Z dużą dozą reminiscencyjnej nostalgii kierujemy się w krainę naszego edeńskiego wręcz dzieciństwa. To okres w naszym żywocie, bez względu na zaistniałe w nim fakty, który traktujemy z reguły jako beztroski, nie naznaczony dramatami, czy nawet konfliktami, za to np. z lubością kojarzony z pierwszymi amorycznymi zauroczeniami, a także nieśmiałymi w swej nieporadności młodzieńczymi randkami.

Jakże w tym bywszym czasie byliśmy podatni na przekazywane nam przez różnych antenatów (przeważnie babcie i dziadków) wieści o przygodach i awanturach bohaterów wszem znanych bajek autorstwa niezapomnianych braci Grimm, czy Andersena jak Królowa Śniegu, Czerwony Kapturek, Kopciuszek etc.

Było, minęło i to se ne vrati Pane Havranek !!!

Równie chętnie dziecięcy i wczesno młodzieńczy umysł był chłonnie nastawiony na różnorakie treści odnoszące się przebogatej ilości antycznych mitów zarówno hellenistycznych jak i romańskich.

Wracając na nasze rodzime podwórko skonstatować należy rozumną percepcję z rozdziawionymi ustami przekazywanych z pokolenia na pokolenie rodzimych legend o Kraku, Wandzie, która nie chciała germańca, czy pierwocinach rodu Piastów, czyli pierwszej dynastii historycznych władców Królestwa Polskiego.

Bazując na tych oczywistych oczywistościach współcześni politycy korzystając z wszelakich technik socjotechnicznych pozostających w użyciu przez wynajętych przez nich knechtów propagandy i kreacji pijaru z pełną premedytacją dokonują (bez ponoszenia jakichkolwiek sankcji) umysłowej lobotomii (czyli totalnego odmóżdżania) w podatnej na to zjawisko części rodzimego elektoratu.

O ileż łatwiej jest wmówić, a wręcz zakodować i zaczipować w osobniku (osobniczce także) pozbawionym zdolności samodzielnego myślenia, że różnorakie treści od banalnych poczynając, a kończąc na ważkich politycznych rozstrzygnięciach przekazywane przez faworyta partyjnego muszą stać się dla tegoż osobnika (osobniczki także) imperatywem kategorycznym codziennego postępowania.

Codzienna tresura polityczna w postaci tzw. przekazów dnia stanowi dla propagandycznych sztabów autentyczny miernik i wskaźnik percepcji przekazywanych bezkrytycznym „pustakom” różnorakich bajek, mitów i legend.

Bajkopisarz pt. Adaś Szechter wywiódł bajeczkę o powtórnym uroczym życiu babci, która uraczona nadmierną ilością trunku dostarczonego przez złego wilka (czytaj Prezesa PiS), a będąc w zaawansowanej ciąży z PAD niestety potrącona została na pasach dla pieszych przez elektryczną hulajnogę prowadzoną przez słynnego inaczej BREDZISŁAWA.

Jednak jak to drzewiej w bajkach bywało powyższy wypadek spowodował jedynie uszkodzenie babcinego kręgosłupa, ale w zamian za to nie implikował śmiertelnym jej zejściem, tym samym uprawniony był bajkowy morał i takowoż bajkowe zakończenie : wszyscy żyli nadal „długo i szczęśliwie”, przy czym babcia dożywotnio na wózku inwalidzkim.

Bredzisław po tymże wypadku z jeszcze większą empatią i wręcz zauroczeniem doznawał swoistego orgazmu na widok nie „duńskich hipototamów”, ale wiotkiej kibici swojej połowicy. I tego mu nadal należy ustawicznie życzyć.

Tyle na temat bajek, a teraz pora na „totalne” mity:

1.Mit paternalizacji

Tusk, Tusk i jeszcze raz Tusk. Platforma u swego zarania była teoretycznie „partią trzech tenorów”, w praktyce stała się błyskawicznie partią jednego człowieka. Taka jest po prostu prawda i należy jej spojrzeć śmiało w oczy.

