Władysław Teofil Bartoszewski ma rację. Wiceszef MSZ powiedział w Manili, że Chiny mają obowiązek respektować wyrok trybunału arbitrażowego z 2016 r. w sprawie Morza Południowochińskiego i że Polska popiera w tej kwestii Filipiny. To po prostu stan prawny. Trybunał w Hadze, działający na podstawie konwencji ONZ o prawie morza, uznał wtedy, że chińskie roszczenia do niemal całego tego akwenu nie mają podstaw. Chiny są stroną tej konwencji, więc wyrok wiąże je. To samo stanowisko od lat zajmuje Unia Europejska.
Pekin zareagował tak, jakby Polska wypowiedziała mu wojnę. Warto prześledzić, jak ta reakcja rozwijana była krok po kroku.
Krok pierwszy: dyplomacja. 17 września rzecznik ambasady ChRL w Manili, Ji Lingpeng, oświadczył na koncie ambasady w WeChat, że wyrok to „nielegalny, nieważny i niewiążący świstek papieru”, że Polska „nie jest stroną sporu”, ma „ważyć słowa i czyny” i „przestać firmować nielegalny wyrok”.
Krok drugi: partyjna tuba dla zagranicy. Jeszcze tego samego dnia anglojęzyczny Global Times, tuba propagandy KPCh , opublikował oświadczenie pod tytułem „Ambasada Chin na Filipinach wzywa Polskę, by naprawdę szanowała suwerenność terytorialną Chin na Morzu Południowochińskim”. Wyrok jest tam konsekwentnie „tak zwany”, a Bartoszewski nie „powiedział”, tylko „twierdził”. Tekst zilustrowano zdjęciem z drona z podpisem: „chiński Narodowy Rezerwat Przyrody Huangyan Dao”. Huangyan Dao to chińska nazwa rafy Scarborough, która leży w wyłącznej strefie ekonomicznej Filipin i została zajęta przez Chiny w 2012 r. Pod artykułem redakcja poleca własne teksty, w których twierdzi, że arbitraż to „polityczna farsa przebrana za postępowanie prawne”.
Krok trzeci: przekaz dla chińskiego odbiorcy. 19 września na portalu http://163.com (NetEase), jednym z największych w Chinach, ukazał się tekst pod krzykliwym tytułem „Polska otwarcie rzuca wyzwanie Chinom! Popiera filipińskie awantury. Chiny odpowiadają bez ogródek: obcy nie mają prawa się wtrącać”. Opublikowało go konto, które ma na liczniku ponad 1700 artykułów na każdy temat i podpisuje je formułką „twórczość własna, wyłącznie do celów informacyjnych”.
Autor pyta: „Polska leży tak daleko od Morza Południowochińskiego, dlaczego w ogóle zabiera głos?”. I sam odpowiada, że państwa spoza regionu wykorzystują ten temat, żeby „zaznaczyć swoją obecność” w Azji. Uspokaja też czytelnika: „to, że jakieś państwo wygłasza opinię, nie oznacza, że jest w stanie zmienić sytuację w regionie”. Słowem: Polska może sobie mówić, ale nic nie może. Całość kończy się obszernym streszczeniem komunikatu ambasady. Tytuł przyciąga uwagę, a treść wiernie odzwierciedla stanowisko władz. Tak wygląda podział pracy między chińską dyplomacją, partyjną prasą i rzekomo niezależnymi autorami.
Pod artykułem 163.com poleca kolejne teksty innych kont na ten sam temat. Kilka tytułów:
„Polska żąda od Chin uznania wyroku. Ledwie przebrzmiały te słowa, a nadeszło chińskie ultimatum.”
„Polska chce przenieść ukraiński scenariusz na Morze Południowochińskie, ale zapomniała, że Chiny to nie Rosja”
„Pojechał tysiące kilometrów do Manili, żeby firmować nielegalny arbitraż”
Ten o Ukrainie jest najciekawszy, bo odsłania sposób myślenia. Według chińskiej propagandy wojna na Ukrainie nie zaczęła się od rosyjskiej napaści. To Zachód miał ją sprowokować, a teraz rzekomo próbuje powtórzyć ten sam plan w Azji, tym razem przeciwko Chinom. Polsce przypisano w tej opowieści rolę podżegacza.
Na tej samej liście polecanych są teksty o Polsce pisane z rosyjskiej perspektywy, na przykład: „Rosjanie: jeśli Polska przekroczy linię, w trzy dni jej nie będzie”. Chiński czytelnik dostaje więc o Polsce dokładnie ten sam obraz, jaki maluje Moskwa: kraj awanturniczy, który prowokuje mocarstwa i sam prosi się o kłopoty.
Skala reakcji jest niewspółmierna do wypowiedzi i właśnie o to chodzi. To sygnał dla innych państw: kto poprze Filipiny, zostanie publicznie skarcony. Tak działa zastraszanie przez propagandę. Dlatego warto powtarzać to, co powiedział Bartoszewski: prawo morza obowiązuje także Chiny.

.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw