W 2023 roku Macron zablokował otwarcie biura łącznikowego NATO w Tokio. Powód? Pekin był niezadowolony, a Paryż, jak zwykle, słuchał.

Teraz, trzy lata później, do Tokio przyjeżdża bezprecedensowa delegacja: jednocześnie blisko 30 ambasadorów przy NATO (przedstawicieli stałych państw członkowskich NATO w Brukseli). Największa tego rodzaju misja w historii relacji NATO–Japonia.

Spotykają się z ministrami, omawiają Chiny, Rosję, Koreę Północną. Robią dokładnie to, czemu Macron, zwolennik autonomii strategicznej Europy, chciał zapobiec.

Ta wizyta to kamień milowy w pogłębianiu relacji NATO z Japonią, która traktuje swoje bezpieczeństwo poważnie.
I jest jeszcze jeden dowód, że to słuszny kierunek.

Moskwa i Pekin zareagowały wściekłością. Rosyjskie MSZ określiło wizytę jako „prowokację”. Chińskie media państwowe piszą o „destabilizacji regionu”. Jak zawsze, im głośniejszy krzyk z Moskwy i Pekinu, tym pewniejszy znak, że Zachód robi coś właściwego.

Niektóre media próbują przedstawić tę wizytę jako wyraz obaw o „niezawodność USA” za czasów Trumpa. To narracja odwrócona. Bez Trumpa tej wizyty by nie było. To jego presja zmusiła sojuszników do działania. Trump nie osłabił sojuszu. Trump go przebudził.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw