Skończyłam polonistykę w latach 90. Na studia przyjmowano wtedy po napisaniu piękną
polszczyzną elaboratu na zadany temat oraz po zdaniu ustnego egzaminu przed uczelnianą komisją, składającą się z profesorów i doktorów. Czyli uczelnia przyjmowała człowieka,
widząc go, słysząc i wiedząc, jak pisze. Fajnie, nie?

Z zamiłowania jestem językoznawcą, uważam, że zawiłości polskiego języka pełne są piękna i znaczeń, które należy doceniać i
szanować. W trudnych dla Polski okresach to język polski i kultura z nim związana pozwoliły zachować tożsamość narodową. No, ale nie chcę tu przynudzać – wszyscy znamy ten temat ze szkoły.

Język polski jest językiem fleksyjnym. Oznacza to, że większość polskich słów się
odmienia. To na meandrach koniugacji i deklinacji zasadza się trudność nauki naszej mowy przez obcokrajowców.

Język międzynarodowy, jakim jest angielski, jest językiem pozycyjnym. Oznacza to, że o funkcji wyrazu w zdaniu decyduje jego położenie.

W języku polskim dzieje się tak tylko w jednym przypadku, w zdaniu typu: Pszczoły zjadły mrówki.
(czyli, że mrówki zostały zjedzone przez pszczoły, ale gdybyśmy dodali kontekst, np. pytanie: Kto zjadł pszczoły? – to już podmiotem i wykonawcą czynności jedzenia są mrówki.

Niedawno obejrzałam fragment wywodów jakiegoś youtubera, że fleksja jest nam
niepotrzebna. Że spokojnie możemy mówić: Karol odwiedzić Michał i pójść na kawa do cukiernia. Potraktowałabym to jako głupi żart, gdyby nie to, że to się już dzieje na naszych
oczach.

Język polski pod wpływem języka angielskiego i w wyniku rozwoju techniki traci swoją tożsamość. Od kilku lat obserwuję zmiany nie tylko na poziomie potocznym, kolokwialnym, ale także reformy odgórnie serwowane nam przez decydentów. Widzę też
pewne nasilające się tendencje w wypracowaniach uczniów.

Wymienię tu moje
spostrzeżenia i krótko je opiszę:
1. Utrata fleksyjności. Kiedyś mówiło się: pociąg do Lubania, objazd do
Świeradowa. Dziś megafon na dworcu obwieszcza, że z toru przy peronie odjedzie
pociąg do stacji Lubań, a na drogowskazie widnieje napis: objazd do m. Świaradów. Nikt się nawet nie wysila, żeby napisać całe słowo “miasto”. Tam gdzie chodzi o wioskę, też jest m. Pewnie miejscowość. Albo już bez cienia żenady głośnik
na przystanku zapowiada: “Autobus nr 12 w stronę Kalinowa przyjedzie za 14 minut”.

Tylko że u nas nie ma żadnego Kalinowa, jest ulica Kalinowa. Dlaczego nie
odmieniają? Ukłon w stronę obcokrajowcow? Kosztem wyrazistości i piękna swojej
mowy? AI nie wyrabia zakrętów fleksyjnych? No ale jak to: prowadzi terapię i pisze artykuły, a Kalinowej nie umie odmienić? …

Młodzież na szczęście jeszcze deklinuje, ale już zupełnie nie radzi sobie z odmianą tytułów dzieł literackich. Wiele razy poprawiałam w pracach błędy typu: Raskolnikow, bohater “Zbrodnia i kara”. Niektórzy wstawiają “książka” i to ich jakoś ratuje.

