W świetle jupiterów, przy udziale mediów, Sąd Rejonowy w osobie mgr Macieja Górzyńskiego wymierzył karę 5 i pół roku pozbawienia wolności Mariuszowi Trynkiewiczowi.

Sąd uznał go winnym tego, że:

  1. sprowadził od nieustalonej osoby i posiadał treści pornograficzne z udziałem małoletnich w postaci zdjęć oraz filmów zawartych na 1318 plikach komputerowych w latach 2006-2014 w Zakładzie Karnym w Strzelcach Opolskich, a także w jego rodzinnym domu w Piotrkowie Trybunalskim;

  2. w latach 2008-2014 w tym samym zakładzie karnym posiadał 18 plików zawierających treści pornograficzne przedstawiających „przetworzony wizerunek” małoletniego uczestniczącego w czynnościach seksualnych – chodzi np. o przeklejanie twarzy dzieci na obrazy ciał osób dorosłych;

  3. posiadał 10 nielegalnych programów komputerowych, głównie gier.

To nie jest żart. Tych przestępstw Trynkiewicz miał dopuścić się w warunkach izolacji w Zakładzie Karnym!

Jeśli ktoś zapomniał, co to oznacza, przypominam, że w tym okresie Państwo przejęło całkowitą odpowiedzialność za skazanego. Co więcej, przez 8 (osiem!) lat, podczas których skazany Trynkiewicz mógł mieć za zgodą dyrektora więzienia komputer, jego cela była przeszukiwana co najmniej dziesiątki (jeśli nie setki) razy! Wszystkie kontakty, jakimi dysponował, to strażnicy, lekarze więzienni, psycholog i współosadzeni. I raz w miesiącu ktoś spoza murów na tzw. widzeniu.

Jaki problem, by ustalić ewentualnych „pomocników” do przestępstwa? Kto jednak mógłby Trynkiewiczowi przynieść nielegalną grę do więzienia, nie mówiąc już o pliku pornograficznym?

Przecież to wymaga nośnika – dyskietki albo pendrive’a! A każdy skazany jest po widzeniu przeszukiwany. Odwiedzający również mija tzw. bramkę, która wykrywa wszystkie gadżety elektroniczne, od telefonu po kluczyki do samochodu, pendrive’a czy dyskietkę tym bardziej.

Współosadzeni?

Jeśli tak, to znaczy, że w polskim więzieniu, i to o dość ostrym rygorze, kwitnie handel nielegalnym oprogramowaniem.

Po co?

Skazany na 25 lat potrzebuje Excela, żeby dokładnie zliczać mijające dni odsiadki?

Zostają więc strażnicy.

Pamiętajmy, że Trynkiewicz nie cieszył się sympatią za to, co uczynił. A sympatie „gadów” (strażników więziennych) i „złodziei” (skazanych) są takie same. Jako morderca – pedofil prócz obrzydzenia budził jeszcze strach.

Nie wierzę w „nabycie od nieustalonej osoby”.

Utwierdza mnie w tym fakt nagłego „odnalezienia” dowodów popełnionych w więzieniu przestępstw wtedy, gdy okazało się, że Trynkiewicza trzeba wypuścić na wolność. Za wszelką cenę szukano czegoś, co pozwoli trzymać go w izolacji dalej.

Nie od dzisiaj wiemy, że na człowieka zawsze znajdzie się jakiś paragraf. A sięgająca prawie 100% „skazywalność” polskich sądów karnych każe wątpić w panującą w nich sprawiedliwość.

Zgoda, Trynkiewiczowi się należało.

Tyle, że takie postępowanie nijak się ma do postulatu „państwa prawnego” (art. 2 Konstytucji).

Dzisiaj Trynkiewicz, a jutro ja, albo on, ty… Bo zagrażamy rządzącym. Przecież nie trzeba naginać prawa tylko wobec pedofilów. Dla sędziego Górzyńskiego obawa przed ewentualnymi morderstwami dzieci była wystarczająca. Chwała Bogu za to, że nie muszę być na jego miejscu. Bo przecież prócz prawa istnieje także sumienie. Ale… dla ilu innych magistrów prawa noszących w pracy togę granicę określą pieniądze? Inne korzyści?

Jeśli jednak sędzia Maciej Górzyński skazał w oparciu o rzetelne dowody, to obraz polskiego więziennictwa jest wyjątkowo tragiczny. Oto morderca-pedofil bez jakichkolwiek przeszkód ze strony pilnujących go przez osiem lat strażników podnieca się obrazami nagich małolatów. Ba, może wklejać sobie głowy najmłodszych „aktorom” filmów hard-porno. Wystarczało, że się nie skarżył, i nie odmawiał jedzenia w ramach protestu  o cokolwiek.

____________________________________

* casus – przypadek