– I znowu w domu – powiedział pan Tomek niby do pani Zosi, ale trochę w przestrzeń.
– Niestety – odjęknęła pani Zosia, która cały czas nie mogła się uwolnić od czarujących wspomnień z Norwegii.
Naprawdę jednak nie mieli powodów do narzekania. Jeszcze przed chwilą była cudowna polska jesień z bajeczną gamą kolorów, a teraz niebo pokryły gęste chmury, ale wciąż było pięknie. Jak na obrazach van Gogha.
Pan Tomek prowadził swoją ukochaną goldenkę, która zdecydowanie zwolniła w biegu z powodu swojego wieku, ale nie straciła przez to uroku. Natomiast pani Zosia prowadziła swojego bergamasco, Ferdynanda, którego sprowadziła z Włoch za 1500 euro, o czym poinformowała pana Tomasza już podczas ich pierwszego wspólnego spaceru całe lata temu. Ferdynand był dość osobliwy, wyglądał jak skalp zdarty z rastamana, ale nie była to jego wina i poza ceną był bardzo sympatyczny.
– Naprawdę nie czujecie się winni za to wszystko? Jest coraz piękniej, ludzie się kochają, a wy to niszczycie swoją nienawiścią. I proszę zobaczyć, do czego doprowadziliście.
– Ależ jacy my? Czy my wciąż mówimy o Francji? – zapytał pan Tomek, który aż się zatrzymał ze zdumienia, bo już nawet nie był pewien, czy pani Zosia nadal mówiła o protestach francuskich licealistów, o których przed chwilką rozmawiali.
– Wy wszyscy, którzy nienawidzicie postępu. Bo wam przeszkadza świat kolorowy, gdzie każdy człowiek ma inny kolor skóry, należy do innej kultury i kocha inaczej. A teraz swoją nienawiścią zaraziliście młodzież. Czy pan wie, że ja się teraz boję, gdy mijam młodych ludzi na ulicy? Patrzę im na ręce, czy nie mają tam jakiejś maczety lub noża. Koszmar. A to wszystko przez takich ludzi jak pan.
– Ależ… ale… pani Zosiu, dlaczego mnie pani z tym łączy?
– To proste, bo za tym wszystkim stoją faszyści, którzy nienawidzą ludzi.
– Chyba raczej bardziej komuniści. We Francji rozruchy popiera lewactwo.
– I proszę, znowu ten język nienawiści: „rozruchy”, „lewactwo” i oczywiście wszystkiemu winni są komuniści. Bo wy ciągle walczycie z komuną. Jeszcze proszę oskarżyć o wszystko imigrantów.
– Ależ pani Zosiu, przecież to nie jest kwestia formy mowy. Protest młodzieży licealnej we Francji został zradykalizowany przez lewicowe bojówki LFI Jean-Luca Mélenchona. Znaczący odsetek potomków imigrantów w drugim i trzecim pokoleniu nadał protestom formę wojny kulturowej. To są przecież fakty. Więc jak ja mam to powiedzieć, aby nie była to mowa nienawiści?
– Proszę pana. Fakty to mamy w Wikipedii i nie ma sensu o nich mówić. Natomiast prawda jest taka, że imigranci w drugim i trzecim pokoleniu to są rodowici Francuzi czystej krwi. Wypominanie ich koloru skóry jest małostkowe i odwraca uwagę od istoty sprawy, że pokojowy protest młodzieży francuskiej ma na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na średniowieczne metody nauczania we francuskich szkołach, oparte na nauce pamięciowej, i programy szkolne przeładowane zbędną wiedzą.
– Jaki pokojowy? Tysiące aresztowanych, setki poranionych policjantów i nauczycieli, podpaleni ludzie i niszczone mienie.
– No widzi pan. To właśnie jest język nienawiści. Tak nie można.
– To jak ja mam to powiedzieć?
– W ogóle niech pan o tym nie mówi. Porozmawiajmy raczej o tym, że wkuwanie na pamięć do egzaminu pozostawia w młodzieży traumę, od której nie uwolni się przez całe życie.
– Ależ przecież to jest głównie protest młodzieży ze szkół z przedmieść dużych miast, gdzie oni się niczego nie uczą. Więc trudno mówić o nauczaniu pod egzamin.
– Po prostu jest pan strasznie zindoktrynowany, panie Tomku. Zapewne nie wierzy pan też, że dzieciaki w polskich szkołach są straszliwie zestresowane, gdyż muszą się uczyć pod egzamin.
