– To ja jeszcze raz o tym waszym marszu nacjonalistów. Dużo was, a władzy zdobyć nie potraficie. Tak samo było w komunizmie. Gdyby wam komuniści nie pomogli – do dzisiaj bylibyście w opozycji. A jak czasem wam się uda — łoo, matko — jest jeszcze gorzej…
– Tak właśnie jest, pani Zosiu, ma pani rację…
– No coś pan, panie Tomku, chory czy co? Może covida pan złapał? Przecież pan się nigdy ze mną nie zgadza. Jeżeli pan chce coś zyskać w ten sposób, to ja od razu panu powiem, że mam męża.
– Ależ pani Zosiu, co pani. Ja po prostu się z panią zgadzam. My się do rządzenia nie nadajemy. Gdybyśmy się nadawali, to byśmy rządzili.
– Miód pan leje na moje serce, panie Tomku. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy ten mój facio jest rzeczywiście takim fajnym mężem.
– Nawet liderzy prawicy to wiedzą, pani Zosiu. Dlatego po objęciu rządów pozostawiają władzę w waszych rękach. To jest ich taka przemyślna taktyka prawicowa.
– Chyba pan przesadza, panie Tomku, nie jest tak źle — powiedziała pani Zosia ze współczuciem, nim się spostrzegła, że występuje nie w swojej roli.
– Ależ jest. Bo prawicowe elity postrzegają swoich zwolenników jak Bolka z remizy. Wystarczy zobaczyć, dla kogo Kurski robił telewizję. Natomiast waszych ludzi uważają za wybitnych fachowców przez zasiedzenie. Bo wasi ludzie są zasiedziałymi urzędnikami, profesorami, dziennikarzami, ekspertami. Dlatego prawicowi przywódcy chcą rządzić w oparciu o waszych fachowców.
Pani Zosia prawie chciała rzucić się panu Tomkowi na szyję z radości. Pan Tomek już nawet rozłożył ramiona i opracował całą strategię, jak się ustawić, aby poczuć ją jak najwięcej. A jednak pani Zosia zatrzymała się w połowie ruchu. Coś ją jednak niepokoiło.
– Czy to źle, że prawicowi przywódcy realistycznie postrzegają prawicowy motłoch?
– Źle, bo stworzyli przez to idiotyczną koncepcję prawicowych rządów. Aż trudno w nią uwierzyć. Otóż oni starają się zarządzać od góry masą pracowników, którzy ich nienawidzą. Co gorsza, wierzą, że to jest realne.
– Zaczynam się gubić w tych pana głupotach, panie Tomku — pani Zosia zrozumiała, że jej wcześniejszy entuzjazm był przedwczesny. Cofnęła więc rozpoczęty gest przyjaźni. — Przecież skrajna prawica natychmiast po objęciu władzy wymienia fachowców na swoich partyjnych działaczy.
– To jest prawda, ale pokręcona przez wasze media. Bo wymiana kadr w czasie prawicowych rządów następuje wyłącznie od góry. Nigdy od dołu.
– Nie rozumiem.
– Liderzy prawicy przejmują najwyższe stanowiska, ale nie stwarzają młodym ludziom możliwości rozpoczęcia kariery od dołu. A później się dziwią, że młodzież ich nienawidzi.
– Czy to coś zmienia?
– Otóż na wyższych stanowiskach nic nie trzeba robić. Bo kto ministrowi zabroni? Dlatego w rzeczywistości w czasie prawicowych rządów nic się nie zmienia. Państwem na poziomie wykonawczym zarządzają ci sami ludzie co zawsze.
– Pan mówi jakieś dziwne rzeczy, które nikogo nie obchodzą… Mi wystarczy prosta prawda, że wasi partyjni działacze doją w czasie swoich rządów nasze państwo. A pan zamiast zabrać dziewczynę na przejażdżkę porsche, pokazuje jej budowę silnika.
– Więc spróbuję przedstawić to obrazowo. Proszę sobie wyobrazić ministerstwo…
– Które?
– Którekolwiek. Od lat obsadzane przez komunistów, ich dzieci, później postkomunistów, a jeszcze potem liberalną lewicę. Aż tu nagle trach — wygrywa patriotyczna prawica. Przychodzi prawicowy minister, zero doświadczenia. Co robi? Nic, bo niczego nie umie i nic nie musi.
– Jak to nic? Ciągle robią konferencje prasowe.
– Powołuje też swoich ludzi na wiceministrów, gdyż ci też nic nie muszą robić. I jeszcze upychają ich w gabinetach politycznych — z tego samego powodu.
– Ja tu, panie Tomku, nie widzę wielkiej różnicy między waszymi i naszymi. Takie są po prostu mechanizmy władzy. Im wyżej, tym mniej.
– Tak, ale wasi mają wsparcie całego aparatu państwa, a nasi nie. Nasi przy władzy są zawsze sami. W konsekwencji, gdy wasi ministrowie nic nie robią — to i tak rządzą wasi. Natomiast gdy nasi ministrowie nic nie robią, to nadal rządzą wasi.
– Nie zgadzam się z panem, panie Tomku, bo tego nie rozumiem.
– Wygląda to tak, że prawicowi politycy w okresie swoich rządów siedzą na wysokich grzędach politycznych, z daleka od pracy merytorycznej. Niby rządzą, ale tak jakby w opozycji do własnych urzędów i ministerstw. Bo prawica jest w wiecznej opozycji nawet wtedy, gdy rządzi.
– Dziwne rzeczy pan opowiada, panie Tomku…
– A wie pani, co potem? Po przegranych wyborach przychodzi nowy minister i wywala całą tę prawicową narośl polityczną: wiceministrów i gabinet polityczny. A wtedy ślad po prawicy w ministerstwach i instytucjach publicznych zanika, jakby ich tam nigdy nie było.
Bowiem prawica nigdy nie otwiera naboru od dołu dla ludzi, którzy na niższych stanowiskach przetrwaliby upadek prawicowych rządów i nabierali merytorycznego doświadczenia.
– I dobrze. Bo to mohery.
Zostaw komentarz