Więc jadę, ale przez to, że czytałem „Cyfrową demencję” – ciągle patrzę i myślę o tym, co widzę, że aż przestaję rozumieć, gdzie jestem.
W książce dotarłem do części o pogłębionym myśleniu. Że nie wystarczy tylko tak sobie patrzeć, żeby widzi, ale trzeba myśleć głębiej, uświadamiając sobie kolory, kształty, zapachy i wszystko inne. Im więcej – tym głębiej.
Nie tak jak na Facebooku, gdy możesz cały świat przewinąć kciukiem w ciągu 15 minut, ale w rzeczywistości nie zobaczyłeś nic więcej ponad płaską powierzchnię monitora.
Gdy to sobie uświadomisz, nagle wszystko się zmienia. Wychodzisz z domu i te wszystkie barwy, zapachy i pokrzywione nosy, które normalnie pomijasz, walą w ciebie z siłą oszalałego żywiołu. Aż się zachwiałem.
A podczas jazdy samochodem jest jeszcze gorzej. Czujesz się przeciążony i zaczynasz się zastanawiać, czy nadmiar bodźców nie może wywołać demencji w drugą stronę.
Na szczęście udało mi się jednak w porę zatrzymać samochód na czerwonym świetle przed przejściem dla pieszych. Ale wtedy oni wszyscy zaczęli przechodzić na drugą stronę ulicy, jakby chcieli mi zrobić na złość. Normalnie to nic, ale teraz byłem przełączony na tryb myślenia głębokiego i zacząłem się w nich wgłębiać.
Chłopak, dziewczyna, chłopak, chłopak… nie wiem! No nie wiem! Czy to już jest demencja?
Miałem ochotę wysiąść z samochodu i złapać to coś za klapę, aby się dowiedzieć, czym jest. Bo ja znam tylko dwie płcie. Zresztą tak samo jak prof. Spitzer – autor książki. I tu cię mam, ty zaprzańcu.
Bo myślenie o 10 płciach dopiero jest prawdziwą głębią. Gdybym miał ich tutaj podzielić na 10 preferencji seksualnych – zrobiłbym swojemu mózgowi prawdziwe pranie mózgu. Przy 20 moje synapsy poskręcałyby się jak spalona skórka na pieczonych ziemniakach.
Dopiero wtedy zrozumiałem, skąd się bierze ta intelektualna przewaga ludzi postępu nad konserwatystami. To efekt nieludzkiej głębi myślenia.
Ale ja się nie dam. Już załapałem i będę się wgłębiał głębiej. To coś, czego nie rozpoznałem, zakwalifikowałem jako tożsamość tymczasową. Dalej była nastolatka o tożsamości płciowej kobieta za pięć dwunasta. Następnie amorficzny wytwór epoki cyfrowej, niezdolny do życia na wolności, którego płeć rozpoznaje się po avatarze na facebooku.
W tym jednak momencie zapaliło się zielone światło. Musiałem jechać dalej, ale się nie poddam. Podczas jazdy trudno identyfikować płeć, ale można się wgłębiać w rozmazane kolory.
Niby dlaczego mam się ograniczać do narzuconej im roli w palecie barw RGB. Będę je widział takimi, jakimi chciałyby być.
Więc pomykam moją strzałą w kolorze płonącego złota po drodze w odcieniu kosmicznego błękitu ozdobionego srebrną aplikacją zrobioną z promieni księżyca. Z lewej strony mignęła mi smuga purpury przystankowej, a z prawej rozlewał się fosforyzujący oranż zachodzącego słońca przenikającego przez szuwary nad jeziorem Titicaca.
I już wiem, że nie grozi mi demencja – najwyżej tęczowe szaleństwo.
Zostaw komentarz