No to dobrze, opowiem obie historie, ale ponieważ dla Eli Cieślak pilniejsza jest historyjka z Bułgarii, to będzie Bułgaria. Wycieczka była zorganizowana przez SDP (Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich). Dla wiadomosci p. Piotr Szymon Łoś- brał w niej udział takze Wojtek Marczyk więc niech tak, jak Roch Kowalski, poswiadczy, że wszystko prawda, prawda i tylko prawda.
Najpierw była Sofia. Mieszkalismy w akademiku z widokiem na Witoszę (chyba) i było miło. Pierwszy zgrzyt to ja wywołałam.
Nie wiedząc, że Bułgaria jest aż tak komunistyczna, że nie ma w niej „karnawału Solidarności” i nigdy go nie będzie. To był rzetelny komunizm. Z tych socjalistycznych baraków trochę mniej smutny tylko od Rumunii.
Pojechalismy do Ministerstwa Oswiaty. Jako dziennikarze, Bułgarscy dyrektorzy pletli trzy po trzy o osiagnięciach bułgarskiej oswiaty, my słuchaliśmy dość grzecznie, nie okazująć znudzenia. Potem przyszła pora na pytania. I ja – jak głupek – z pytaniem sie wyrwałam, zeby w ogóle jakies zadać. Zapytałam niewinnie: o szkoły specjalne. Czy maja I ile.
Cisza. Jakaś taka groźnawa. Potem odpowiedż, ze w Bułgarii nie ma szkół specjalnych , bo w Bułgarii nie ma uposledzonych dzieci. Dodano – z pryncypialnym oburzeniem – ze w socjalizmie nie ma dzieci uposledzonych. Są same zdrowe, madre czyli takie , które beda słuzyły ojczyżnie.
Więcej pytań nie było.. Ja – mimo żółtej kartki – wyszłam wolna. I pojechalismy do najwiekszej sofijskiej cerkwi. Podobno przepieknej. Podobno, bo do srodka nas nie wpuszczono. Pani przewodniczka tylko nam opowiedziała, co jest w srodku, ale obejrzeć „nie nada” .
Cerkiew „zakryta” Ale opowiedziała nam, ze raz była ta cerkiew „odkryta”, a to dlatego, ze córka Ziwkowa brała ślub. Zdumielismy sie: kościelny? Zdumienie było durne. „Jak – koscielny? kto bierze koscielny slub? Komunisci nie biora takich slubów. Brała cywilny, ale w cerkwi, bo cerkiew ładna ” Jako rekompensate za nieobejrzenie „zakrytej” dla nas cerkwi, pani przewodniczka zaproponowała nam obejrzenie truchła ichniego Lenina. Chyba Dymitrowa, czy innego komunistycznego swietego. Chętnych – ku jej zdumieniu – nie było. Choc – jak zapewniała przewodniczka – ten zmumifikowany towarzysz wygląda pieknie. No, jak zywy.
Ktorys z kolegów zaproponował mi, ze pokaże mi miejsce w Sofii naprawdę ciekawe dla dziennikarza. I w ogóle. No to poszliśmy. I zobaczyłam dziw nad dziwy. W takiej normalnej kamienicy, w jej głebokich piwnicach była sala. Olbrzymia. I popi oraz ksiądz katolicki. Ludzi zatrzesienie. Modlili się, spali, spowiadali, chrzcili, zawierali sluby. Może tym najstarszym dawano sakrament chorych, ale tego nie wiem.
Spytałam ksiedza, co to własciwie jest. I dlaczego władza komunistyczna toleruje taki kosciół w dosłownym podziemiu. W sofijskich katakumbach. Odparł, ze pewnie władza ma te „katakumby” na swoim wszechwiedzącym oku, jakos to, co się dzieje, kontroluje, a inaczej to ludzie by sie rozpierzchli i władza nie miałaby ich na oku. Widok tego podziemnego koscioła – ekumenicznego w dodatku – zostanie mi w pamieci na reszte życia.
O pobycie wypoczynkowym nad morzem, w Primorsku napisze w nastepnym odcinku. Chyba, ze to opowiadanie sie nie spodoba, to nie napisze. Mam do umycia zamrażarke.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz