Strefy Czystego Transportu są przedstawiane jako klucz do poprawy zdrowia mieszkańców miast. Kraków, który jako pierwsze polskie miasto wprowadził szeroką strefę, stał się jednocześnie pierwszym, w którym mieszkańcy w referendum odwołali prezydenta odpowiedzialnego za jej uchwalenie. To dobry moment, by zadać pytanie wprost: czy SCT naprawdę czynią nas zdrowszymi?
Powietrze w Polsce znacząco się poprawiło w ciągu ostatnich 30 lat – dzięki likwidacji kopciuchów, modernizacji przemysłu i nowszym samochodom. W Krakowie w 2025 roku stężenia tlenków azotu mieściły się już w normach. Chociaż Kraków przez lata uchodził za jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast Europy, a jego mieszkańcy żyją najdłużej w Polsce – obok Gdańska i Gdyni.
Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują kolejny paradoks: zachorowalność na raka płuca jest wyższa na czystym Pomorzu niż w „smogowej” Małopolsce. Przez ostatnie trzy dekady jakość powietrza w Europie systematycznie się poprawiała, a liczba nowych zachorowań na raka płuca nie spadła. Według danych GLOBOCAN w 2012 roku odnotowano ok. 410 tys. przypadków, a w 2022 już 484 306. Wzrost o ponad 70 tysięcy.
Najnowsze badanie University of Southern California pokazuje jeszcze szerszy problem. Wśród 187 młodych osób (przed 50. rokiem życia) z rakiem płuca – z których większość nigdy nie paliła – chorzy jedli znacznie zdrowiej niż przeciętny Amerykanin. Naukowcy wskazują na pestycydy w żywności jako możliwy czynnik ryzyka.
Gdyby czyste powietrze było decydujące, Norwegia powinna mieć najmniej astmy w Europie. Tymczasem ma jej wyraźnie więcej (8–11%) niż Polska (5,5–6,5%), mimo niemal zerowego smogu i wysokiej elektromobilności. Paradoksalnie, Norwegia ma również wyższą zachorowalność na raka płuca wśród kobiet niż Polska (27,6 vs 24,1 na 100 tys. mieszkańców).
Kraków to nie Norylsk. Porównywanie polskiego smogu do rosyjskiego miasta zatrutego metalami ciężkimi jest intelektualnym nadużyciem. Podobnie jak wprowadzanie krakowskiej SCT w Dubaju – nie zmieniłoby tam absolutnie niczego, bo mimo nowoczesnych aut i braku palenia drewnem czy węglem, stężenia pyłów są wyższe a przekroczenia norm częstsze niż w Krakowie, co wynika z przyczyn naturalnych – pyłu pustynnego, który – nota bene – też czasem dociera do Krakowa.
Zachodni entuzjazm dla stref też słabnie. Francja przegłosowała w Zgromadzeniu Narodowym ustawę likwidującą SCT, a Hamburg masowo zamawia nowe autobusy na diesel zamiast elektrycznych.
Wkrótce wiele miast w Europie znów będzie „skażona smogiem”, bo UE i WHO szykują nam zaostrzenie norm powietrza. Po co, skoro nawet długotrwałe przekroczenie obecnych norm, ma znikomy wpływ na zdrowie? Czy nie po to właśnie, by dawać paliwo do straszenia społeczeństwa smogiem i wprowadzania ideologii zielonego ładu?
Zdrowie człowieka jest wynikiem wielu czynników: jakości żywności, stylu życia, stresu i dostępu do lekarzy. Mechaniczne wprowadzanie coraz ostrzejszych stref transportowych przy ignorowaniu pozostałych czynników nie uczyni nas zdrowszymi. Wynik referendum wskazuje, że mieszkańcy Krakowa zaczynają to rozumieć i nie nabierają się już tak łatwo na zieloną propagandę alarmów smogowych.
Na marginesie, jaki skutek może mieć wprowadzenie SCT, skoro w Krakowie podczas covidowych lockdownów w 2020 roku normy powietrza i tak były przekroczone, mimo że obowiązywał już zakaz palenia drewnem i węglem, a ruch aut zamarł?
Odpowiedź na pytanie z tytułu jest jasna: nie, SCT w Polsce nas już nie uzdrowią.
Zostaw komentarz