– I dlatego zabijają?
– Ciszej! Nie wolno mówić o zabijaniu! To mowa nienawiści. Przez takie gadanie młodzież szkolna się radykalizuje i staje się nazbyt ekspresyjna. Tak się mówi.
– Nie, pani Zosiu, oni się radykalizują, bo przez ten wasz postęp nie muszą się w szkole uczyć. Ale nie mają też żadnych perspektyw, natomiast marzą, aby zostać celebrytami, takimi jak Krzysztof Ibisz. I niech pani zrozumie, że Jakub z Ostrołęki, który atakował ludzi nożem, i ten drugi morderca z Wyszkowa spełnili swoje marzenie: zostali na chwile medialnymi celebrytami. Dla części młodzieży odnieśli sukces życiowy i stali się bohaterami, gdyż zdobyli popularność. A jest to sukces tym większy, jeżeli na nic innego nie mogą liczyć.
– Więc uważa pan, panie Tomku, że oni zrobili takie rzeczy, aby się więcej uczyć?
– Oni zostali doprowadzeni do takiego stanu, że sami nie wiedzą, czego chcą. Bo oni chcieliby szkoły, która dałaby im większe możliwości, ale nie łączą tego z wyższym poziomem nauczania, natomiast łączą z lepszymi ocenami i wyższymi wynikami egzaminów. Bo oni chcą więcej przy mniejszym wysiłku. Nikt ich nigdy nie nauczył, że tak nie można. Więc to jest dość poplątane.
– Sam więc pan widzi, że młodzież, tak samo we Francji, jak u nas, nie chce się uczyć zbędnej wiedzy, która była przydatna w XX w.
– Uczyć się nie chcą, ale chcą mieć dobre oceny, aby zostać sędzią lub lekarzem, dobrze żyć i nic nie robić. Bo oni tak to sobie wyobrażają. A jeszcze lepiej, chcieliby zostać gwiazdą i jeździć po wsi sportowym samochodem.
– Ależ panie Tomku, naprawdę pan wierzy, że do tego potrzebne są im egzaminy państwowe? Liczą się umiejętności i zdolności.
– Pani Zosiu, naprawdę pani w to wierzy? Bo oni już w to nie wierzą. Poprzednie pokolenie jeszcze w to wierzyło i się strasznie rozczarowało. Kolejne rządy z różnych opcji obiecywały cuda młodzieży, ale dawały im psychologów, aby pomogli im przezwyciężyć traumę. Dlatego obecne pokolenie młodzieży nie wierzy już nikomu, nie wierzy w system i nienawidzi społeczeństwa. Bo wiedzą, że ze swojego getta mogą wydostać się wyłącznie wbrew systemowi i wyłącznie przemocą.
– Jakie znowu getta? Czy pan teraz mówi o Polsce, czy o Francji? Bo jeżeli o Francji, to gada pan bzdury. To nie są żadne getta, ale mieszkania w blokach o bardzo wysokim standardzie. Nie można ich porównać z naszymi blokowiskami. A już na pewno warunki życia w blokach na przedmieściu Paryża są zdecydowanie lepsze niż w ich krajach rodzinnych. Nie mają więc żadnego powodu do niezadowolenia.
– Czy pani teraz mówi o imigrantach we Francji?
– Ja nie używam takiej mowy nienawiści.
– Nieważne. Ja mówiłem o polskiej młodzieży. Jeżeli jednak chodzi o protesty licealistów we Francji, mówimy o imigrantach w trzecim lub drugim pokoleniu. Ich dziadkowie byli zachwyceni blokami we Francji. Patrzyli więc na francuskie blokowiska tak jak pani. Ale ich wnukowie już nie porównują przedmieść francuskich do Maghrebu, tylko porównują swoje życie do życia innych Francuzów. I czują się gorsi. Bez drogi ucieczki. Bo szkoły w ich dzielnicach nie dają im żadnych szans. Więc nienawidzą swoich szkół i nienawidzą Francji.
– No proszę. Zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do języka nienawiści.
– Tego nie można inaczej powiedzieć.
– Mówi pan, że „nienawidzą Francji”, a to jest bardzo agresywne. Można to powiedzieć całkiem inaczej.
– Czyli jak?
– Panie Tomku, jest pan dzisiaj przepełniony agresywnymi emocjami, więc my z Ferdynandem idziemy do domu. Szkoda mi tylko Sabinki.
I poszła.
Zostaw komentarz