2.Mit ciepłej wody

Reformy sprzeczne z interesem wyborców to droga do niezadowolenia społecznego i pożegnanie z możliwością ponownego objęcia władzy dla dobra „miastów i wsiuf”. Poważne kłopoty polityczne wynikające z przeforsowania ustawy o zmianie wieku emerytalnego są aktualnie w PO uważane za potwierdzenie tej samospełniającej się przepowiedni.

Aktualnie zatem (widać to było w kampaniach wyborczych) Platforma stara się elektorat zapraszać z tuskowym przylepionym sztucznie uśmiechem do wygodnej wanny z ciepłą cieczą. W rzeczywistości jednak przywołać raczej studnię, w której zatonęła partia, dociskana przez słup ciepłej wody powstały przez lata rządów polszewii.

3.Mit wyborczego aliansu

PO (nie należy tego skrótu błędnie odczytywać jako Partia Oszustuf) otrzymała znaczny kredyt od wyborców liberalno-lewicowych, którzy głosowali na Platformę jako ich zdaniem na jedyną partię zdolną przeciwstawić się PiS-owi, a także części prawicy przychylnie nastawionej do wizji modernizacji państwa w wydaniu PEŁO. Kurczowe trzymanie się tego mitu jako stałej dekoracji na scenie politycznej dosłownie go spopiela.

4.Mit młodych, wykształconych i z wielkich miast

Panta rhei – skoro wszystko jest płynną magmą (polityczną także) to prognozowane założenie o stałości uczuć tej społecznej grupy wobec totalnej opozycji jaką jest PO staje się jedynie pobożnym życzeniem, na całe szczęście zresztą.

5.Mit Tuska na białym koniu

Aktualnie Tusek takowego kunia nie posiada, jedynie chabetę pt. Graś, czyli słynnego germańskiego cieciowego, zatem triumfalny wyjazd z wygodnej brukselki jest ewidentnie wykluczony. Cesarz Kaligula posiadał konia senatora Incitatusa (nie mylić z Giertychem). Signum temporis dla Tuska wyklucza jednak możność w najbliższej przyszłości posiadania podobnego wierzchowca.

Lolo Pindolo (aktualnie politycznie niesłusznie aresztowany) oznajmiał lizusowsko, że Tusek jest (rzekomo) dotknięty przez Pana Boga geniuszemto takie didaskalia. Można po takiej deklaracji wręcz pęc ze śmiechu. W nagrodę ten dupolizus został wszak ministrem.

teraz pora na legendy.

Największą z legend współczesnych jest osoba tow. BOLKA. Ten totumfacki prymityw szczyty władzy w RP osiągnął wspinając się na plecach swoich kolegów. Swoją karierę zawdzięczał jednak przede wszystkim kolesiom z SB z którymi delatorsko przez wiele lat sumiennie współpracował. Dokonał także wręcz rzeczy niemożliwej, albowiem przeskoczył stoczniowy płot kierując motorówką. Na zawołanie (z powodu braku kasy) częstokroć bezbłędnie wypełniał kuponu Totolotka zgarniając niemałe wygrane. No po prostu szczęściarz, a poza tym człowiek honoru jak nie przymierzając generały sowieckie pt. Kiszczak czy Jaruzel. Wątpiących w tę legendę należy skierować do akt IPN.

Podkreślić w tym miejscu należy, że odrzucając apriorycznie totalną politykę negacji opluwającą na codzień „pisowską” część elektoratu koniecznym jest korzystając z satyry, technik kabaretowych czy karykatury jednak podejmować się obrony swoich praw i preferencji politycznych.

Na szczęście nawet w Konstytucji (napisanej przez znanego filipińczyka, względnie pod jego patronatem) nie został uwzględniony jakikolwiek zapis, aby in saecula saeculorum czcić cielęcym wzrokiem i dozgonnym oddaniem osobę hyrzego ruja i jego najbliższą watahę.

.

I to by było na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

7.09 2020