Ze Skawinek na szczyt światowych skoków. Anna Twardosz właśnie napisała nowy rozdział w historii polskiego narciarstwa. 25-letnia zawodniczka najpierw wygrała sobotni konkurs Letniego Grand Prix w Rasnovie, a dzień później zrobiła to ponownie. Dwa zwycięstwa w jeden weekend, pierwsze triumfy w karierze i sygnał wysłany całemu światu: Polka może właśnie wkraczać na zupełnie nowy poziom.
Dwa dni, dwa zwycięstwa. Twardosz nie dała rywalkom szans
Rasnov okazał się miejscem przełomowym. W sobotę Anna Twardosz skoczyła 96 i 90 metrów, zdobywając łącznie 256,1 punktu. Nad drugą Ringo Miyajimą miała aż 19,1 punktu przewagi. Było to pierwsze zwycięstwo Polki w zawodach najwyższej rangi i zarazem historyczny triumf dla kobiecych skoków narciarskich w Polsce.
Twardosz nie zamierzała jednak na tym poprzestać. W niedzielę ponownie okazała się najlepsza. Tym razem oddała skoki na 94 i 83 metry, ponownie stając na najwyższym stopniu podium. Drugie miejsce zajęła Chinka Zeng Ping, a trzecia była Słowenka Ema Klinec.
Tym samym Polka została pierwszą zawodniczką w 2026 roku, która wygrała dwa konkursy Letniego Grand Prix. To już nie jest przypadkowy przebłysk formy. To jest seria.
Ze Skawinek na światowe skocznie
Historia Anny Twardosz jest szczególna także dlatego, że zaczynała z miejsca, które trudno byłoby nazwać centrum światowych skoków. Zawodniczka urodziła się 12 kwietnia 2001 roku w Suchej Beskidzkiej, a mieszka w Skawinkach w gminie Lanckorona. Jest absolwentką miejscowej szkoły podstawowej. Później trafiła do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku, gdzie rozwijała swoje umiejętności.
Dziś reprezentuje AZS AWF Katowice. Jej droga sportowa prowadziła przez kolejne szczeble rywalizacji – od zawodów FIS Cup, przez Puchar Kontynentalny, aż do Pucharu Świata.
Między Skawinkami a wielkimi skoczniami świata nie było jednak autostrady. Była ciężka praca, oczekiwanie na swoją szansę i lata, w których trzeba było walczyć o miejsce w światowej czołówce.
Pierwszy skok w stronę wielkiego sportu
Twardosz zadebiutowała w zawodach FIS w 2014 roku we Frenštácie pod Radhoštěm. Miała wówczas zaledwie 13 lat.
Dwa lata później pojawiła się w Pucharze Kontynentalnym, a w 2017 roku próbowała swoich sił w kwalifikacjach Pucharu Świata w Ljubnie.
Na regularne punktowanie w Pucharze Świata musiała jednak poczekać. Przełom nastąpił w styczniu 2021 roku w Titisee-Neustadt. To właśnie tam po raz pierwszy zdobyła punkty PŚ. Kilka tygodni później pokazała, że nie był to przypadek. Podczas mistrzostw świata juniorów w Lahti zajęła ósme miejsce, wyrównując wówczas najlepszy wynik polskiej skoczkini w historii tej imprezy.
Mistrzowska konsekwencja
W kolejnych latach Twardosz systematycznie budowała swoją pozycję. Zdobywała medale mistrzostw Polski, reprezentowała Polskę na najważniejszych imprezach, a w 2023 roku sięgnęła po srebro Uniwersjady w Lake Placid w konkursie drużynowym.
W krajowej rywalizacji zaczęła odgrywać coraz większą rolę. Wygrała letnie mistrzostwa Polski w 2023 roku, triumfowała także w kolejnych krajowych konkursach. W 2024 i 2025 roku ponownie zdobywała tytuły mistrzyni Polski. W lutym 2026 roku dołożyła kolejne zwycięstwo w krajowym czempionacie.
To pokazuje, że jej rozwój nie opiera się na jednym sezonie. Twardosz od kilku lat konsekwentnie przesuwa granice własnych możliwości.
Rok 2025 przyniósł wielki przełom
Prawdziwy sygnał, że Polka może zaistnieć w światowej czołówce, pojawił się w sezonie 2024/25. Twardosz zaczęła regularnie zdobywać punkty Pucharu Świata, a w końcówce sezonu osiągała wyniki, które jeszcze niedawno wydawały się poza jej zasięgiem.
Latem 2025 roku przyszło kolejne potwierdzenie. W Rasnovie dwukrotnie stanęła na podium Letniego Grand Prix, zajmując dwa trzecie miejsca. Rok później wróciła do tego samego miejsca i zrobiła coś znacznie większego – dwukrotnie wygrała. Rasnov stał się więc dla niej miejscem szczególnym. Najpierw podium. Później zwycięstwo. A następnie dublet.
