – to akceptacja zła. I choć w polityce obowiązuje trzeźwość sądów i rozwaga w działaniu, to nie kasują one wymogu kierowania się ostatecznie podstawowymi wartościami i zasadami zwykłej, ludzkiej empatii.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, od 2006 do 2024 dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.