Od lat trwały próby karania przez lewacką Unię nielubianych prawicowych rządów w Polsce i Węgrzech. Najlepszym narzędziem do tego celu byłby mechanizm połączenia praworządności z budżetem unijnym, by przy jego pomocy wstrzymywać wypłatę środków finansowych z budżetu. To się nie udawało bowiem na przeszkodzie stały zapisy traktatowe.

Gdy premier Mateusz Morawiecki powrócił z lipcowego unijnego szczytu dotyczącego budżetu UE na lata 2021-2027, chwalił się, że Polska ma być jednym z jego największych beneficjentów, wynegocjowana kwota 750 mld zł. Zapewniał, że „W porozumieniu nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy praworządnością a środkami budżetowymi”. Przemawiając w Sejmie zwrócił się do opozycji słowami „Droga opozycjo, dzisiaj jest taki czas, że trzeba się uśmiechnąć, trzeba się uśmiechnąć do sukcesu, który odnieśliśmy”.

Jak mawiał „Wielki Szu” grany przez Jana Nowickiego – „Patrz na przedstawienie, ale myśl jak się ono ma do samej rzeczy. Widzisz przedstawienie a nie widzisz rzeczy”. Tak samo było w przypadku naszego premiera. Pieniądze Go oślepiły.

Widział przedstawienie a nie widział rzeczy. Widział miliardy euro, a zgodził się na nieprecyzyjne zapisy końcowe szczytu. Szybko okazało się, że Niemcy znakomicie je wykorzystały. Zastosowały klasyczną marchewkę w postaci olbrzymich pieniędzy dla Polski i jednocześnie ukryły kij w postaci powiązania unijnych funduszy z praworządnością, pod którą można wszystko podciągnąć.

Jeśli władze kraju chcą odzyskać zamrożone środki, to mają czas na rozwiązanie problemu do końca roku, w którym sankcje zostały nałożone. Jeżeli tego nie zrobią, pieniądze ostatecznie przepadają i nie można już ubiegać się o ich wypłatę.

Prezydencja niemiecka nie przejmując się łamaniem unijnych traktatów 5 listopada dodała do wynegocjowanego w lipcu budżetu UE mechanizm praworządności szeroko wychodząc poza ochronę finansów UE, wiedząc, że Węgry i Polska na to się nie zgodzą.

Gdy premier Morawiecki otrzymał projekt rozporządzenia okazało się, że znajduje się w nim zapis warunkujący wypłacanie unijnych pieniędzy od  przestrzegania zasad praworządności, a miał dotyczyć tylko ochrony budżetu przed korupcją i defraudacją.

Szef rządu przekonał się osobiście, że Niemcom nie można ufać, skoro, na co innego się zgodził a co innego otrzymał. Gdy w odpowiedzi zagroził zawetowaniem budżetu, naciskają wszelkimi sposobami. Są w stanie wszystko obiecać i gwarantować, by tylko wyraził zgodę na dodanie do porozumienia czegokolwiek: uzupełnienia, deklaracji, poświadczenia, załącznika, dodatku. Najważniejsze by nie wetował. Wówczas będą mieli podstawę do powoływanie się na zgodę Polski na powiązanie funduszy z praworządnością. Skoro Niemcy potrafią łamać zapisy traktatowe, to tym bardziej nie będą honorowali jakichkolwiek uzupełnień do porozumienia.

Już została podjęta próba ogrania premiera Morawieckiego przez Niemcy. Ursula von der Leyen przysłała list do, w którym proponuje by w przypadku zastrzeżeń do mechanizmu warunkowości decyzje będzie można skarżyć do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także przekonuje, że jest on powiązany bezpośrednio z prawidłowym zarządzaniem finansami, a nie ogólnymi naruszeniami praworządności. Chodzi jedynie o takie naruszenia, które mogą wpływać na zarządzanie unijnymi finansami, a także finansowe interesy UE.

Będąc szefową UE mając do dyspozycji unijnych prawników doskonale wie, że taka propozycja jest sprzeczna z traktatem, ponieważ TSUE nie jest organem, który ma prawo w tej materii się wypowiadać.

Odpowiadając na tę propozycję premier Morawiecki stwierdził, że do TSUE można zaskarżyć tylko akt prawny UE, który został przyjęty i powtórzył, iż Polska „z całą mocą” sprzeciwia się przyjęciu aktu prawnego, który omija traktaty UE.

Nie powinien wyrażać zgody na tego typu dodatkowe zapisy tylko bezwarunkowo domagać się ich odrzucenia i powrotu do mechanizmu praworządności, ale rozumianego jako ochrona interesów finansowych Unii Europejskiej przed korupcją i defraudacją.

Rozwiązanie problemu jest bardzo proste. To nie Polska ma ustępować lecz prezydencja niemiecka która jest odpowiedzialna za zaistniałą sytuację. By zakończyć konflikt powinna natychmiast zrezygnować z tych zapisów które są niezgodne z unijnymi traktatami.

Pójście na jakikolwiek najmniejszy nawet kompromis będzie świadczyć, iż premier Morawiecki kolejny raz dał się ograć.

Foto:TVP info