2. I tu pojawia się następny problem, ktory obserwuję od lat. Bo ta “Zbrodnia i Kara”
będzie zapisana tak właśnie. Przez duże “K”. W sumie nic takiego. Język się rozwija
i zmienia, i raz na ileś lat trzeba pewne zmiany skodyfikować. Absolutnie nie miałam nic przeciwko ujednoliceniu pisowni imiesłowów przymiotnikowych z “nie”, bo
zwyczajnie głupie było to rozróżnienie na niepalących w ogóle i w danej chwili
(bardziej dorośli pamiętają, młodszym wyjaśniam, że jedno pisało się łącznie, a drugie oddzielnie – zawsze się pytaliśmy, jak pisać, gdy ktoś przed chwilą rzucił i jeszcze nie wie, czy wytrwa.

W przypadku zapisu tytułów zasada jest taka: W tytułach czasopism wszystkie
wyrazy oprócz spójników i przyimków piszemy wielką literą, w pozostałych tytułach
tylko pierwszy wyraz wielką, chyba że dalej są nazwy miejscowe i osobowe. Można
by przypuszczać, że pojawiające się w środku tytułu wielkie litery są przeflancowane z tytułów czasopism, ale to niemożliwe. Papierowych czasopism młodzież nie czyta.

Ten zapis to kalka z języków germańskich. Dzieje się to na taką skalę, że oficjalnie nie stanowi już błędu w wypracowaniach maturalnych.

3. Jeśli chodzi o tytuły, to tu da się zauważyć jeszcze jedną manierę: mnóstwo książek –
nawet polskich autorów – nosi tytuły angielskie. Dlaczego? Po co? Aaaa, no tego to nie wiem…

Kiedyś w zamierzchłym PRL-u, kiedy angielski był równie egzotyczny jak dziś hindi, noszenie koszulki z napisem w tym obcym języku było szpanerskie. Dziś – skoro ten język już nie jest obcy, takie być nie powinno. A jednak.

4. Cechą charakterystyczną języka polskiego są znaki diakrytyczne – wszystkie te
ogonki i kreseczki. One również zanikają. Wiadomo, uczniowie robią błędy
ortograficzne i piszą “krowe” zamiast “krowę”, “wzioł” zamiast “wziął”. Ale nie w
tym rzecz. Problem polega na tym, że w ogóle nie robią ogonków. Kreseczki już
prędzej, choć niektórzy i z tego rezygnują. Za duży wysiłek? Oczywiście język
internetu to język angielski i w hasłach nie można używać polskich znaków. Nie to
jednak jest przyczyną owego lenistwa. Wynika ono najprawdopodobniej z wygody pisania cyfrowego. Słownik T9 wszystko poprawi, nie trzeba nawet patrzeć. Można nawet podyktować.

Wymienione przeze mnie symptomy nie muszą wskazywać na jakąś zapaść językową, jednak ich wyraźne skłanianie się ku anglicyzacji języka polskiego (nie wspominam o
zapożyczeniach i neosemantyzmach, bo to normalne, ale o zmianach strukturalno – kulturowych) budzi niepokój. Do tego dochodzą neologizmy feminitywne i propozycje zmian w koniugacji w odniesieniu do osób niezgadzających się na żadną z dotychczas funkcjonujących. Nie byłoby to możliwe w dobie sprzed internetu. Nie byłoby to możliwe bez sięgania po obce wzorce.
***
Właśnie gdy zastanawiałam się, jak zakończyć ten tekst, do biblioteki, w której pracuję, weszła licealistka i poprosiła o “Skąpca” OD Moliera. Owo słówko “od” w takim zestawieniu już od dawna pojawia się w języku pop kultury, raczej jako element slangu, jednak odnoszę wrażenie, że powoli wchodzi na salony. Nie wyśledziłam źródła tego wyrażenia, ale prawdopodobnie wzięła tu górę tendencja do wyrazistości wynikająca z tego, że młodzież przestaje rozumieć fleksyjną konstrukcję: “Skąpiec” Moliera. Byłby to więc kolejny ukłon w stronę języka pozbawionego form deklinacyjnych? Taka nieczułość na przypadki?… Ale nie ma co wybrzydzać, jeszcze nie mówią: Poprosić “Skapiec” od Molier.