Ta sprawa dobitnie pokazuje, jak słabe intelektualnie są dzisiaj reakcje znacznej części tzw. elity, w szczególności prominentnych publicystów czy polityków. Co poniekąd wyjaśnia, dlaczego tak wiele uwagi i emocji poświęca się sprawie wolności słowa i dezinformacji.
W mojej ocenie jednak, z niewłaściwych pobudek i niestety, w stronę niewłaściwych rozwiązań.
Choćby pobieżne zapoznanie się z wypowiedziami Tuckera Carlsona w wywiadzie z Cooperem pozwala dojść do wniosku, że firmuje rzeczy słabo udokumentowane i wątpliwej spójności argumentacyjnej, co nienajlepiej świadczy o jego umiejętnościach poznawczych i intelektualnych. Występuje w roli współczesnego „płaskoziemcy” : osoby kwestionującej uznaną prawdę o kulistości Ziemi wskutek własnej ignorancji, przy jednocześnie bezgranicznym zaufaniu do osobistego doświadczenia. Osoba tego pokroju nie wie, jakie były podstawy dawno zaistniałych twierdzeń i zachowań, więc ich nie rozumie – a wydają mu się głupie.
Tucker Carlson jakby nie znał i nie uwzględniał kontekstu: wielowiekowej rywalizacji Wielkiej Brytanii z kontynentalnymi mocarstwami, zasady budowania koalicji przeciwko najsilniejszemu, traumy jaką była I Wojna Światowa dla Francji i Anglii, zagrożenia, jakie stworzyło odbudowanie potencjały militarno-przemysłowego III Rzeszy, fiasko negocjacji. Nawet gdy sięga po krytykę Churchilla w wykonaniu Buchanana czy Irvinga, robi to w sposób wybiórczy, ignorując fakty niezgodne z własną narracją.
Na korzyść można zaliczyć, że eksperymentuje i kwestionuje, szukając wyjaśnień poza najbardziej oczywistymi. Przy całej swojej ignorancji, zdradza ciekawość poznawczą i skłonność do nieszablonowego myślenia. Źle, że szukając mniej oczywistych wyjaśnień, pierwsze lepsze przyjmuje bezkrytycznie za pewniki. Jego najsilniejszym argumentem jest w istocie wypływający ze złych doświadczeń brak zaufania do narracji głównonurtowej. Ewolucja światopoglądowa Tuckera Carlsona, co sam kilkukrotnie wskazywał, wypływa m.in. z przekonania że został oszukany w sprawie interwencji USA w Iraku w 2003r.
Co tymczasem robi druga strona? Niestety, obok rzeczowych odpowiedzi Robertsa, Hansona i Fergusona, dominuje narracja emocjonalno-moralna. W szczególności, na niej skupia się p. Klich, będący przedstawicielem władz RP w USA, oraz nasze media, w tym pani redaktor Gozdyra. Przyznaję, w tak wrażliwej kwestii, do której mamy osobisty stosunek, łatwo dać porwać się emocjom. Ale czy to jest skuteczne? Taka argumentacja również pomija kontekst, rodząc pytanie czy jest znany. Operuje głównie oburzeniem, które szybko przeradza się w cenzorskie zapędy. Nie dąży, żeby wyjaśnić, udzielić sensownej odpowiedzi i obronić twierdzeń, których obrona – przy całym zgromadzonym materiale – powinna być prosta. Może nie potrafi. Urzeczywistnia się twierdzenie Milla o martwym dogmacie: prawda broniona bez znajomości racji traci żywotność i ustępuje przed pierwszym sofizmatem.
To symptomatyczne.
Pod względem poznawczym i praktycznym, narracja moralno-emocjonalna nie okazuje się w żaden sposób lepsza. Nie jest nawet pożyteczna. Nawet gorzej: kiedy Carlsona zdaje się cechować minimalne zainteresowanie poszukiwaniem prawdy na własną rękę i skłonność do myślenia abstrakcyjnego w rozważaniu scenariuszy kontrfaktycznych, oburzonych łączy dogmatyczność i sztywność myślenia. Więc o ile Tucker Carlson intelektualnym orłem nie wydaje się (delikatnie rzecz ujmując), niektórzy jego krytycy w warstwie performatywnej mają problem z dorównaniem do jego poziomu. Co jest jeszcze bardziej tragiczne, z dwóch powodów. Raz, publiczność to widzi i jest skłonna solidaryzować z Carlsonem lub innymi teoriami alternatywnymi. Dwa, ta sytuacja pokazuje, że politycy i media są sami narażeni na dogmatyczny fundamentalizm, więc nie mogą mu skutecznie przeciwdziałać. Dogmatyzm i teorie alternatywne chodzą w parze: każda reakcja oburzenia zamiast wyjaśnienia potwierdza nieufność, z której Carlson czerpie swoją siłę.
Tu dochodzimy do kolejnej, uniwersalnie ważnej sprawy. Kwestionowanie zdawałoby się uznanych prawd i oczywistości, m.in. wskutek zapomnienia o stojącej za nimi użyteczności, jest domeną pseudo racjonalistycznego, relatywistycznego, progresywnego dyskursu. Współczesność w przekonaniu, że poszerza horyzonty poznawcze i jest mądrzejsza od przeszłości, uwielbia rozwalać kolejne „płoty Chestertona”. Instytucja małżeństwa? Przeżytek! Socjalizacja przez naukę, pracę, dyscyplinę, stawianie i weryfikowanie wymagań? Przesąd! Ochrona własnego społeczeństwa przed obcym elementem napływowym? Uprzedzenia! Odporność przez poddawanie próbom? Niedelikatność! Egzekucja prawa? Brak empatii.
Spora część tych szaleństw współczesności, stawiających naszą cywilizację i państwowość w obliczu ryzyk o niepamiętnej skali – mam na myśli wojnę z blokiem BRIC i kulturowo-demograficzną przegraną z tzw. Globalnym Południem – jest lustrzanym odbiciem, jeszcze bardziej wulgarnym, zadowolonej z siebie, dogmatycznej ignorancji, sięgającej po niesprawdzone teorie, a nie pamiętającej o korzeniach wiedzy, pomyślności i dobrostanu, z których korzysta.

Zostaw komentarz