Niedawno

Dziedzictwo feudalizmu i totalitaryzmów daje się nam we znaki. Nie ufamy sobie, swoim odczuciom i opiniom. Nie zbieramy informacji potrzebnych do podejmowania decycji. Jesteśmy więźniami przekonań.

Gdzieś u progu dorosłości kształtują się nasze poglądy polityczne, często pod wpływem rodziny i przyjaciół; zaczynamy odczuwać sympatię do pewnych ugrupowań i przez lata całe – często do końca życia – jesteśmy im wierni.

Bardzo niepokoi mnie ta wierność.

Wierność nie zawsze jest cnotą. Niepokojąca jest wierność partiom, których przywódcy i członkowie zawiedli naród. Niepokojący jest brak weryfikacji swoich poglądów politycznych. Przerażające są oskarżenia o zdradę i zmienność tych, którzy widząc błędy polityków, idą własną drogą i podejmują samodzielne decyzje. Zacietrzewiamy się w swoich poglądach religijnych i politycznych, jakbyśmy byli na meczu bokserskim. Widzimy siebie i przeciwników w kategoriach czarno – białych.

Jak niegdyś wierni wasale u boku księcia, walczymy w imię wierności w szeregach jednej partii przeciw innej. Taka wierność uwalnia od myślenia, od zdobywania informacji, od samodzielności w ferowaniu wyroków. Jest wiernością niewolników.

Człowiek myślący, człowiek wolny gardzi taką wiernością. Bo wie, czego się trzymać – ma swoje zasady. I często musi iść pod prąd, opuścić tych, z którymi zaczynal wędrówkę po to, żeby nie zdradzić samego siebie.

Ale to trudna wierność i trudna droga – śladami Conrada, Baczyńskiego, Herberta. „Gilgamesza Hektora Rolanda Obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów”

I rzadko prowadzi na szczyt…