To nie jest przypadek, że kampania reklamowa demaskująca jak unijna polityka klimatyczna wpływa na ceny energii powstała w resorcie kierowanym przez mojego ulubionego wicepremiera.
Za marne 12 milionów wszyscy Polacy dowiedzieli się, że jak już kiedyś opuścimy UE, to zapłacimy za prąd o…. No właśnie, nie o 60% mniej, jak mógłby pomyśleć mniej rozgarnięty obywatel, tylko o około 20% mniej, bo jak się okazuje koszt wytworzenia energii tylko w jednej trzeciej składa się na cenę jaką musi zapłacić. Ale to są w sumie nieistotne szczegóły, bo w całej sprawie chodzi o coś innego, czyli o dobrze ukierunkowane emocje.
Powiedzmy sobie jasno: nasz rząd potrafi oszczędzać.
Profesjonalna kampania lobbingowa, której celem byłoby zbudowanie w ramach UE szerokiej koalicji na rzecz reformy jej polityki energetycznej, kosztowałaby co najmniej 120 milionów i stanowiła jedynie wstęp do żmudnych negocjacji.
Celem tych ostatnich byłoby:
1) wytargowanie dla Polski większych pieniędzy na transformację energetyczną;
2) uzyskanie bardziej realistycznego, czyli dłuższego terminu na odejście Polski od węgla.
Byłby to jednak przykład rażącego marnotrawstwa czasu i publicznych pieniędzy. Czyż nie prościej jest bowiem wygrać z pomocą takich bilbordów i pod hasłem „Podatek Tuska źródłem drożyzny” kolejne wybory?
A później – ze wzmocnioną w ten sposób legitymacją do rządzenia oraz nowym premierem, który nie będzie „miekiszonem” – rzucić ostatecznie Brukselę (i czający się za nią Berlin) na kolana, grożąc zawetowaniem wszystkich możliwych decyzji UE w przypadku dalszych zakusów na polską suwerenność?
I wszystko to za głupie 12 milionów, czyli niewiele więcej niż Tusk – jak wynika z precyzyjnych wyliczeń redaktorów mojego ulubionego programu – już otrzymał w Brukseli za szkodzenie Polsce.
Tęga głowa musiała taki przebiegły plan wymyślić. Dlatego, choć ostatnio zdegradowałem mojego ulubieńca w kolejce do spadku po PJK na pozycję nr 5, to chciałbym go równocześnie umieścić w trójce najwybitniejszych kandydatów do zajęcia miejsca po coraz chudszym (dosłownie i w przenośni) PMM, któremu ewidentnie władza nie służy.
Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Oj, pan Profesor chyba rachunku za prąd nie widział…. ;)