Dziesiąta na świecie. Dziesiąta na igrzyskach
Zimą 2025/26 Twardosz potwierdziła, że jej letnia forma może mieć przełożenie na śnieg.
W Falun zajęła 10. miejsce w konkursie Pucharu Świata. Był to wówczas najlepszy wynik w jej karierze w zawodach tej rangi.
Jeszcze większa scena czekała na nią podczas igrzysk olimpijskich Mediolan–Cortina 2026. W olimpijskim debiucie na skoczni normalnej w Predazzo Polka oddała skoki na 96 i 93,5 metra i zajęła 10. miejsce. To był kolejny historyczny moment kobiecych polskich skoków. Cały sezon zakończyła na 24. miejscu klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z 229 punktami – zdecydowanie najlepszym wynikiem w jej dotychczasowej karierze.
A teraz przyszła dominacja w Rasnovie
I właśnie dlatego wydarzenia z tego weekendu są tak ważne. W sobotę Twardosz wygrała pierwszy konkurs najwyższej rangi w karierze. W niedzielę zrobiła to ponownie.Nie jednym szczęśliwym skokiem. Nie minimalną przewagą.
Pierwszego dnia pokonała drugą zawodniczkę o ponad 19 punktów. Drugiego dnia ponownie okazała się najlepsza. To daje podstawy, by patrzeć na nią już nie tylko jako na najlepszą obecnie polską skoczkinię, ale jako na zawodniczkę, która może w najbliższych sezonach włączyć się do walki o dominację w kobiecych skokach narciarskich.
Oczywiście jeden weekend nie oznacza jeszcze panowania nad światową stawką. W kobiecych skokach konkurencja jest ogromna, a sezon zimowy zweryfikuje letnią formę. Ale sygnał został wysłany i jest on bardzo wyraźny.
„Dominatorka ze Skawinek”?
Czy Anna Twardosz może zostać dominatorką światowych kobiecych skoków? Dziś nikt nie może tego przesądzić. Można jednak powiedzieć coś innego: Polka zrobiła kolejny ogromny krok w tym kierunku.
Ma już doświadczenie Pucharu Świata, olimpijską „dziesiątkę”, miejsca w światowej czołówce, mistrzowskie tytuły w Polsce, podium Letniego Grand Prix i – od tego weekendu – dwa zwycięstwa w zawodach najwyższej rangi. A przecież ma dopiero 25 lat. Przed nią najważniejsze lata kariery.
Dlatego określenie „dominatorka ze Skawinek” przestaje być wyłącznie efektownym tytułem. Może stać się zapowiedzią czegoś znacznie większego.
Mała miejscowość, wielkie marzenia
Jest w tej historii coś symbolicznego. Skawinki – niewielka miejscowość w Małopolsce. I zawodniczka, która stamtąd ruszyła na światowe skocznie.
Dziś jej nazwisko znajduje się w oficjalnych klasyfikacjach obok najlepszych skoczkiń świata. FIS odnotowuje ją jako zawodniczkę AZS AWF Katowice, mieszkankę Lanckorony i reprezentantkę Polski.
W czerwcu 2026 roku Anna Twardosz została również uhonorowana tytułem Honorowego Obywatela Gminy Lanckorona. A jej dawna szkoła w Skawinkach może dziś z dumą wskazywać swoją absolwentkę jako przykład tego, dokąd może doprowadzić talent, konsekwencja i lata ciężkiej pracy.
Polska czeka na kolejne zwycięstwa
Kobiecie skoki narciarskie w Polsce długo pozostawały w cieniu męskiej reprezentacji. Anna Twardosz właśnie pomaga ten obraz zmienić.
Jej historia pokazuje, że wielki sport nie musi zaczynać się w wielkim mieście. Czasami zaczyna się w małej miejscowości, od pierwszego treningu, pierwszego upadku, pierwszego sukcesu i marzenia, którego przez lata nikt poza zawodniczką może nie traktować wystarczająco poważnie.
Dziś Anna Twardosz ma już coś więcej niż marzenie. Ma dwa zwycięstwa w Letnim Grand Prix, olimpijską dziesiątkę i miejsce w światowej czołówce.
A przed nią zima. Jeżeli forma ze Skawinek rzeczywiście przeniesie się na śnieg, świat kobiecych skoków może wkrótce usłyszeć o Annie Twardosz znacznie częściej.
Dominatorka ze Skawinek?
Jeszcze za wcześnie, by tak ją nazywać. Ale po tym weekendzie trudno już nie zadać pytania:
Czy właśnie oglądamy narodziny nowej gwiazdy światowych skoków?
Zostaw komentarz