Tak, jak powtarzam od dawna,  Chiny już wyścig przegrały. Akurat kryzys developerski nie jest tutaj kluczowy, władze nie przejmują się paroma milionami majętnych ludzi, którzy zainwestowali w kolejne mieszkania, gdyby poczuły „mus” oskubałyby ich bezwzględnie (co moim zdaniem częściowo będzie miało miejsce, tym bardziej, że prywatna własność nieruchomości jest zgodnie z konstytucją Chin nielegalna). Problem firm developerskich ma, z punktu widzenia Xi 2, negatywne przełożenia.

Pierwsze to osłabienie instytucji finansowych, które już straciły i stracą kolejne miliardy. Skutkiem tego spadnie ważna politycznie i wizerunkowo aktywność inwestycyjna Chin.

Drugi, to zauważony przez Prof. Grzegorza Górskiego (tekst na Pressmania.pl tutaj), możliwy kryzys gospodarczy, osłabiający bazę wzrostu PKB. Zwracam uwagę, że przed rychłymi wyborami na „Cesarza Błękitnego Nieba”, aktywność Xi spadła drastycznie, skłania to ku 2 możliwościom, albo Xi czuje się słabo i aktywność mogłaby go jeszcze osłabić, bądź to cisza przed burzą (podążanie ścieżkami strategii Sun Tze). Wydaje mi się, że ten pierwszy scenariusz jest bliższy prawdy, czy jest tak w istocie dowiemy się niedługo.

Musimy mieć jednak świadomość zagrożeń, gdyby nie wątpliwy przykład Rosji, być może zdecydowałby się zaatakować Tajwan w sytuacji, gdy jest do tego niedostatecznie przygotowany.

Jakiej innej akcji moglibyśmy się spodziewać?

Pójście na ekonomiczną wojnę z zachodem w sytuacji kryzysu wewnętrznego wydaje się samobójcze. Taka wojna, owszem wywołałaby globalny kryzys gospodarczy o skali dawno nie spotykanej, ale Chiny mogłyby zapłacić cenę jeszcze wyższą.

Nie jestem w głowie Xi, musimy mieć świadomość, że jego kapitałem jest brak utraty twarzy (mianzi), przed wyborami zrobi wiele aby jego walka o reelekcję skończyła się sukcesem i każda porażka może mu osiągnięcie tego celu utrudnić.

Dla pozycji Xi dużo większym zagrożeniem może stać się kryzys w małych bankach regionalnych i utrata oszczędności przez dziesiątki milionów zwykłych chińczyków. Pamiętając, że przynajmniej formalnie Chiny są państwem komunistycznym, „oskubanie” paru milionów milionerów może dać nawet dodatkowe poparcie Xi, natomiast „oszukanie” zwykłych zjadaczy chleba, to coś na co Xi pozwolić sobie nie może.

Musimy też pamiętać, że kryzys energetyczny trwa z małymi przerwami w Chinach już drugi rok, to rzutuje na efektywność ekonomiczną Państwa Środka. Chiny, ewidentnie sobie z nim nie potrafią poradzić, skala problemu spadła, ale problem nie znikł. Jednocześnie musimy mieć świadomość, że zaawansowanie naukowe, technologiczne i przemysłowe Chin, mimo mnóstwa problemów nie zniknie i Chiny pozostaną już jednym z mocarstw na mapie świata.

Wszelkie zaburzenia, to naruszenie harmonii, równowagi, czegoś, na co każdy Chińczyk jest czuły, gdyż oznacza kamyk wrzucony w płaską toń Tao, a ta powinna zostać, na ile to możliwe, nietknięta.

Autor: Krzysztof Jaroszuk