– Tylko starcy siadają i okupują całymi dniami ławki, a przecież są również ludzie w średnim wieku i młodzi – jak ja – powiedział mały człowiek o twarzy karpia.

– Co w tym złego – zapytałem – przecież oni mają już wolne, nie muszą chodzić do pracy, co mają robić?

– Ja w ich wieku musiałem pracować – powiedział mały człowiek o twarzy karpia.

– Jak to? – zapytałem zdumiony. – przecież jesteś pan od nich młodszy.

– Tylko pozornie – odparł – tak naprawdę jestem starszy od nich wszystkich razem wziętych. Zestarzałem się już kilka razy, ale to jest niedoceniane – powiedział.

– Staram się pana zrozumieć – zamyśliłem się.

– Myśli pan, że jak ktoś się mentalnie parę razy zestarzał, to ma prawo do ławki w Parku Pokoju? – otóż nie, drogi panie, dlatego te ławki okupowane są permanentnie przez młodych emerytów. Sytych i szczęśliwych do bólu. I do tego zdrowych.

– Przecież mogłeś pan ich jakoś myślowo prześcignąć, przyjść wcześniej by usiąść na ławce i siedzieć sobie na niej cały dzień – powiedziałem.

– Pan nie rozumiesz niczego – powiedział mały człowiek o twarzy karpia – niczego nie rozumiesz – powtórzył i jego karpia twarz zwisła bezwładnie.

Potem widziałem jak rzewnie płakał. Płakał i płakał. Nieustannie. Tak bardzo, że chciałem zadzwonić na pogotowie, ale uświadomiłem sobie, że opisując sytuację przez telefon wyjdę na idiotę.

– Niech pan płacze, płacze jest zdrowy, gdy rzewnie szlochał – niedbale pocieszałem go.

– Mam już dosyć życia w Parku Pokoju okupowanym przez roszczeniowych emerytów – powiedział mały człowiek z twarzą karpia. – Wystarczy tego żałosnego spacerowania przez kilka godzin, żeby trafić na wolne miejsce na ławce.

– Byłeś pan kiedyś młody? – zapytałem małego człowieka o twarzy karpia.

– Nigdy. Urodziłem się starcem, nieznośnym starcem. Wam, ludziom ze sfer naukowych, trudno to pojąć, ale tak było. Urodziłem się jako starzec – małe dziecko z twarzą karpia.

– Ale dlaczego karpia? – zapytałem.

– Dziadek był z Pruchnej – odparł – i to jakoś tak przeszło. Na mnie znaczy. Oni kiedyś w rodzinie mieli ludzkie twarze ale od XVII wieku – nikt nie wie jak to się stało – ale nabyli twarze karpie.

– Pewnie od tego ślęczenia nad stawami – powiedziałem.

– Ta jasne, to emeryci siadający ostentacyjnie na ławkach w Parku Pokoju powinni mieć twarze w kształcie ławki, jak ja i moi przodkowie w kształcie karpia? – zapytał.

– W sumie tak, jest w tym coś niepokojącego. Ale – powiedziałem żeby zmienić temat – Po co panu zajmowanie ławki w Parku Pokoju?

– Po nico. Nie lubię tych słabych emerytów. Powinni siedzieć po domach, a w tym czasie ja powinienem rozwijać skrzydła.

– Dokąd pan chciałbyś polecieć? – zapytałem z ciekawości.

– Nad Cisownicę, Ochaby, Drogomyśl, Pielgrzymowice, Ochaby Zebrzydowice. – Tam wszędzie jest mnóstwo sytuacji rybio-człowieczych.

– Patrz pan, jedna ławka się zwolniła – powiedziałem.

– Niby tak, powiedział zasmucony, ale zanim ją po trzykroć obejdę, ktoś ją i tak mi zajmie.

– Po co to obchodzenie po trzykroć? – zapytałem.

– Mój ojciec tak robił. Nie wiem dlaczego. Zawsze jak coś mu się spodobało, to obchodził to trzykrotnie, zanim do tego usiadł.

– Smutne jest to, że umarł w samotności – westchnąłem.

– Tak, ale do końca życia zapamiętam jak pięknie potrafił sobie zjednywać ludzi. Wieniec z kwieciarni „Mariusz” w Cieszynie, gdzie zawsze kupował co miesiąc kwiaty dla swojej nieuchwytnej od lat małżonki. Do tej pory robi na mnie wrażenie.

Fot. Pixabay.com