
Polityka Niemiecka w UE czyni jak wiemy, wszystko celem podporządkowania sobie krajów UE w tym Polski strasząc je, jak pamiętamy, zabraniem środków budżetowych UE w ramach tzw. „praworządności” i jej uzależnienia oraz zmuszenia tych krajów do przyjmowania emigrantów Syryjskich. Jest to mechanizm bez osadzenia traktatowego. Osąd wówczas nad danym państwem sprawować będzie urzędnik UE a nie parlamenty czy rządy danych krajów. Państwa tracą wówczas całkowicie swoją suwerenność będąc podporządkowanym tak naprawdę Niemcom ( IV Rzesza !)
Trudno wskazać dokładną datę przejęcia przez Niemcy nieformalnego przywództwa w Europie, choć wiadomo, że nie nastąpiło ono z miesiąca na miesiąc. Prawdopodobnie należy się nawet cofnąć do 2005 r., kiedy Francja i Holandia odrzuciły Konstytucję UE w referendach, wywołując poważny kryzys we Wspólnocie. Potem nastąpiła najpierw dwuletnia faza „konsternacji”, zanim Niemcy – podczas swojego przewodnictwa w UE w pierwszym półroczu 2007 r. – przygotowali raport na temat „możliwych przyszłych rozwiązań”, co z kolei utorowało drogę do przyjęcia Traktatu Lizbońskiego. Nie wchodząc w szczegóły, odrzucenie 15 lat temu przez Paryż unijnej konstytucji zadało cios niezachwianemu dotąd filarowi UE, jakim była oś niemiecko–francuska. Następnym wydarzeniem, przygotowującym grunt pod „mimowolne” przywództwo Niemiec w UE, był zapoczątkowany w 2009 r. kryzys strefy euro. Kiedy nad Grecją zawisło widmo bankructwa, Berlin już całkiem świadomie przejął inicjatywę w szukaniu rozwiązania tego problemu. Opierało się to na przekonaniu, że gospodarkę niemiecką czekają tłuste lata, co dla polityków takich jak Wolfgang Schäuble stanowiło silny argument do zarządzania polityką europejskich finansów. Przy czym należy też przyznać, że niektóre państwa wspierały wtedy rząd federalny i popychały go wręcz do podjęcia samodzielnych działań antykryzysowych. Z czasem niektórym partnerom w Europie ta niemiecka dominacja zaczęła się jednak coraz mniej podobać.
Polska i wiele krajów UE sprzeciwiają się w sposób stanowczy tym niedozwolonym prawnie praktykom, mimo innych wcześniejszych uzgodnień Premierów krajów UE.
Polska nie zgadza się w pełni z niemiecką dominacją w Unii, choć nie zamierza opuścić Wspólnoty. Pytanie tylko, na ile np. państwa Grupy Wyszehradzkiej są w ogóle jeszcze w stanie ograniczyć rosnącą siłę Niemiec w instytucjach unijnych? Czy jest to w ogóle jeszcze możliwe?
Faktem jest, że Niemcy od lat bez większych zahamowań wykorzystują w Europie swoją przewagę polityczną i ekonomiczną. O tym świadczą choćby ostatnie opinie niektórych niemieckich polityków, którzy domagają się wznowienia projektu Nord Stream. Nic nie jest na zawsze, ale odrzucenie przez Francję konstytucji unijnej, kryzys strefy euro oraz fala imigrantów wzmocniły hegemonię Niemiec, które tym samym odebrały unijnym instytucjom autorytet i stosowne narzędzia, jakimi mogłyby same zarządzać kryzysami. Zanim powstały takie inicjatywy jak Grupa Wyszehradzka, w Unii brakowało alternatywy dla hegemonii Berlina. Po francuskim buncie nikt się nie kwapił do podzielenia się z Niemcami dominacją, co stworzyło pewien klimat przyzwolenia na niemieckie przywództwo. Ale to Niemcy same stopniowo wykorzystały sytuację dla swoich potrzeb, zdawszy sobie sprawę z rosnącej przewagi.
Niemcy chcą jednego „albo dyktat Niemiec albo koniec Unii Europejskiej”. Niemcy chcą zmusić Polskę by „skakała” jak oni zagrają – czyli pełne LGBT, uchodźcy i terroryści oraz wszelkie decyzje co ma być w Polsce podejmuje…. Berlin.
Skąd my to już znamy jak król Europy na kolankach podporządkował się swoim… Niemcom. To on powiedział, że „Polskość to nienormalność”, co raz podnosi ciśnienie któremuś z naszych patriotów. Choć słowa te padły w roku 1987 roku, wracają w debacie publicznej. Donald Tusk jak tylko może to szkodzi Polsce, o czym informuje nas prasa. Inny polityk wpatrzony w Niemcy powiedział : „Po co nam port lotniczy w Polsce jak jest w Berlinie” komentował to jak wiemy Trzaskowski. W Gdańsku można zobaczyć niemieckie znaki na Poczcie Polskiej, niemieckie nazwy tramwajów. Pod ścianą gdzie Niemcy rozstrzeliwali Obrońców Poczty Polskiej – śmietniki. Teren Westerplatte zarządzany przez władze miasta wyglądal do niedawna jak śmietnik….starczy !
A może tak wreszcie postawić ostro temat reparacji wojennych od Niemiec. Wysokość tych odszkodowań wynikającego z raportu z 1947 r. kwoty, którą po waloryzacji oszacowano na ok. 850 mld dolarów.
Lidle i temu podobne fabryki kasy do Niemiec, natychmiast obłożyć solidnymi podatkami, wówczas szybko stulą swój szwabski cwany i bezczelny ogonek.
Polska to „Bóg – Honor- Ojczyzna” i wara Niemcom od tego !
Zostaw komentarz